Gdziekolwiek będziesz – nie wstydź się tego zawodu

Jedną z nich jest ona. Jedną z dzieci jest ich nauczycielka. Poznaj ją, a świat wyda Ci się o wiele prostszy niż myślisz. Skorzystaj z jej sposobu na życie chociaż przez jeden dzień. A przekonasz się, jak proste rzeczy potrafią zmienić bieg wydarzeń.

***
Piotrek skrobał scyzorykiem kawałek drzewa. Było jeszcze wilgotne i scyzoryk ślizgał się po krawędziach kory, co jakiś czas wydając dźwięki, które Izę przyprawiały o gęsią skórkę. Metr osiemdziesiąt – tyle wzrostu liczył Piotr, a na tę chwilę wyglądał jak mały chłopiec. Strugał łódkę z konaru drzewa. Ten wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna był w swoim działaniu uparty i drobiazgowy. Drewnianą łódkę wykonywał za każdym razem, gdy spędzał w tych okolicach długie weekendy. Dzisiaj przypominała mu stare czasy. Chciał kontynuować tę tradycję, lecz już u boku kogoś drugiego. Tymczasem zmierzch dawał o sobie znać lekkim chłodem na skulonych ramionach Izabeli.

– Zimno, wracajmy już… – szepnęła Iza, kuląc się i rozcierając dłonie.

– Zmarzluch z ciebie, weź moją bluzę – Piotr wyjął z plecaka bluzę z kapturem w rozmiarze XL.

Iza wyglądała w niej jak mała dziewczynka, otulona bluzą taty. Było jej nareszcie ciepło i nadchodzący wieczór wydał się o wiele przyjemniejszy. Skinieniem głowy zgodziła się pospacerować z Piotrem jeszcze trochę.

– Aj… – Piotrek syknął bardziej ze wstydu aniżeli z bólu, czerwona strużka krwi polała się z palca na zielony mech.

– Pokaż to – Iza sprawnie nakleiła plaster, a lekki rumieniec ogrzał jej chłodne policzki i ślicznie komponował się z bladoróżowym kolorem kaptura okalającego jej drobną buzię.

– Śmiejesz się ze mnie, masz rację. Kto się bawi scyzorykiem w nocy… ten obrywa – Piotrek schował nieskończoną łódkę, złożył scyzoryk i wsunął w boczną kieszeń, po czym dogonił Izę i wziął ją za rękę.

– W górach noce bywają o wiele chłodniejsze – wraz ze słowami Piotra, przyspieszyli kroku. W pewnym momencie Iza nagle zatrzymała ich oboje i zadarła wysoko głowę, zupełnie wytrącając z zamyślenia idącego tuż przy niej Piotra.

– Ożeż ty, o mało na ciebie nie wpadłem! Wystraszyłaś mnie.

– Ciebie? Takiego dużego chłopca?! – Iza roześmiała się. Jej ciepły śmiech przeszył Piotra, redukując do zera rozdrażnienie spowodowane nagłym przerwaniem fajnego, rytmicznego marszu.

– Spójrz… One są jak kocie oczy, jak szukające właściciela marzenia, albo jak niedokończona mozaika, nie, nie…To raczej zagubione anioły…

– Iza, chodźmy, już późno, o czym ty mówisz? – Piotrek szukał w kieszeni zegarka, zaczynając się niepokoić, że znajomi są już na miejscu.

– Mówię o gwiazdach, skąd wiesz, że one tak się nazywają? Może ktoś kiedyś pomylił się, nazywając je wszystkie gwiazdami? Przecież one są takie niewiarygodne! Nie uważasz? – Iza niemal wspinała się na palce, aby dosięgnąć gwiazd i coraz bardziej oczarowana ich ilością, zastanawiała się jak dziecko.

– Nie znam się na astronomii. Ja składam komputery. Niebo zostawiam tobie.

– …Piotrek, patrzysz czasem w niebo? Co jest twoim niebem?

– Patrzę, ale nie o dwudziestej trzeciej w środku lasu. Nie mamy nawet latarki, pospieszmy się, marzycielko. Mamy całą noc, aby patrzeć w niebo.

***
– No! W końcu jest! Gdzie to się włóczy po nocach w towarzystwie tak pięknej damy…

– Iza, cześć – Izabela podała rękę mężczyźnie z brodą, który niemal natychmiast skłonił się jej w pas. Niedaleko tlił się grill, z którego miły zapach podkręcał nastroje witających się ludzi.

– Kopę lat, stary! – inny mężczyzna klepał Piotra po plecach, śmiejąc się i krzycząc rubasznie jakieś dziwne zlepki wyrazów, których Iza nie była w stanie za nic odszyfrować. Były to ich okrzyki z lat, kiedy żeglowali razem po mazurskich jeziorach, i w które on wrócił jeszcze raz, ale tym razem już z nią, dziewczyną, z którą łączyło go wyjątkowo silne uczucie.

– …się było sterem i okrętem… – Piotr mrużył oczy, a gdy je otwierał, było w nich słońce. Na zmianę przywoływał wspomnienia i wracał na ląd, na którym czekała jego Iza.

– Pytałaś, jak nazywam swoje gwiazdy – zwrócił się do Izy, a jego oczy były szklane, jak gdyby posrebrzane blaskiem ogniska, a może światłem rozgwieżdżonego nieba. – Dla mnie to łajby błądzące po obcych przystaniach, to trzepoczące płótna na dzikich jeziorach. Gdzie jest moje niebo? Tutaj, gdzie żagle nadęte wiatrem, przestrzeń i nic przede mną.

Iza szukała w myślach wydarzeń, w których mogłaby czuć się podobnie. Nie musiała długo szukać: to było tak niedawno, kiedy jej przedszkolaki żegnały ją na akademii kończącej rok szkolny. Miały w ramionach wiatr, który za chwilę poniesie je dalej w dorosłe życie. Przed nią otwierała się nowa przestrzeń. Pragnęła umieścić w niej dwie swoje pasje: Piotra i swoją pracę.

Usiedli. Wszyscy sprzedawali sobie zażyłe opowieści, uściski, a nawet wzruszenia. Łzy nie wiadomo czy ze śmiechu, żartów, a może tęsknoty za pierwszym rejsem pojawiały się na dojrzałych twarzach, budząc ogromny szacunek do minionych lat i swego rodzaju refleksję i wreszcie zgodę na to, co już przeminęło i nie wróci, i na to, co jeszcze nie nadeszło.

Ciszę i powietrze przeciął niespodziewany krzyk Adriana, który z głową zanurzoną w samochodzie, zaczął chaotycznie wyrzucać z jego wnętrza różne przedmioty.

– Cholera!!! – Adrian wściekał się nie na żarty. – Do licha!!!

– Adek, co cię ugryzło?! – spytał jeden z chłopaków, który siedział najbliżej Adriana. Wstał gwałtownie i przytrzymał go za rękę. – Tu są kobiety, wyluzuj… Co cię napadło?!

– Nie mamy muzy!

– Co?! Nie no, nie żartuj! – ktoś z zebranych wyraził dezaprobatę głośno i wyraźnie, otwierając kolejną butelkę piwa.

– Zostawiłem wszystkie płyty w służbowym aucie. Niech to, a miało być tak pięknie… No to koniec imprezy…

– Iza – nagle Piotrek podszedł zdecydowanie do Izy. – Widziałem, że ty masz jakieś płyty, wyjmowałaś je z plecaka… – Piotr bezceremonialnie przyparł Izę do muru.

– Nie, to… angielski, coś ty, to żadna muzyka, nie zabrałam ze sobą płyt… żadnych… – zmieszanie Izy zdradzało ją bardziej niż słowa, które plątały się jej na myśl, że zabrała ze sobą piosenki dla jej przedszkolaków. Miała je przesłuchać i wybrać coś dla Magdy, w czasie, gdy Piotrek żeglowałby z kolegami.

– Hej, nie wymigasz się. Zmykaj na górę po płyty, albo daj mi klucz to ja skoczę – Piotrek nie przyjmował wstydu Izy za wystarczający argument w całej sprawie.

– Piotrek, to są moje płyty do przedszkola. Zwariowałeś, żeby puszczać je na wieczorze z twoimi kumplami? Spójrz na nich, oni chcą się pobawić, to żeglarze, nie przedszkolaki! A ja nie mam dla nich szant, to piosenki dla dzieci, daj spokój! Zapomniałeś już, jak się umówiliśmy? – Iza szeptała Piotrowi do ucha, ściskając go za rękę z taką siłą, że ucisk sprawiał jej ból.

– Słuchajcie, moja skromna Izabela nie ma wprawdzie szant w oryginale, ale ma coś lepszego. To muzyczne nowości, latami nie schodzące z list przebojów. Wciąż aktualne i świetne – Piotrek przytulił Izę, chcąc dodać jej odwagi. Był z niej dumny i naprawdę nie miał zamiaru żartować. Lubił, gdy mówiła o swoim przedszkolu, twarz miała wtedy jasną, oczy duże i roześmiane. Najpiękniej o dzieciach potrafiła opowiadać tylko ona.

– Dlaczego to robisz? – Iza spojrzała z takim wyrzutem, jakby zawalił jej się świat. Nie dowierzała temu, że Piotrek postawił ją w tak niezręcznej sytuacji. Nie wypił ani łyka piwa, nie chciał zrobić jej na złość. Nie potrafiła zatem zrozumieć, co nim kierowało, aby wpaść na tak bzdurny pomysł! Piosenki dla przedszkolaków na spotkaniu, na które zjechało się dwunastu dorosłych facetów i towarzyszące im kobiety.

– Jutro wracam najwcześniejszym autobusem. Idę się spakować. Cześć. – Iza wstała, lecz Piotr złapał ją wpół i uniósł na ręce. Wyglądała jak mały ptak w objęciach jastrzębia, który uczy ją wierzyć w siebie.

– Głuptas z ciebie. Głuptas. Chodź ze mną. – Piotrek ruchem ręki obiecał pozostałym, że zaraz wróci, a Izie dał buziaka na przeprosiny. Choć tak naprawdę jego zdaniem, nie miał za co przepraszać. Weszli razem do domku i gdy Iza milczała w progu, Piotrek zgarnął trzy płyty leżące tuż przy lampce. Tym razem to on wyszeptał jej do ucha:

– Zaufaj mi i nigdy nie rób niczego, zanim chwilę nie pomyślisz. Przestań się denerwować, uśmiechnij się, brakuje mi tego.

– Adrian, włączę u ciebie, stoisz najbliżej nas – Piotr stopniowo podgłaszał pierwszą piosenkę. Szybkie tempo i rytmiczne dźwięki rozniosły się po lesie, który otaczał młodych ludzi, dając poczucie odprężenia i ciszy. Iza nie odważyła się podnieść głowy, przez cały czas siedziała skulona, zawinięta w kraciasty koc. Jak kot, który stracił całe swoje zaufanie. Na Piotra złościła się coraz bardziej.

– Gdzie pracujesz? – ktoś z przyjaciół Piotrka pierwszy przerwał ciszę, w której można było wyczytać spokój i naturalny bieg wydarzeń. Jakby nic się nie zmieniło.

– Jestem nauczycielką … w przedszkolu – Iza przełknęła ślinę. Czuła się przejedzona obecną atmosferą.

– Kurcze, fajnie! I pracujesz przy takiej muzie? Heh, no nieźle, takie rytmy. Sam bym się pogibał przy takich bitach. – I wtedy ten grubszy i brodaty Rafał, wstał i zaczął poruszać się przy piosence „Lato, lato kolorowe”, ku takiemu zdziwieniu Izy, że dziewczyna zapomniała, iż dawno już minęła północ, a temperatura na Mazurach, mimo że w lecie, spada o wiele niżej niż w Krakowie. Przestała się trząść i nareszcie rumienić, usiadła wygodnie i rozluźniła zaciśniętą bluzę. Bo oto Rafał przy narastających brawach kolegów, zdobył owacje i tym samym zachętę na drugi numer. Dołączył do nich Piotr. Próbował naśladować Rafała, lecz ten zabawnie go szturchał i kazał usiąść. Dwóch mężczyzn walczyło o berło parkietu. Zaczęli się głośno śmiać, a Iza zauważyła, że ich relacje jeszcze mocniej się zacieśniają, dziecięce głosy bawią, skłaniają do refleksji nad przemijającym czasem i że przy tych piosenkach dziewczyny wtulają się w ramiona swoich chłopaków, a oni odkładają butelki z piwem, zamieniając je na dłonie zamyślonych kobiet. Iza odetchnęła i pomyślała, że zbyt pochopnie oceniła Piotra, dobrze znał swoich przyjaciół, byli dla niego jak bracia. Jednak czy przypuszczał, jak zareagują? Piotrek uczył się kroków od Rafała, a kilku innych żeglarzy objęło się za ramiona i utworzyli ciasne koło, identycznie jak sześciolatki ostatniego dnia w przedszkolu. Wyobraziła sobie chłopców ze swojej grupy jako dorosłych już mężczyzn. Czy wypowiedzą jej imię przy ognisku pachnącym miłością, jeziorem i lasem? Czy będą pamiętać jak mówiła im o przyjaźni, jak otwierała ich na świat? Czy będą jednakowo silni i pewni siebie? Kiedy do nich wróci, postara się, aby za parę lat mogli śmiało wejść w przyszłość. Postara się, aby mieli apetyt na życie. I aby każdy z nich dobrze wykorzystał swoją szansę.

***
Na następny dzień Iza ze wszystkimi była na ty, znała ich opowieści, wiedziała, gdzie pracują, co ich cieszy i czy są samotni. Emanowała ciepłym charakterem, spokojem i dziecinną naturą, która mobilizowała do uśmiechu. Gdy odpływali, zaśpiewali jej piosenkę „Kolorowe lato” ku zdziwieniu i rozbawieniu przepływających akurat żeglarzy. Iza uniosła w górę głowę. Świat należał do niej, lasy, jeziora i powietrze. Wszystko było u jej stóp. Nie miała się czego wstydzić. Była nauczycielką przedszkola. Brzmienie tych słów otwierało ją na przyjaźń, na bliskość, na autentyczną radość. Bo tak mało na co dzień uśmiechamy się do siebie. Dobrze, że jest nauczycielką przedszkola. Dobrze, ze inaczej nazywa gwiazdy. Nikt inny nie zrobiłby tego lepiej.


Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog