Babcia

Gdybym mówił językami pokoleń,
a miłości w sobie bym nie miał,
na cóż byłaby mi ta niezwykła umiejętność?

Inspiracją dla cytatu był „Hymn o miłości” Świętego Pawła.

***
To nie jest łatwe święto. Odsłania przed nami nawet więcej, niż chcemy zobaczyć. A nam nie wolno się spłoszyć jak gołębiom w zatłoczonym przez kruki ogrodzie; my wychodzimy z uroczystości jako ostatnie. Stajemy się świadkami różnorodnych relacji pomiędzy pokoleniami. To my, nauczycielki przedszkola, tworzymy okoliczności, w których łagodnieją rysy ich twarzy, przełamują się z trzaskiem lody, robi się cieplej. W czasie tego szczególnego święta ci ludzie przechodzą na drugą stronę, aby ze sobą pobyć, aby sobie wybaczyć, aby się ze sobą zaprzyjaźnić, bo do tej pory nie mieli na to czasu. Oni – rodzice, a obok – ich rodzice. W różnych relacjach, w różnych nastrojach, o różnych osobowościach.

To refleksyjne święto. Odżywają wspomnienia, czas uświadamia nam o swoim zbyt szybkim przemijaniu. Tu otwierają się serca pokoleń na nowe odważne dialogi, tu spotykają się starsi i młodsi, i ci całkiem mali. Przedszkole to miejsce, które zobowiązuje do wzajemności. Tracą moc budowane przez lata pokoleniowe pretensje i rozpadają się jak domki z kart przy głośnej radości dzieci, które nie chcą o wszystkim wiedzieć. Dzieci pragną nielimitowanej miłości od swoich dziadków. Chcą ich braw. Potrzebują ich uznania. Są zachłanne na ich czas. Uwielbiają ich cechy charakteru. Uwielbiają w nich wszystko.

To wzruszające święto. Po policzkach, które od ucałowań wnucząt lśnią i różowieją, zaczynają płynąć łzy, w których kryje się całe życie tych starszych ludzi… Oni nie wstydzą się swych emocji, gdyż swoją wzajemną obecność traktują bardzo naturalnie. Starsi ludzie nie oceniają, nie ważą słów na szali zysków i strat. Oni nie zapytają, czy zasługujesz. Oni mocno uścisną Ci rękę i popatrzą głęboko w oczy. Docenią Cię. Dzisiaj rzadko kto w relacji z nami patrzy nam, nauczycielkom, w oczy. Oni będą dziękować długo, z głębi swego serca, które w tym dniu bije mocniej, niemal tak mocno jak serca szczęśliwych dzieci. Jestem na to przygotowana. Z ogromnym przejęciem wszystkie dzieci recytują wiersze dla swoich dziadków, śpiewają na całe gardło, a ja co roku czuję wciąż tę samą więź, która łączy mnie z tymi ludźmi. Jakbym znała ich od dawna! Może dlatego, że taka sama więź łączy mnie z dziećmi. Starsi ludzie wnoszą do przedszkola świąteczny nastrój i piękny dystans do rzeczywistości – brakujące elementy układanki rozpędzonych dni.

To przecież wyjątkowi goście, niczym orły spoglądają na nas i znakomicie wyciągają wnioski. Jestem tego dnia zakłopotana tak szczególnym gremium przybyłym z różnych stron świata. Są tak delikatnie Ciebie ciekawi, nie nachalni. Tak zachwycająco pogodni. Jest coś subtelnego w palecie tradycyjnych barw, jakimi malują świat starsi ludzie. Ujmują dobrocią, spokojem, a w ich głosie słychać najładniejszą melodię słów, które mieszają się w idealnej harmonii. W tych słowach można usłyszeć: doświadczenie, życiowe przeciwności i wdzięczność. Starsze osoby są skromną publicznością. Ich podziękowania są pełne elegancji. Są wyszukane, mądre, ponadczasowe. I są zawsze.

***
Zobaczymy wystawę szopek, potem wypijemy ogromną czekoladę, a wieczorem może pójdziemy na lodowisko? – aż kręci mi się w głowie od tych słów…

Upieczesz mi jutro słodkie ciasteczka? Babciu, proszę! Czy dziadziuś skończył reperować mojego kucyka na baterie? Zrób mi pyszne racuszki z twoim malinowym dżemem! Dziadziuś pojeździ ze mną na sankach?

Na wszystkie pytania odpowiedź brzmi: tak! Mamę i tatę wygoniłam w góry, niech nawet nie myślą wracać przed końcem weekendu! My sobie świetnie poradzimy! No to ubieraj rękawiczki, na dworze czeka na ciebie pełno śniegu! Nareszcie mamy czas tylko dla siebie!

Czas… dla wybranych – tonę w myślach o dyżurze, wyjeździe męża i niezrobionych zakupach na najbliższy tydzień.

Pani Izabelo, nie będzie nas cały ten tydzień, robimy sobie urlop od przedszkola. Mieszkam poza Krakowem i jak tylko mogę, to przyjeżdżam do mojej wnusi zobaczyć jak ładnie rośnie. Zabieramy ją z dziadkiem do Rabki, niech nabierze rumieńców, apetytu i niech odpocznie od rannego wstawania! No i trzeba trochę młodym pomóc, odciążyć, niech złapią oddech… Nie zazdroszczę wam życia teraz. Ten świat nie jest dobry dla młodych ludzi – w jej głosie jest zarówno promienność młodej dziewczyny i dojrzałość starszej pani, beztroska dziecka i pełna świadomość powziętych właśnie decyzji. Ta niezwykła energia onieśmiela mnie, nie mieści mi się w głowie ciężkiej od obowiązków, z których nikt mnie nie wywiąże. Stojąc obok babci Rozalki można oczami wyobraźni zobaczyć przytulną kuchnię – serce domu, w którym zapach kruchego ciasta miesza się z pieczonymi jabłkami. Słyszę też głośne piosenki Rozalki oraz jej wesoły śmiech pomiędzy ziarenkami cukru. Taka babcia istnieje przecież tylko w moich wierszach…

***
Proszę pani, Marysia bardzo kaszle, jest niechętna do jedzenia i do zabawy… Czy była pani z nią u lekarza? Obawiam się, że to może być początek poważnego przeziębienia.

Tak, tak… Wiem… Byłam z nią, pani doktor powiedziała, że to tylko alergia.

Wie pani, ten kaszel bardzo Marysi przeszkadza, jest taki duszący, ona nie może położyć się i odpocząć po obiedzie, a widać, że potrzebuje odpoczynku. Dzisiaj popłakiwała na zajęciach, wstydziła się, że przez ten kaszel nie może swobodnie mówić. Może przydałoby się jej parę dni w łóżku, powinna odpocząć…

Wie pani, no tak… Tylko widzi pani, ja muszę pracować, nie mogę wziąć znowu wolnego, w ostatnim tygodniu już brałam urlop, bo byłyśmy z Marysią u okulistki, no a potem musiałam z nią jechać na rehabilitację, mój mąż wyjeżdża codziennie wcześnie rano do pracy, wraca późnym wieczorem, mają budowę, on nie weźmie wolnego, szef go zwolni. Pani Izo, ja nie mam z kim zostawić Marysi, a na nianię mnie nie stać… Obiecuję, że dam córeczce jutro syrop  przeciwkaszlowy, ona radzi sobie z infekcjami, lada dzień będzie zdrowa.

A chciałam zapytać panią tak przy okazji, czytała pani nasze ogłoszenie o uroczystości w nadchodzącym tygodniu?

Tak, ale… Babcia ani dziadek Marysi raczej nie przyjadą… Ale będę ja, wyjdę wcześniej i spróbuję odrobić w pracy tę godzinę. Marysia bardzo się cieszy i w domu powtarza wierszyk. Wie, że dziadkowie nie przyjadą… Co roku wysyłamy zaproszenia odkąd Maryś zaczęła chodzić do przedszkola. Ale bez odpowiedzi, wie pani, różnie się w życiu układa…

Parę szafek dalej przebiera się Rozalka, energicznie wymachując rękami i zmieniając raz po raz decyzję co do planowanej wspólnie z babcią kolacji. Za oknem grube płatki śniegu przykrywają leniwie szykujący się do snu zimowy wieczór. Marysia kaszle coraz mocniej, tuląc w ramionach swojego misia z naderwanym uchem.

Musimy je przyszyć – zmienia temat mama dziewczynki chorej i nadzwyczaj dzielnej małej dorosłej, która wie, że nic nie da jej płacz, bunt czy wreszcie słowa, które pojawiły się tak niespodziewanie:

Mamusiu, przyjedzie babcia? Mamy uroczystość chyba w czwartek.

Kochanie, nie wiem, zobaczymy. Nie czas o tym rozmawiać, ubieraj się, musimy jeszcze zrobić zakupy. – I w tym momencie ona była już w swoim żywiole codzienności, która wchłaniała ją powoli, ale skutecznie. Ta kobieta zauważyła mnie dopiero przy samych drzwiach, zmieszała się i popatrzyła z wdzięcznością, że nie pogorszyłam już i tak ich szalenie trudnej sytuacji. Rozalka z babcią wychodzą tuż za nimi. Mama Marysi nie odwraca się, nie zwraca na nie uwagi. Jest pochłonięta zakupami, które musi zrobić z chorą Marysią. Przydałaby się pomoc dziadków. Coś o tym wiem.

***
Dlaczego wciąż mnie krytykujesz, przecież to mój syn, wiem jak mam z nim postępować, to ja jestem jego matką! – w korytarzu słyszę kobiece zdenerwowanie. Obawiam się, że to napięcie niebywałych rozmiarów zaraz rozsadzi przedszkole.

Dobrze, już się nie wtrącam, ale żebyś potem nie mówiła, że nic mnie to nie obchodzi, że Antoś znowu ma katar. Jak go tak ubierasz, twoja sprawa. Od początku mówiłam, że te spodnie są za cienkie. Trzeba było ubrać te z polarem! No ale ty zawsze wiesz lepiej.

Nie ma minus dwadzieścia stopni, przegrzeję go tylko! Jak się spoci, będzie jeszcze gorzej. Zresztą on cały czas na polu biega…

Dzień dobry paniom, czy Antoś jest już gotowy, aby przyjść do nas do sali? Robimy próbę i brakuje nam tylko jego. – Przerywam tę niepotrzebną kłótnię, ale tylko z tego względu, że uczestniczy w niej Antoś. Poza tym może zwrócę w ten sposób uwagę tych unoszących się wzajemnie obu pań na coś ważnego w życiu ich i Antosia. I udaje mi się:

Próba? Na jaką uroczystość? – babcia Antosia jest bardzo zdziwiona i wydaje mi się, ze nagle zapomniała o swoim zdenerwowaniu. Miejsce w jej sercu zatłoczonym od zbyt częstych pretensji do córki, zajęło teraz jedno pytanie: dlaczego ona nic nie wiedziała?

W przyszłym tygodniu, dokładnie w czwartek, obchodzimy w naszym przedszkolu uroczysty Dzień Babci i Dziadka. Dzieci przygotowują z tej okazji piękny występ z wierszami i piosenkami. Antoś świetnie umie swój wiersz i mówi głośno. Proszę spojrzeć na naszą tablicę, tam są szczegóły organizacyjne występu. A teraz panie wybaczą, muszę wracać do dzieci.

Antoś mimo rozbrajającej pogody ducha i swoich czterech lat, jakby przeczuwał zwiastującą ciszę. Podbiegł do mnie, przytulił na powitanie i podglądał, co się będzie działo. Zaproponowałam mu wejście do sali. Z twarzy babci Antka wylosowałam uczucia żalu, rozgoryczenia, niedowierzania i chyba smutku. Była spłoszona jak ptak, którego nie chciano w gnieździe. Dlaczego? I kiedy Antoś, jej Antoś, największy skarb i jedyna radość w życiu, kiedy uczył się wiersza? Przecież ona była odpowiedzialna za wszystkie przedszkolne sprawy Antosia! To ona zawsze prasowała mu galowe ubranie na występy, ona wiedziała o wszystkim, co działo się w jego życiu, a teraz odsunięto ją od tej roli? Nie mówi się jej o tak ważnym wydarzeniu? Ne bądźmy dziećmi, nie musimy ukrywać tego święta jak mikołajowych prezentów…

Dlaczego mi nie powiedziałaś? – wymowne milczenie starszej pani zwalniało z obowiązku mówienia czegokolwiek. Wszystko było w jej oczach. Twarz tej starszej kobiety nagle skurczyła się do rozmiarów piąstki Antosia, a oczy zaszły wilgotną mgłą. Jedna z łez upadła cicho na podłogę, zamieniając ją w ocean nieporozumień.

***
Gości jest więcej niż planowałyśmy… Jest w tym wydarzeniu przyspieszony oddech, orkiestra serca, słodkie długie oczekiwanie jak na pyszną szarlotkę w kawiarence na krakowskim Rynku. Tak! Te wszystkie cechy pasują do najpiękniejszych dni w roku. Z pewnością Dzień Babci i Dziadka jest wielkim świętem.

Rozalka zaczyna śpiewać, a głos jej brzmi tak czysto, doniośle i poważnie, jak gdyby brała udział w konkursie o złoty mikrofon. Śpiewa dla swoich dziadków, którzy wpatrzeni w jej niebieskie kokardy, próbują włączyć się w tę śliczną i delikatną piosenkę. Obok Marysia zaangażowana i zachwycona tak ogromną widownią. Przyszli specjalnie dla mnie – myśli. Już zapomniała, że jej babci tu dzisiaj nie będzie, pozostali tak miło przyjęli ją brawami, teraz ona, teraz jej kolej. Teraz czas dla jej duszy! Niech więc wyśpiewa tę radość i tęsknotę, dwa gryzące się ze sobą uczucia, a jednocześnie nie mogące bez siebie żyć. Antoś przestępuje z nogi na nogę. Jego małe, szczupłe i smagane rodzinnym wiatrem ciałko dumnie się prostuje i tylko te niesforne nóżki drepczą w miejscu z niecierpliwości i wielkiej nadziei, że jego babcia jeszcze się spóźni, że nie zdążyła zrobić zakupów, że spóźnił się tramwaj… W blasku świec, w samym sercu miłości, trzy starsze kobiety spotykają się, nie mając pojęcia o swoim istnieniu. Trzy piękne kobiety siadają w pierwszym rzędzie, jakby światem rządził przypadek. Te trzy eleganckie w okazywaniu swoich uczuć babcie rezygnują ze swej dostojności i majestatyczności starszych pań… Zaczynają być uroczo spontaniczne, śmieją się, mrużąc przy tym lekko pomalowane oczy i unosząc brwi ze zdziwienia. Oklaski nie ustają, łzy srebrzą się, zatrzymując swoją wędrówkę w załamaniu każdej zmarszczki, kosmyki siwych włosów tak ładnie odsłaniają ich twarze. Mężczyźni wstydzą się wzruszeń, uniesień. Im nie wypada. Ale będąc uczestnikami tak osobistych wydarzeń, emocje zrywają się z wędzidła powagi i biegną, galopują szczęśliwe, wolne, zabawne!

Przyjechałam, zostawiłam wszystkie swoje sprawy… Przez tyle lat nie udawało nam się spotkać, aż nasze drogi spotkały się tutaj, w przedszkolu Marysi. To urocze miejsce. Chciałabym, abyśmy spędzały ze sobą więcej czasu. – Mama Marysi patrzy na swoją mamę jak dziecko, a ja podchodzę, bo czuję się w pewnym sensie za tę sytuację odpowiedzialna.

Dzień dobry, mam na imię Izabela i jestem nauczycielką Marysi. To zdolna i mądra dziewczynka. Gratuluję tak utalentowanej wnuczki! Pani jest po raz pierwszy u nas w przedszkolu? Ogromnie się cieszymy razem z Marysią. Czekała na ten dzień z niecierpliwością. Czekała przede wszystkim na panią. Jest pani dla niej bardzo ważna. Proszę o tym pamiętać.

Antoś pytał mnie przed występem, czy pani będzie. Powtarzał swój wiersz dla pani wiele razy, zanim rozpoczął się występ. Ogromnie przeżywał, czy pani będzie na tej uroczystości. Antoś chciałby widzieć tego dnia obie panie szczęśliwe, zgodne i uśmiechnięte. To także jego święto. To Dzień tych, których on kocha: ukochanej babci i ukochanego dziadka. Pozwólcie się mu nacieszyć tą chwilą, kiedy będziecie dzisiaj ze sobą wszyscy razem.

Rozalka ma cudowną babcię. Słyszałam mnóstwo fantastycznych rzeczy o pani i pani mężu, to wielki skarb, kiedy ma się takich pomocników serca. Pani córka ma wielkie szczęście. Życzę państwu wiele zdrowia i dziękuję za to, że Rozalka jest taką radosną dziewczynką, wspaniale się rozwija, wiem, że to również zasługa dziadków.

Pani Izabelo, to my dziękujemy. Nie byłoby tu tak wielu gości, gdyby nie mieli pewności, że zostaną przyjęci ciepło i życzliwie, a pani przyjęła wszystkich „z sercem na dłoni”. Powiedziały im o tym ich dzieci, ich wnuki. One wiedzą przecież najlepiej. Obserwuję panią, z każdą starszą osobą zamienia pani parę słów, nie pomija pani nikogo z nas. Sprostała pani wymagającej publiczności, przygotowała pani piękne przedstawienie, pokazała dzieci w najlepszym świetle ich umiejętności. Razem z mężem czujemy się wyjątkowo, jak wszyscy na tej sali. Mimo pani młodego wieku, chylę przed panią czoła. Sprawiła pani, że wszyscy poczuliśmy się tutaj bardzo potrzebni. Myślę, że wiele rodzin zasiądzie dzisiaj do kolacji w większym gronie niż na co dzień. Dzięki pani.

***
Są takie chwile w naszym zawodowym życiu, a może raczej namiastki chwil, w których udaje nam się przemienić świat. Jesteśmy nauczycielkami. Dla nas wszystkie osoby, które kochają naszych wychowanków, pozostaną dla nas bardzo ważne. To swego rodzaju misja, za którą nie dostaniesz pieniędzy. Ale otrzymasz coś o wiele więcej: życiową, najprostszą, niewyszukaną i niemedialną satysfakcję, która stanie się motorem Twojego osobistego życia, i która sprawi, że już nigdy nie poczujesz się niekochana. Samotność nie odważy się spojrzeć Ci w oczy. Satysfakcja z udanych relacji z ludźmi różnych pokoleń wzbogaca Twoją pracę o nowe doświadczenia, czyni ją bardziej wiarygodną, nadaje rytm. Satysfakcja z sukcesów w naszym zawodzie nie oznacza zawsze większych pieniędzy. To coś, co popycha Cię do życia w jego najtrudniejszym i najchłodniejszym wydaniu. Ta satysfakcja to skrzydła, które rozkładasz wtedy, kiedy wszyscy za Tobą pchają się do samolotu…