Po drugiej stronie lustra

– Wczoraj skończyliśmy realizację wielkiego projektu. Wygraliśmy przetarg na nowe tereny, na których stanie ogromne Centrum kongresowo – rekreacyjne. Już widzę te zielone przystrzyżone trawniczki, na których będą parkować świetne auta i koniecznie morza tulipanów, pośród których wytyczymy alejki prowadzące do parterowych kafejek. Iza, czujesz jak pachną te tulipany?!

– Brzmi bosko! Gratuluję! Kinga, jesteś niesamowita…

– Trzeba to uczcić. Chyba mi nie odmówisz? Co robisz jutro po pracy?

– …pracuję.

– Żartujesz?!

– No nie żartuję. Po południu prowadzę zajęcia otwarte dla rodziców.

– A dlaczego nie możesz zrobić tych zajęć rano?!

– Bo żaden rodzic by nie przyszedł. Sama rozumiesz, ludzie pracują. Po 15 istnieje większe prawdopodobieństwo, że przyjdą.

– No coś ty? Nie masz pewności ilu rodziców przyjdzie na te zajęcia, a mimo to je robisz?

– To takie jednostronne zobowiązanie. To moja praca.

– A ilu rodziców zwykle przychodzi?

– A różnie, czasem dochodziło do około 30 ludzi. Przychodzą podwójnie, mama z tatą, czasem dziadkowie. Mam 25 dzieci w grupie, a na zajęcia zostają prawie wszystkie. Więc rachunek jest prosty.

– No nieźle… sporo. Po co to robisz?

– Rodzice chcą zobaczyć swoje dziecko „w akcji”, jak pracuje, jak się zachowuje na tle grupy… Wiesz, oni są naprawdę tego ciekawi, jak „tam” jest.

– Tam?

– Po drugiej stronie lustra.

***
Mail od Kingi:
Odwołaj!!! Pójdziemy zjeść burrito!

Nie mogę.

Zostawisz mnie samą? Przyjechałam z Warszawy zaledwie na parę dni, a ty nie masz dla mnie czasu…

Słuchaj Kinga, chodź ze mną na te zajęcia. Zobaczysz, spodoba Ci się 🙂

Zwariowałaś. Ja?! Nie mam pojęcia o niczym, co związane jest z Twoim zawodem!

Nie musisz mieć. Wystarczy, ze przyjdziesz. A potem pójdziemy na burrito. Zaczynam o 15.15. Bądź na 15. Pa.

***
– Iza, oni cały czas patrzyli na ciebie!

– Oj Kinga, daj spokój… No prowadź do tej twojej knajpy, jestem strasznie głodna!

– No co, mowę ci odebrało? Ducha zobaczyłaś? Ziemia do Kingi!!!

– Jestem w szoku.

– Bo zaraz ja będę. Co ci się stało? Dzwonili do ciebie z Wawy? Odwołali przetarg?!

– Iza, jak to jest możliwe, weź ty mi powiedz, ale szczerze, ok? Jak to jest, że tylu ludzi siedzi i słucha cię i żadne nie wstaje, nie wychodzi… Policzyłam ich, było 29! I wszyscy byli tacy zainteresowani, kurcze, potem spóźniło się troje i już nie mieli gdzie usiąść, więc cicho stali z tyłu. Nikomu nie zadzwonił telefon, nikt się nie odważył szepnąć ani słowa. To niewiarygodne.

– Ale co cię tak dziwi? Oni przyszli zobaczyć swoje dzieci, a fakt ten zobowiązuje ich do zachowania ciszy. Skoro wymagam ciszy od dzieci, tym samym daję rodzicom do zrozumienia, że powinni umieć się zachować. To w końcu dorośli ludzie!

– Mów mi jeszcze! Dorośli… Ja na swoich mitingach też mam wrażenie, że mam do czynienia z dorosłymi. Gadają, jedzą, dzwonią, komentują… Wiesz, czuję się taka lekceważona… A ty… Ty możesz mieć satysfakcję. Jesteś tam najważniejsza, to się da wyczuć.

– I to mówi wiceprezes zarządu wielkiej korporacji projektującej najpiękniejsze miejsca na Ziemi! Skąd u ciebie taka niska samoocena? Nie znałam cię od tej strony. Kontaktujesz się z ludźmi z zagranicznych firm, organizujesz spotkania na wysokich szczeblach, ech, czy ty czasem nie ironizujesz?

– Przeciwnie. Ludzie tam są nastawieni głównie na duże pieniądze. Oczekują wyłącznie konkretów. Nie mają czasu na jakąś refleksję, trudno o dialog i partnerstwo. Często czuję się jak na huśtawce: po jednej stronie zyski, po drugiej straty. Często ambicjonalne. A tu zobaczyłam całkiem inną rzeczywistość. Tu było obecne szczere zainteresowanie. Ci ludzie obdarzali cię naprawdę wyjątkową uwagą, uśmiechali się. To było takie spontaniczne. Iza, tak mi tego brakuje… Oni byli wpatrzeni w ciebie ponad godzinę!

– Oj Kinga, patrzyli na dzieci, ja byłam tam tylko na doczepkę.

– Jak zwykle skromna. Nic się nie zmieniłaś. Fajna praca, to przedszkole. Lubisz to, prawda?

– Lubię. Bardzo. Wiesz Kinga, w tym zawodzie wciąż czegoś się uczysz. Ten zawód jest jak zwierciadło duszy, w którym przeglądasz się i które odbija twoje zalety i najlepsze cechy. Tu możesz uwierzyć w siebie, rozwinąć skrzydła. Nie musisz podobać się innym. Musisz tylko skoncentrować się na swoim dobrym samopoczuciu. Dzieciaki tego chcą. Chcą widzieć swoją panią szczęśliwą, uśmiechniętą. Dzieci są najwierniejsze w informowaniu cię, jakim jesteś człowiekiem. Przybiegają i ściskają za gardło, szepcząc do ucha, że cię kochają. Wyczują zdenerwowanie, zorientują się, że masz kłopoty. I wtedy też będą smutne. Jesteś dla nich kimś ważnym, a więc kimś, z kim się utożsamiają. To chodzące barometry uczuć. Sporo się nauczyłam, pracując z dziećmi. Nauczyłam się życia.

– Mnie nikt nawet nie poklepie po ramieniu. I oczekuje się ode mnie wyłącznie efektów. Bez względu na to, w jakim jestem nastroju, zawsze jest przy mnie obecny stres. Oszukuje, że wszystko masz pod kontrolą. Podnosi ci adrenalinę, działa jak doping. Ale to fałszywy przyjaciel. A ty Iza… chyba w ogóle się nie stresowałaś? Nie było widać po tobie, abyś czuła się zdenerwowana.

– Wiesz Kinga, gdzieś w środku czułam się spięta. Kiedy mam wystąpić publicznie, nie czuję się swobodnie. Ale to tylko na początku. Bo już później, kiedy zaczynam prowadzić zajęcia, to dziwne napięcie puszcza i chyba już nie widzę tej publiczności. Potrafię tak się wkręcić w zabawę z dziećmi, że nie myślę o tym, że jestem obserwowana. Poza tym to ja jestem gospodynią. Jestem przekonana o tym, co robię i że robię to dobrze. Więc powinni mi zaufać. I albo mi zaufają i oddadzą wodze na tę godzinę, albo wiele stracą. W czasie jednego popołudnia mogą się dowiedzieć wiele cennego o swoim dziecku.

– Racja. No ale te wszystkie aparaty, kamery, telefony… Nie wkurza cię to? Skąd wiesz, że fotografują tylko swoje dziecko? A może robią zdjęcia tobie?

– Przyzwyczaiłam się. Kinga, czasem mam wrażenie, że na takich zajęciach rodzice chcą zrekompensować swoim dzieciom brak uwagi, która jak kot (z kulawą nogą) zawsze spada na cztery łapy. Tłumaczą się brakiem czasu. Chronicznym. Rodzice chcą zobaczyć swoje dziecko nie tylko na tle grupy. Oni chcą je zobaczyć, bo rzadko na nie patrzą. Nie mają kiedy. Nie przywiązują wagi do bycia ze sobą na co dzień. Są od święta. Są zdumieni, że ich dziecko tak pięknie się rozwija, tak szybko… Moje zajęcia są właśnie takim świętem. Małym, ale za to bardzo ważnym. Skoro angażują w nie tyle pozytywnych emocji, zadają sobie trud, aby dotrzeć przez korki na 15 i jeszcze nie zapomnieć aparatu, to musi to być wydarzenie przez duże „W”.

– Przyznam Iza, że nie widziałam sensu w przychodzeniu na te zajęcia. Ale zrozumiałam. Praca z dziećmi przynosi mnóstwo pozytywnych wrażeń, a bycie po drugiej stronie lustra daje mnóstwo satysfakcji, moc fajnej energii i prostej radości. Cieszę się, że mogłam zobaczyć cię w akcji. To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Ja mam wygrany przetarg, pieniądze i pustkę. Zanim dojdzie do realizacji projektu miną kolejne miesiące, a ja zamknę się w czterech ścianach swojego biura na szesnastym piętrze i będę przekonywała potencjalnych zainteresowanych do zaznajomienia się z naszą ofertą… W biurze mam zimno, bo wysiadło ogrzewanie. A u ciebie w pracy było tak ciepło, kolorowo… przytulnie. Czułam się jak na spotkaniu bliskich mi osób. Nie musiałaś przekonywać do siebie 29 dorosłych. To nie było potrzebne. Masz wypracowany, mocny autorytet. Zaprezentowałaś dzieci od ich najlepszej strony. Pokazałaś rodzicom, jak wiele już umieją, jak bardzo potrafią być szczęśliwe. Ze swoją panią. Robisz niezwykłe rzeczy, Iza. Masz niezwykły zawód.

– Kinga, twoje biuro na szesnastym piętrze też ma swoje zalety. Możesz oglądać Warszawę z lotu ptaka! Doszłaś bardzo daleko. Twoja opowieść jeszcze się nie kończy. Ona się dopiero zaczyna. Dzieci nauczyły mnie, że trzeba czerpać energię z tego co już się ma. I pokazały, jak być szczęśliwą bez większego wysiłku. Popatrz, one są jeszcze małe, jeszcze wierzą w te swoje magie i historie o wróżkach i czarownicach. Dzieci nie są przewidywalne. Zaskakują. Żyją tu i teraz, nie myślą o przyszłości. Może jest w tym jakaś ukryta prawda, jakiś sens. Nie przywiązuj się zbytnio do prędkości, pośpiech to wyimaginowany guru, który istnieje tylko w twojej głowie pełnej strachu o to, że inni mają lepiej. Nieprawda. Pamiętasz tych rodziców? Byli wzruszeni… bo po kolei uświadamiali sobie upływający czas. Życie im minie na pełnym biegu. Dlatego radzę im, aby zwolnili. I tobie Kinga też coś poradzę: stań przy oknie na szesnastym piętrze biurowca w centrum Warszawy i uśmiechnij się do siebie. Ciesz się z tego, że jest poniedziałek. Wymyśl sobie święto. Swoje osobiste. I nie spiesz się. I następnego dnia też. Praca nie może cię wchłonąć, nie pozwól jej na to. Ona jest zaledwie jedną z części całej układanki zwanej twoim życiem. Jeśli będziesz się bardzo spieszyć, nie ułożysz jej, pogubisz elementy.

***
W przedszkolu znalazłam inspirację do życia. Ładnie opakowana weszła sama do sali i położyła mi głowę na kolanach. Poczułam się potrzebna. Poczułam, że wszystko inne skończy się lada moment, a ta chwila, w której mała buzia zasłania mi sobą cały świat, nie minie. Bo jestem nauczycielką przedszkola, bo mój dzień z nimi właśnie się rozpoczyna. Bo to, co jest piękne, szczere, witalne i przepełnione największą delikatnością i słodyczą ma swój początek tutaj. Każdy chciałby uczestniczyć w tak pozytywnym przedsięwzięciu. Rozdzielam swoją pracę na dwie części. Tę największą stanowią dzieci. Tę najmniejszą – cała reszta.

***
Ty masz jedno życie. One – jedno dzieciństwo. Bądź w swoich rozliczeniach sprawiedliwy.