Historia prawdziwa…

Przedszkole. Miejsce, w którym praca nabiera nowego znaczenia. W którym angażujesz się nie po to, aby wykonać zadanie i przejść do następnego. Ale po to, aby nawiązać więź. Aby zbudować pomost pomiędzy tobą, rodzicami a dziećmi. Jesteś trochę jak ptak, który wraca zawsze, aby rozpocząć nową wędrówkę z kolejną grupą, poderwać ją do lotu, nauczyć, jak pokonywać wierzchołki gór. Dzięki Tobie, dzieci zdobywają swoje nieba, dorastają, zmieniają się. One czynią Cię ich przewodnikiem, spróbuj więc, jakie to cudowne uczucie: zostać wybraną przez dzieci.

***
Wbiegam do sklepu po oliwki na moją pierwszą w życiu prawdziwie grecką sałatkę. Z moją orientacją na bakier i tysiącem myśli na minutę, kręcę się w kółko.

– Czy mogę w czymś pomóc? – ekspedientka od razu wyłapuje mnie spośród klientów i przyjaźnie rozgląda po sklepie jakby szukała powodu mojego roztargnienia.

– Tak, gdzie mogę znaleźć oliwki? – w mojej prośbie jest pośpiech, zmęczenie i nadzieja, że za pięć minut znajdę się w domu. Jestem zmęczona, uroczystości w przedszkolu kosztują mnie zawsze wiele napięcia.

– Trzeci regał po lewej, za słodyczami. Zaprowadzić panią? – pani ekspedientka sprawia wrażenie sympatycznej.

– Nie, dziękuję. Poradzę sobie – odpowiadam, sama nie bardzo wierząc w to, co mówię.

Gdy mijam regał z pachnącym pieczywem, ktoś z zawrotną siłą wpada we mnie i czuję, jak coś wciska się w mój płaszcz, przesuwając mnie o parę dobrych metrów w tył.

– Pani Iza! – słyszę znajomy głos Krzysia. I natychmiast czuję wzrok ekspedientki, która dziwnym trafem zjawia się za moimi plecami.

– Znalazła pani oliwki? – pyta tak jakby nic się nie stało, a Krzyś był przezroczysty. W sumie to tak nie za bardzo mogę się poruszyć, a co dopiero mówić o robieniu zakupów.

– Jeszcze nie… – uśmiecham się i robię dobrą minę, bo najwyraźniej pani ekspedientka zaczyna się niecierpliwić. Nic dziwnego, teraz koncentruję na sobie uwagę większości przypadkowych klientów.

Krzyś nie wypuszcza mnie z objęć, a ja nie bardzo mogę się z nich uwolnić. Próbuję zagadnąć, ale jego czerwona od mrozu i podekscytowania buzia nie przestaje wykrzykiwać:

– Pani Iza! Moja pani Iza! Znalazłem panią Izę!!! – jego głosik jest piskliwy i mimo ściśniętego grubym szalikiem gardełka, roznosi się niemal po całym sklepie.

– Ach, tu jesteś! – donośny kobiecy głos, w którym wyczuwam łagodność i zdenerwowanie, stanowczo uwalnia mnie z serdecznego uścisku kolorowych rękawiczek. Znam każdy kolor palca na pamięć. Każdego dnia ubieram je Krzysiowi na spacer. I każdego dnia te małe paluszki ściskają mnie za rękę. Tak samo jak teraz. Jakby chciały zamknąć w niej cały swój świat.

– Krzysiu, mówiłam ci tyle razy, żebyś nie biegał sam po sklepie! –  kobieta z rumieńcami na twarzy i błyskiem w kącikach oczu, przypomina bardziej młodszą siostrę Krzysia, a nie dorosłą kobietę. Chłopiec zaskoczony tym nagłym spotkaniem unosi brwi, jest zdumiony nie mniej niż dorosły, który w markecie spotkałby Małego Księcia. Ma jasne loki i niebieskie oczy, które nie przestają pytać:

– A ty nie mieszkasz w przedszkolu?

– Nie Krzysiu, ale gdzie ty masz ma… – nie kończę, bo kobieta podjeżdża wózkiem na tyle blisko, że zagradza mi drogę do trzeciego regału po lewej. Odcina siebie, mnie i swojego syna od całego świata.

– Głuptas z ciebie, przecież pani Iza ma córeczkę, synka i swój dom. Skarbie, puść już panią Izę, na pewno spieszy się do domu. Dzień dobry pani, strasznie panią przepraszam za syna, wszędzie go pełno…

– W porządku, sama nie wiem, jak Krzyś znalazł mnie w takim dużym sklepie… – ekspresowo staram się wyłożyć chłopcu, co myślę na temat biegania po marketach, ale on nie słucha. Bardziej interesuje go moja osoba tutaj, a nie tam. Nie w przedszkolu. Jak mogłam opuścić tę szczęśliwą oazę, tę przestrzeń pielęgnowaną i budowaną wspólnie z nim przez sześć miesięcy?

– Co robisz w sklepie? – oczy chłopca pełne są rozczarowania. Dla niego przedszkole to ja. Jak mogłam z niego wyjść? Zostawić je? W jego oczach jestem kapitanem, który opuścił swój okręt.

– Przyszłam do sklepu, aby zrobić zakupy. Też mam swój domek i tak samo jak ty, ja też bardzo lubię wracać do swojej rodziny. W przedszkolu spotkamy się w poniedziałek i już cieszę się na nasze spotkanie – zwracam się do Krzysia, trochę się niecierpliwiąc, a on nie wypuszcza mojej dłoni. Najpierw ściąga moją rękawiczkę, a teraz ciągnie rękę jakby chciał zabrać mnie ze sobą. Czułam, że to się wydarzy, jeszcze zanim to powiedziałam. Krzyś wybucha płaczem.

– Kochanie, dlaczego płaczesz? – mama puszcza wózek, podbiega do synka, a zawartość zakupów siłą bezwładności popycha wózek w stojący baner, a ten z kolei pochyla się, zatrzymując milimetr od stosu starannie ułożonych wafelków.

Teraz to na pewno wezwą ochronę – myślę i pospiesznie odjeżdżam wózkiem na bezpieczną odległość. Mama zajęta synkiem nawet nie dostrzega rangi niedoszłej katastrofy. Podchodzę do obojga i głaskam Krzysia po jego miękkiej czuprynie, chcąc załagodzić całą sytuację. Z drugiej strony, to sprawa bardzo delikatna. Chłopiec jest naprawdę smutny.

– To może przyjmiesz ode mnie słodkie „co nieco” na poprawę humoru? – i w piąstkę mokrą od łez,  wciskam lizaka, jednak ku zaskoczeniu mamy – Krzyś potrząsa głową.

– Chcę Izę, nie lizaka – odpowiada głosem, w którym zawód miesza się z nadzieją. Że jego nauczycielka jednak z nim zostanie. A najbardziej boli uczucie, że jego pani nie mieszka w przedszkolu, że ma swoje życie i…

–  Pani Izo, ty dzieci masz? – pyta kolejny raz i patrzy prosto przed siebie, a jego oczy w kształcie migdałów, po brzegi wypełnia błękit. Jest tak jakby chciał rozczytać wszystko to, czego jeszcze nie wie o swojej pani.

***
Czy istnieje synonim szczęścia? Czytam: Fortuna, grosz, pomyślność… W słowniku nauczycielki przedszkola, synonimem szczęścia jest dziecko. W słowniku przedszkolaków: ich nauczycielka.

Byłam tylko Krzyś i ja. Mały chłopiec i jego nauczycielka w sklepie pełnym ludzi, kolorów, muzyki i tysiąca kroków… Jak na wyspie bezludnej dwie łodzie, których celem staje się ta sama przystań. Gdy nauczycielka przedszkola staje oko w oko z dzieckiem, otoczenie zbroi się w empatię. Staje się gotowe na wszelkie przeciwności losu. Chroni dwie istoty tak sumiennie zaangażowane w przyjaźń. Nauczyciel i podopieczny to duet niezbędny. I niezależny od wszelkich okoliczności, jakie mają miejsce w Twojej głowie. Gdy nauczycielka przedszkola widzi szczęśliwych wychowanków, sama także staje się szczęśliwa. To relacja na najwyższym poziomie. Przedszkole. Edukacja fundamentalna. Edukacja o pierwszej, podstawowej i najważniejszej miłości do drugiego człowieka. Jeśli nie da się szansy małemu sercu, aby pokochało, mając kilka lat, potem już nigdy może się tego nie nauczyć. W przedszkolu relacje nawiązują się, żyją, ewoluują, rozwijają jak pąki tulipanów. W przedszkolu dzieci cieszą, zachwycają swoich nauczycieli. To takie zrozumiałe, zwyczajne, a jednak nieprawdopodobne.

***
– Pani Izo! – słyszę za plecami kobiecy głos. Brzmi znajomo, ciepło i bezinteresownie. – Chciałam pani podziękować za to, że każdego dnia mój syn wraca z przedszkola uśmiechnięty. I za to, że śpiewa piękne piosenki i zaczyna nazywać litery. Przecież my go tego nie uczymy, nie mamy czasu… Sama pani widzi, zakupy, praca, w domu obowiązki… Wie pani, on potrafi godzinami opowiadać o pani. „Jest pani u nas w domu” niemal codziennie: to dla pani, Krzyś rano myje ząbki i składa zabawki przed snem. Ma pani na niego ogromny wpływ. Gdyby pani wiedziała, ile razy on w ciągu dnia powtarza, że panią kocha! Jestem spokojna, gdy oddaję syna w pani ręce, wiem, że mogę spokojnie iść do pracy i zająć się swoimi sprawami. A to przedstawienie! Tak się wzruszyłam, ze było mi wstyd wracać autobusem z czerwonymi oczami! Dziękuję pani za to, że pani jest. Nie wyobrażamy sobie kolejnego dnia bez pani.

Krzyś zaczyna ciągnąć mnie za szalik, który już prawie zdążył owinąć sobie wokół szyi. Wyglądamy jak para dobrych przyjaciół.

Słyszę szmer. Jakby melodię, narastające szepty, zmieniające się w słowa, jeszcze ledwie parę dźwięków… I nagle pojedyncze, a za chwilę łączące się w jedno… brawa. Kasjerki wstają, a przechodzący klienci zaczynają klaskać. Obcy ludzie biją brawo, uśmiechają do siebie i stają coraz bliżej, zawiązując półkole wokół mojej osoby. Nagle znajduję się w ich centrum. W centrum świata Krzysia.

***
Pamiętaj.
W tym zawodzie nie liczą się perły. Ale kamyki znalezione w pobliskim parku. Nie chodzi o to, aby dosięgnąć gwiazd, ale znaleźć czas, aby móc na nie popatrzeć. Razem z dzieckiem. Nauczycielka przedszkola. Niewiele o niej wiesz? Zapytaj dziecka, kim ona jest. A zdziwisz się, jak w kliku słowach potrafi opowiedzieć Ci o miłości. Po swojemu, dziecinnie, może trochę niezgrabnie i z większym podekscytowaniem. Ale tak opowiadać potrafią tylko one. Przygotuj się na niezwykłą opowieść o dziecku, które znalazło swoje miejsce na Ziemi. W swoim przedszkolu przy swojej nauczycielce. Nie trzeba więcej. Wystarczy, że w poniedziałek rano przedszkole wypełni się radością, jakiej nie znacie.


Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog