Potrzebowałam na to prawie 20 lat

Jestem nauczycielem dyplomowanym z 20-letnim stażem. Kończąc Studium Nauczycielskie zarzekałam się, że nigdy nie będę pracować w przedszkolu. Wynikało to z tego, ze szkoła była w trakcie przekształcania się w liceum i do wyboru było tylko wychowanie przedszkolne, a młody człowiek nie lubi, jak mu się coś narzuca. Studium ukończyłam na 5, ale swojej przyszłości nie wiązałam z pracą w przedszkolu, chociaż uwielbiałam dzieci.

Jako nauczyciel debiutowałam w jednooddziałowym przyzakładowym przedszkolu w grupie dzieci 3,4,5-letnich. Za namową mamy porzuciłam dobrze płatną pracę na konto śmiesznych pieniędzy i harówki ponad moje siły. Tamte wspomnienia są tragiczne: pomocy znikąd, praca w grupie mieszanej metodą prób i błędów, wymyślanie zajęć, pisanie 3 konspektów dziennie (1 dla 3-4-latków i 2 dla 5-latków), przygotowywanie pomocy dydaktycznych do zajęć dla każdego dziecka oraz na tablicę, pobudka o 4.00. Do tego dochodziła niepewność o pracę – umowy miesięczne. Obecnie nauczyciel ma podane wszystko na tacy, łącznie z kartami, planszami, rozkładami materiału itp. Kiedyś pomocą był tylko Program wychowania przedszkolnego. Pierwsze miesiące były straszne, brak czasu na życie prywatne. Potem jakoś się przyzwyczaiłam i organizowałam pracę. Wszelkie trudności rekompensowały mi dzieci. Podjęłam studia licencjackie na kierunku pedagogika opiekuńczo-wychowawcza i marzyłam o pracy w Domu Dziecka. W tym okresie rozwinął się mój instynkt macierzyński, wyszłam za mąż i bardzo pragnęłam dziecka. W 1999 r. zapadła decyzja o likwidacji przedszkola. Byłam w ciąży i tylko to się dla mnie liczyło. Dzięki pomocy pani wizytator dostałam umowę na czas nieokreślony, mianowanie i przeniesienie do renomowanego przedszkola z oddziałami integracyjnymi w centrum miasta. I znów wyzwanie: nowa praca, nieznani ludzie, nowy dyrektor i mały 3,5-miesięczny Jaś w domu. Znów nie było łatwo! Jak pogodzić rolę matki z rolą nauczyciela? Zostawiasz swoje maleńkie dziecko i idziesz poświęcać się dla obcych dzieci. Byłam bardzo rozdarta wewnętrznie. Ale praca w jednej grupie wiekowej jest o wiele łatwiejsza. Koleżanki zaopiekowały się mną i pomogły zaaklimatyzować się. Gdy myślałam, ze już wreszcie osiągnęłam stabilizację, pani dyrektor zmieniła mi stanowisko pracy na nauczyciela wspomagającego. Wiązało się to z rozpoczęciem studiów magisterskich na kierunku: pedagogika terapeutyczna. I znów wyzwanie: chore, niepełnosprawne dzieci, których problemami żyłam, brak czasu dla swojego dziecka i rodziny, weekendowe wyjazdy na studia. Zmęczenie sprawiało, że czułam się wypalona. Nauczyciel ma dwa warianty, aby odpocząć: urlop zdrowotny lub ciąża – wybrałam drugi wariant. W 2002 r. przyszedł na świat mój drugi syn, Antoni. Tym razem mogłam poświęcić swojemu dziecku więcej czasu. Pełna werwy i sił wróciłam do pracy. To był moment, kiedy poczułam, że kocham to, co robię. Ukończyłam studia podyplomowe na kierunku organizacja i zarządzanie w oświacie, zostałam nauczycielem dyplomowanym, otrzymałam nagrodę Prezydenta Miasta za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej, poczułam się spełniona. W 2007 r. wygrałam konkurs na dyrektora przedszkola na peryferiach miasta. Teraz sama zafundowałam sobie wyzwanie. Placówka była bardzo zaniedbana, ale dzieci, środowisko cudowne. Dzięki swojemu samozaparciu oraz pomocy dobrych ludzi udało się wymóc na władzach miasta decyzję o wybudowaniu nowego budynku. Powstało piękne, nowoczesne przedszkole o standardzie europejskim. Warunki dla dzieci oraz pracowników poprawiły się o 360 stopni.
W ciągu tych pięciu lat kadencji dyrektora podupadłam na zdrowiu i zaniedbałam swoją rodzinę. Praca biurowa, dyspozycyjność i ciągły stres, to nie było to, o czym marzyłam. Pomimo satysfakcji z tego, co osiągnęłam, zdecydowałam, że wolę robić to, co lubię oraz mieć czas dla swoich dzieci, które już wyrosły i oczekiwały ode mnie więcej niż tylko zabezpieczenie potrzeb materialnych. W podjęciu tej decyzji pomogły mi również władze miasta, które połączyły przedszkole ze szkołą w zespół szkolno-przedszkolny. Nie wyobrażałam sobie być dyrektorem dwóch placówek. Wróciłam na stanowisko nauczyciela. Z przyjemnością zamieniłam papierzyska, segregatory, telefony i komputer na uśmiechnięte buzie i wpatrzone we mnie oczka.

Z perspektywy czasu myślę, że pisane mi było być nauczycielem przedszkolnym i nie wyobrażam sobie teraz innej pracy. Otwieram drzwi do mojej grupy i wchodzę tam, gdzie mnie kochają, gdzie jestem najważniejsza. Nie ma to jak otaczać się szczerymi, prawdomównymi, otwartymi i chętnymi do każdych wyzwań dzieciakami. W takim składzie można osiągnąć wszystko. Jestem spełnionym nauczycielem oraz matką dla swoich synów w pełnym tego słowa znaczeniu i nie mam problemów z pogodzeniem tych dwóch wyzwań. Potrzebowałam na to prawie 20 lat.

Aneta Niemirska-Cheda

***
Tekst został nadesłany na konkurs:

opowiedzswojahistorie_baner

Dowiedz się więcej o konkursie:
www.blizejprzedszkola.pl/przemieniamswiat