Czy pani wie, kim pani jest dla Joasi?

Jestem nauczycielką przedszkola.
Jestem widzem w Teatrze, nauczycielem latania
i zwyczajną mamą Martynki i Adasia. I jestem szczęśliwa.

***
Występ jest za dwa tygodnie w czwartek. Zaczniemy próby już niebawem, dlatego proszę pomału oswajać Wiktorkę z nowym tekstem. Jest długi, to prawda, ale jestem pewna, że Wiktoria bez problemu poradzi sobie z opanowaniem tego wiersza. Ma dobrą pamięć i długi tekst nie powinien jej zniechęcić. Poza tym uwielbia występować przed publicznością. To urodzona aktorka – w moim głosie słychać uznanie dla odważnej postawy dziewczynki, jaką prezentuje na występach przed rodzicami. Pewność w błyszczących oczach Wiktorii są tylko tego potwierdzeniem.

Od TYCH słów zaczęło się:
Na jakiej podstawie weryfikuje pani dzieci do ról w przedstawieniu?! Słyszeliśmy w szatni, że koleżanka naszej córki z grupy otrzymała kilka tekstów do nauki. Tymczasem nasza córeczka nie otrzymała ani jednego wiersza. Czy pani wie, kim pani jest dla Joasi? Ona panią uwielbia! A pani robi jej „taką” krzywdę. Mam nadzieję, że weźmie sobie pani do serca moje słowa.

Kim jestem dla Joasi? – jej nauczycielką. Wspaniale, że ulubioną.
Ale kim jestem dla nich? – ostatnią deską ratunku. Tylko jeszcze o tym nie wiedzą.

***
Poranek. Z okna mojej sali widać biały ogród. Tej zimy jest tak urokliwy, że srebrzysta biel swobodnie mogłaby konkurować z tonącą w słońcu zielenią. Tylko ptaki setki razy przemierzają tę samą drogę. Ogród należy do nich, gdy nie ma w nim dzieci. Nie wiem, który raz pokonuję tę samą długość dywanu. Czekam na nieprawdopodobną szansę, że w stosownym momencie uda mi się wycofać. Nie chcę kolejnej konfrontacji z ludźmi, których zdanie kłóci się z moim wewnętrznym głosem nauczycielki. Tej zimy decyzje podejmowane przez dwoje dorosłych ludzi nie mieszczą się w żadnych z dotychczas sprawdzonych przeze mnie schematów postępowania. Rzadko czuję się zagubiona w tym zawodzie. Ale dziś odczuwam to moje zagubienie zdecydowanie za mocno. W ogrodzie cicho pada śnieg, jak gdyby nie chciał mi przeszkadzać.

***
Gdy Wiktoria wchodzi do sali, otoczenie zaczyna układać się pod jej dyktando: ustawia krzesełka, odsuwa wózeczki z lalkami, a zaciekawione dzieci zajmują miejsca. Rozpoczyna się przedstawienie. Zawsze uważałam, że najpiękniej w teatr potrafią bawić się dzieci. Gdy w ich dusze nie ingeruje dorosły. I gdy tworzą swoje teatralne sceny z życia. Niezwykle szczere, z zabawną i zaskakującą puentą, nasyconą prostotą i optymizmem. My, dorośli, powinniśmy uczyć się od dzieci ich radości, ujętej tak zwyczajnie w scenariusz życia. Obecnej na każdej stronie scenopisu. Teatr uczuć to moja praca. Nie trzeba mi rezerwacji biletów, wyszukanej sukienki, wieczoru pełnego gwiazd. Mam wstęp wolny na przedpremierowe spektakle, w których na scenie gościnnie występują zachłanność i rozczarowanie. W moim przedszkolu tragikomedie, których staję się spontanicznym i przypadkowym widzem, odbywają się niemal codziennie. Rodzice, pierwszoplanowi aktorzy. Ogromnie zachłanni na swoje dziecko. Chcieliby dla niego wszystko. Absolutnie. W swoich wypowiadanych głośno życzeniach o zabarwieniu roszczeniowym, w swoich irracjonalnych intencjach i powtarzających się prośbach stają się nienaturalni i męczący. A nam…a mnie nie chcą uwierzyć. Chciałabym zamknąć oczy. Chciałabym mieć dar mówienia językiem swoich rozmówców. Mój język, język nauczyciela, jest dla nich niezrozumiały, niewystarczający, nieprawdziwy. Potrzebuję zbroi, aby chronić siebie. To sporych rozmiarów konflikt uczuć, sprzecznych przekonań, racji ich i moich. To wszystko dzieje się w mojej głowie, nie mieści się i rozpycha aż do samego serca.

***
Przyszli wcześniej. Stoją w szatni, a mnie robi się zimno. Muszę założyć sweter, w przeciwnym razie przegram. Jak to? Sukces w rozmowie gwarantuje ci ciepły sweter? Tak, jeśli nie będzie mi ciepło – nie będzie ciepło tym dwojga. Wszystkie uczucia, których sama doznajesz, oddajesz nieświadomie swojemu rozmówcy. On z czasem zaczyna się czuć tak samo jak Ty. Na tym polega przełamywanie barier pomiędzy ludźmi, tak rodzi się zaufanie.

Nareszcie ciepło. Zapraszam do swojej sali: jasnej z widokiem na ogród, przestrzennej sali, o jakiej marzyłam będąc studentką, przychodząc tu na praktyki. W rozmowach z rodzicami miejsce jest bardzo ważne dla obu stron. Sala przedszkolna to miejsce zagospodarowane dobrymi, pozytywnymi emocjami. Gospodynią tutaj jestem ja. A gospodyni to serce całego domu. Nauczycielka przedszkola jest sercem swojej grupy. Dzieci tętnią życiem, kiedy ona przychodzi do pracy nie z obowiązku, ale z pasji. I kiedy jest szczęśliwa. Sala przedszkolna musi spełniać standardy z zakresu dobrego samopoczucia dzieci. Dlatego rozpieszczam „nasz dom” jak tylko potrafię.

Rozglądają się. Są zaskoczeni atmosferą, w jakiej będziemy rozmawiać. Przez trzy sekundy uśmiechamy się do siebie. Mieszam oficjalny ton z nutką wanilii i cynamonu. Niech rozmowa nabierze wyjątkowego zapachu zdecydowania. Niech rozjaśni nadzieją granatowe niebo. I niech ukąsi szczerością. Chciałabym nimi potrząsnąć. Fizycznie.

Im bardziej będzie pan naciskał, aby Joasia wystąpiła w przedstawieniu, tym bardziej ona będzie się buntować. Joasię przeraża publiczność. Ona się boi. Świadomość wystąpienia na środku budzi w niej ogromny lęk. Pan wymaga od niej czegoś, co jest poza jej zasięgiem emocjonalnym. Wasza córeczka nie robi wam na złość. Po prostu taką ma konstrukcję: niezwykle delikatną, ze sporą dozą wrażliwości oraz ze szczególnym sposobem przeżywania. Jest zagubiona w waszym nieustannym niezadowoleniu. Ona nie rozumie, dlaczego jej odmowa jest aż tak ważna, ponieważ nie odbiera tego tak ambicjonalnie jak wy. Nie rozumie waszej złości i pretensji, skoro zachowuje się przecież jak najbardziej poprawnie. Nie dałam Joasi wierszy do nauki, bo dobrze wiem, że sprawiłabym jej tym wyłącznie ogromną przykrość.

Kobieta schyliła głowę. Czy zdała sobie sprawę, jak ogromna przepaść dzieli ją od jej własnej córki? Zawstydzające jest to, że zabrakło empatii we wzajemnych relacjach mamy i córki. Zdajemy w życiu tak wiele egzaminów. Na kolejnych szczeblach edukacji jest ich niezliczona ilość. Ale nikt nie zdaje egzaminu z bycia rodzicem. Uzupełnię: rodzicem świadomym swojej roli, otwartym i wrażliwym. Czy aby zostać rodzicem, nie potrzeba kompetencji w tym kierunku? Ten najważniejszy egzamin zdajemy sami przed sobą. I to, z jaką oceną go ukończymy, zależy tylko od nas samych.

Zwracam się do tego młodego człowieka. Przestaję rozumieć dzisiejszych rodziców. Są dalecy, mniej dostępni, niż parę lat temu. Wystukuje palcami jakiś rytm o blat stolika. Szkoda, że nie potrafi w rytmie akceptacji i uwagi wychowywać swojego dziecka. Złoszczę się w sobie, moje myśli też się złoszczą.

Czy w pana życiu miało miejsce zdarzenie, kiedy był pan zdezorientowany, czuł się zakłopotany? Czy niepokoiło pana coś do tego stopnia, że nie miał pan ochoty na jedzenie, pracę, a codzienne obowiązki przerastały pana? Proszę mi nie odpowiadać. Proszę odpowiedzieć sobie samemu. W tym momencie lub gdy wróci pan do domu. Będzie panu wówczas lepiej zrozumieć własną córkę.
Bezpieczeństwo emocjonalne. Na ten moment Joasia go od państwa nie otrzymuje. Mówię o akceptacji jej wrażliwości, o pogodzeniu się z faktem, że nie chce wystąpić na przedstawieniu, o uznaniu jej słabości. Bunt daje jej jedyną możliwość „ucieczki” od państwa oczekiwań. U dzieci, którym postawi się zbyt wysokie wymagania niewspółmierne do ich możliwości, mogą pojawić się chęci wycofywania się do miejsc, osób i sytuacji, w których ich racje zostaną zwyczajnie zaakceptowane. Dlatego Joanna tak bardzo chce spędzać czas z babcią. Babcia cieszy się z jej sukcesów jakiekolwiek byłyby małe. Proszę pamiętać, że ataki złości, wzmożony niepokój, czy budzące obawę zamykanie się w sobie mogą pojawiać się coraz częściej. A objawy takich zachowań mogą przejawiać się moczeniem nocnym, ssaniem kciuka, nerwowymi tikami. Asia nie umie spełnić państwa oczekiwań. Jest wspaniałą, zdolną, bystrą dziewczynką. Lubianą koleżanką, wzorem dla rówieśników. Kulturalną, staranną dyżurną, która skrupulatnie wypełnia swoje obowiązki. Czy dla Państwa to za mało?

Asia w ostatnim tygodniu ssie końcówki włosów, czego wcześniej nigdy nie robiła. Zmoczyła również łóżeczko, a z tym nie mieliśmy do czynienia odkąd skończyła półtora roku. Niepokoją mnie te zachowania, tym bardziej, że z nie mieliśmy z nią do tej pory większych problemów – nagle do rozmowy włącza się mama. Niepytana o zdanie, niezwykle elegancka kobieta, przez cały czas trwania rozmowy milcząca. Aż do teraz.

Musicie popracować nad poczuciem wartości waszego dziecka. Wynosi się je przede wszystkim od rodziców. I jeśli zabraknie siły napędowej w domu, to nie ma szans, aby zdobyć ją poza nim. Bowiem to właśnie w domu „ładujemy akumulatory”, uczymy się jak radzić sobie z przeciwnościami i poznajemy prawdę o sobie: że jesteśmy wartościowi, potrafimy wiele osiągnąć, zdołamy pokonać małe i duże przeciwności losu.

Należałoby ich z tą refleksją zostawić. Ale nie byłoby to eleganckie i bynajmniej nie w stylu nauczycielki przedszkola. Dlatego chcę namówić ich na osobisty rachunek sumienia.

Przeanalizujcie jeszcze raz razem lub indywidualnie każde z was – wasz stosunek i postępowanie wobec Joasi w ostatnim czasie. Zróbcie bilans zysków i strat. A potem, gdy już skończycie, zacznijcie jeszcze raz. I obserwujcie się nawzajem. Musicie się lepiej poznać.

***
Mają pieniądze, jeżdżą na wymarzone wakacje, oboje stoją u szczytu karier zawodowych.

Czego zatem zabrakło?

Na to pytanie odpowiedz sobie sama, Czytelniczko, Czytelniku. Jesteś nauczycielką przedszkola. Doskonale wiesz, czego brakuje dziecku, aby mogło rozłożyć skrzydła. A czego Ty sama potrzebujesz, aby móc się rozwijać? Co uskrzydla nauczycielkę przedszkola? Zaufanie, którym obdarzają Cię rodzice. Satysfakcja, że po raz kolejny udało ci się pomóc i zasygnalizować potrzebę zmian. Uznanie dla Twoich kompetencji, pozycji zawodowej, wreszcie uśmiech zmieszany ze łzami wzruszenia i na końcu tradycyjne, budujące „dziękuję”. Motywacja do tego zawodu ukryta jest w działaniu. Ona Cię nie zostawi, nie zawiedzie, jest Twoją przyjaciółką. Zatem dbaj o tę przyjaźń, nie zostawiaj rodzica samego.

Zmieniłam świat jednej rodziny. Wprowadziłam do niego niemały chaos. Już dawno ta rodzina potrzebowała zmian, potrzebowała emocjonalnej rewolucji. A tylko podczas silnych przeżyć zaczynamy dostrzegać to, co w życiu dla innych jest najważniejsze. Tylko my mamy ten dar. Tylko nam wolno mówić na głos o skrywanych i niewygodnych uczuciach. To my, nauczycielki przedszkola, musimy trzymać się razem, aby w obliczu dokonujących się na naszych oczach zmian, nie zwątpić w sens naszej pracy. Wymagajmy od siebie. Jeszcze więcej. A wtedy dzieci, które przyjdą ogrzać się pod nasze skrzydła, będą miały niepowtarzalną szansę spełnić marzenia „o lataniu”. A latanie w wydaniu dziecięcym to szybowanie, ale po własnej przestrzeni, w pełni zaakceptowanej.

Nauczycielko, jeśli w Twoim zawodzie zapanuje nagle cisza i zwolnisz tempo, oznaczać to będzie, że zaczynasz tracić coś z tego zawodu, coś, co czyni ten zawód tak niezwykłym i wyjątkowym. Tracisz nadzieję, że możesz wiele zmienić w życiu innych ludzi. A tej nadziei nie wolno Ci stracić.

Pamiętaj, że jesteś nauczycielką przedszkola.