Kim ona jest?

Kto przebywa w pobliżu dzieci, czuje się szczęśliwy.

***
No poczekaj, jeszcze tylko miotełka… o, jest! Popatrz, jaki cudny bałwanek. Prawda, że jest kochany? Zobacz, jakie ma małe oczka i jaki nosek z patyczka. Magda, a może zrobimy mu kolegę? Przecież mu nudno tak samemu tu stać – wygładzam główkę bałwanka, którego zrobiłam sama, czekając z Magdą na autobus. Mam przemoczone rękawiczki. Czuję jak pachną Święta zewsząd, z każdego miejsca na Ziemi. Zadzieram głowę w górę i szukam spadającej gwiazdy. Szukam spełniających się marzeń…

Iza, to wpadnijcie do nas przed 19 – Magda sprowadza mnie na Ziemię, przyzwyczaiła się już do mojej dziecięcej natury i nawet nie zwraca uwagi na bałwana, którego najchętniej wzięłabym ze sobą do domu.

Paweł wraca z pracy dopiero późnym popołudniem, więc dajmy mu chwilę na oddech. Będą jeszcze Agata i Rafał. Przylatują dziś wieczorem, zostają na parę dni, taki wypad na Kraków sobie urządzili. Zaprosiłam ich. Poznasz Agatę, jest całkiem w porządku, świetnie gotuje!

Super! To jesteśmy umówione. Będziemy u was na pewno. Aha, Magda, powiedz Pawłowi, żadnego wina, jutro muszę wstać rano, mam angielski, proszę cię…!

Nie słyszę, jakieś zakłócenia na linii… Cześć!

Wariatka.

***
Macie cudną choinkę. Sama przystrajałaś? Te czerwone bombki z niebieskimi doskonale do siebie pasują. Masz niezły gust.

No coś ty, Paweł to wszystko urządził. Kiedyś wracam z pracy, a tu masz. Stoi sobie drzewko. Śliczne, prawda? Nie mam pojęcia, kiedy to zrobił, chyba wziął wolne z pracy.

Kurcze, Magda! Ten facet musi cię strasznie kochać! Który facet zwalnia się z pracy, aby ustroić swojej żonie choinkę…?

Jeszcze nie żonie, licz się ze słowami…

No daj spokój, jesteście już ze sobą 2 lata! Kiedy ślub?!

Słuchaj, tylko siedź cicho, bo jak powiesz Agacie, to cię zabiję.

Nie zabijesz mnie, jestem twoją najdroższą, najlepszą, najwspanialszą, najukochańszą przyjaciółką…

Przestań… Zaręczamy się…

!!!! Ścisnęłam Magdę tak mocno, że został jej odcisk na policzku rozmiarów sporej brzoskwini.

Uwielbiam was! Jejjjjj to cudownie, to wiesz… takie romantyczne, jak z filmu, zaręczyny w Święta…

Iza, zejdź na ziemię, opanuj się! Chodź, idziemy nabijać kalorie. Agata przygotowała super kaloryczną tartę. Mam nadzieję, że nie jadłaś 3 dni wcześniej?

Jestem szczęśliwa. Moja przyjaciółka czekała na ten moment całe swoje życie. Nie pamiętam, abym znała drugą taką osobę, która pragnęła założyć rodzinę tak jak ona. To prawdziwa rewelacja tego roku. Zaczynam wierzyć w dobrą energię Aniołów.

***
Chciałbym wnieść toast. Magda i ja chcieliśmy wam coś powiedzieć.

Łzy kręcą mi się w oczach jakby uzurpowały sobie prawo do startu dużo wcześniej niż gwizdek sędziego. I popełniają wzruszający falstart.

Poprosiłem Magdę o rękę, a ona zgodziła się… Jesteśmy zaręczeni.

Nastaje piękna i ekscytująca cisza, w którą wpadam niczym huragan i wiem, i czuję, że teraz oni – zakłopotani, wzruszeni i trochę spięci, potrzebują zapewnienia, wsparcia ich dobrych myśli i przez dwa lata rozwiewanych wątpliwości, czy są sobie przeznaczeni, czy ich silne przekonanie do siebie nawzajem nie zbłądzi, czy tych dwoje nie zagubi się w świecie tak nieposłusznym wrażliwym sercom.

Wybraliście najwspanialszy moment. Jesteście cudowni jak ta chwila. Dobre Anioły wykonały świetną pracę. Gratulacje! – ta wiadomość cieszy mnie tak mocno i ściska za serce z niewidzialną siłą i rozmachem. Przytulam się do męża, bez żadnego powodu, czuję że gwiazdy sprzyjają tegorocznym Świętom. Uśmiecham się i obsypuję Magdę gradem całusów. Pawła ściskam, ale z jego objęć wyrywa mnie mąż. Opowiadam o naszych zaręczynach na stoku narciarskim, jak pierścionek wpadł do śniegu i mój narzeczony nie mógł go znaleźć. Zamiast jeździć na nartach, spędziliśmy pół dnia na szukaniu dowodu miłości. Wszyscy się śmieją, jest tak jakoś inaczej niż na co dzień. Jest przyjaźń. Jest pachnąca lasem i górami choinka. Tam, gdzie poznali się Magda i Paweł… Są Święta.

Paweł, przecudne macie drzewko! Słyszałam, że to twoja zasługa? Masz świetny gust. Podziwiam!

Śmieję się cały wieczór. Wspominam jak Magda potknęła się i nietaktownie wpadła na Pawła, który uratował ją przed kąpielą w strumyku i jak narzekałyśmy na zjedzoną czekoladę. Opowiadam, jak w powrotnej drodze zepsuł się autobus, ale akurat niedaleko było klimatyczne, niesamowite, całe w drewnie i w starym stylu schronisko. I jak spędziliśmy tam 3 godziny czekając, aż naprawią autokar.

Słuchaj… – mojego męża zaczepia Rafał i odciąga go na bok. – Kim jest twoja żona? Tzn. gdzie pracuje?

Stary, dlaczego cię to tak interesuje?

Heh, nie zrozum mnie źle, ale jest w niej coś takiego… Heh, sam nie wiem, ale kurcze, no takich dziewczyn dzisiaj już nie ma…

??

Wiesz, jest taka bezpośrednia, chyba spontaniczna… Opowiada jak dziecko! Wszystkim się zachwyca, tak wiele rzeczy ją bawi, takie proste rzeczy cieszą. Niemal cały czas się śmieje, nie wstydzi się… Wiesz, Agata jest taka zamknięta, no nieważne… Fajna ta twoja Iza… Jakby świat dookoła w ogóle ją nie obchodził, heh, nie nudzisz się…

Stary! Ręce przy sobie!

No coś ty, idiota z ciebie, jeśli myślisz, że… eeee ja nie w tym kierunku. Chcę ci tylko powiedzieć, że jako facet z boku zazdroszczę ci takiej pogodnej, fajnej żony. Cała błyszczy. To pewnie twoja zasługa.

Dzięki, stary, ale tu nie ma wcale mojej zasługi, nic a nic. Kiedy poznałem Izę, była dokładnie taka jak teraz: uśmiechnięta, z iskierkami w oczach i zawsze ta pogoda ducha, nie wiem jak ona to robi. Chyba czerpie tę energię ze swojej pracy. Jest nauczycielką przedszkola. Kocha to, co robi.

Żartujesz?! Twoja żona jest nauczycielką? W przedszkolu?!

A co cię tak dziwi? – na twarzy Rafała pojawiło się zmieszanie i rozprzestrzeniło na całą jego sylwetkę.

Nie, no nic, kurcze no fajnie, to znaczy… Hmm, dla mnie zawsze miało znaczenie, jaki zawód wykonuje moja żona, no wiesz, nie zrozum mnie źle, Agata jest kierownikiem działu handlowego, ma pod sobą trzy markety… Przedszkolanka, nigdy bym… Heh, no nie powiedziałbym, taka dziewczyna…

Rafał, już zapomniałeś, po co rozpocząłeś ze mną tę rozmowę?

Rafał wycofuje się jak mały chłopiec, który kurczy się do rozmiarów pestki śliwki. Jest mu głupio i zdał sobie właśnie sprawę, że sam zapędził się w kozi róg.

Masz coś do zawodu Izy?

Nie, no coś ty, stary, tworzycie świetną parę.

Myślimy o dziecku. Jestem całkowicie spokojny, że Iza sprosta wyzwaniom, jakie postawi przed nią nowy członek rodziny. Wiesz, nigdy nie miałem wątpliwości, że chcę z nią być. W niej coś przyciąga, coś ci się podoba i jednocześnie cię to denerwuje. Ale za chwilę zdajesz sobie sprawę, że nie możesz bez niej spędzić ani jednego dnia, że jesteś jej tak cholernie ciekawy. Dla mnie jest wyjątkowa, zaskakująca i nieprzewidywalna. Ma coś z dziecka.

Szczęściarz. Agata nawet nie chce rozpoczynać tego tematu… Dla niej praca jest najważniejsza, a dzieci? To kompletne nieporozumienie. Nie wiem, co będzie dalej… Nie czuję, aby to było to, nie śpię spokojnie i martwię się o naszą przyszłość. W sumie to wydaje mi się, że w ogóle się na nią nie zapowiada. Agata świetnie zarabia… Ale o dziecku nie chce słyszeć, ten temat ją drażni. Dawniej byłem z niej dumny, imponowała mi… Teraz, gdy już dojrzałem do pewnych rzeczy… Zaczyna mi to przeszkadzać i uwierać gdzieś w środku.

Rafciog, przemyśl sobie swoje życie… Kiedy pojawi się dziecko, to kobieta tworzy rodzinę i dom. Ty jesteś tylko dodatkiem do tej bajki. Jeśli w Agacie nie ma miejsca dla dziecka, nie namawiaj jej. To jedno, co mogę ci doradzić, choć sam jestem prosty facet. Potem będziecie cierpieć we trójkę. Trochę się od Izy nauczyłem. Wierz mi, dobrze ci radzę. Odstaw ten temat, przynajmniej na Święta.

Dzięki, stary, kumpel to z ciebie jest jak się patrzy.

Gdzie jest mój mąż? Czy porzucił swoją ukochaną żonę akurat w najpiękniejsze Święta w roku? Zaniedbujesz mnie… – i nie wychodzi mi to udawane niezadowolenie, bo zbyt jestem szczęśliwa, a mój mąż rekompensuje mi swoje zniknięcie łagodnym i ciepłym uśmiechem. Nic więcej dzisiaj mi nie potrzeba. Jest idealnie.

Chodźmy odpalić sztuczne ognie! Niech będzie głośno!! – Paweł rekomenduje głośno o swoim fajerwerkowym hobby i zaraz będzie się popisywał.

Mój mąż zatrzymuje mnie w pustym mieszkaniu, gdy wszyscy wybiegli już przed dom i rzucają się puszystym śniegiem.

Iza…

Tak? Coś się stało?

Nie, wiesz… Cieszę się, że kolejne Święta dzięki tobie… są takie wspaniałe…

Nie, mój wariacie, dzięki nam…

Biegaliśmy po śniegu jak dzieci z mojego przedszkola, śmialiśmy się i nie wiem do dziś, gdy wspominam te wyjątkowe Święta, czy to zasługa czerwonego wina, pulsującego w żyłach w rytm zadowolonej duszy, czy miłość, która rozpalała serca bardziej niż gwiazdy…

***
Wiem natomiast jedno. Wiem, że gdyby nie mój zawód, nie poznałabym tej intensywniejszej w zapachy, kolory i uczucia, drugiej strony Świąt. Uwielbiam ten czas. W Boże Narodzenie rodzi się coś jeszcze. Rodzą się więzi pomiędzy ludźmi, które w ciągu roku słabną, rwą się i przecierają… My, nauczycielki, łatamy je i cerujemy na wigilijnych spotkaniach, śpiewając piękne kolędy i łamiąc opłatek pomiędzy gości. To wielki czas na wielkie spotkania. Widziałam, jak rodzice przepraszają się i wracają z przedszkola samochodem taty. Jestem nauczycielką przedszkola, jestem świadkiem wzruszeń, jakich nie doświadczą znajomi czy nawet przyjaciele tych dorosłych ludzi. Tu, w przedszkolu, w wyjątkowy sposób smakuje barszcz, tu niezwykle pachnie choinka, a prezenty cieszą w najfajniejszy sposób. To miejsce, które na swój sposób tętni niezwyczajną magią Świąt.

Dzięki komu w okresie Świąt, przedszkole zmienia się w najpiękniejsze miejsce na Ziemi?

Dzięki nam, nauczycielkom przedszkola.

***
Przyjdź, przekonaj się sam. A nie będzie Ci się chciało wychodzić.

swieta2014