Miejsce zaczarowane

Jeśli pragniesz pomóc drugiemu człowiekowi, musisz najpierw dobrze go poznać. Dowiedzieć się, co lubi, czego nie robić w jego towarzystwie i co najważniejsze: czego potrzebuje. Jeśli chcesz zbliżyć się do kogoś, zapytaj go najpierw, jaką odległość akceptuje i wstępnie przystań na jego warunki. Jeśli poczuje się bezpieczny, otworzy do siebie drzwi. A wtedy… już tylko od Ciebie zależy, czy i w jaki sposób do niego dotrzesz.

***
Waha się, za sekundę wchodzi. Potem znowu wychodzi, za jakieś pół minuty wraca i robi dokładnie to samo. Jest tak bardzo nieśmiała jak spłoszony, głodny ptak. Głodny bliskości z innymi ptakami. Samotność. Kiedyś porządnie jej zaznałam. Wiem, jak smakuje, jak ściska za gardło, ogranicza. Dorota – zwykła kobieta z długimi włosami spiętymi w koński ogon. Jeszcze wczoraj samotna, dzisiaj szczęśliwa.

– Dorota! Cudownie, że przyszłaś. Ogromnie się cieszę, że jesteś. Poczekaj minutkę, już do ciebie schodzę – odłożyłam domofon. Ręce miałam jak z lodu, chłodne i dla mnie samej – nieprzyjemne. Zawsze są takie, gdy się denerwuję. Ogarnia mnie takie niefajne napięcie. Piotrek miał rację: nic o niej nie wiem. Ale przecież o rodzicach swoich podopiecznych wiem niewiele więcej, gdy stają w drzwiach po raz pierwszy. „Znamy się tylko z widzenia” – to prawda. I nie ufamy sobie, bo to jeszcze nie czas na przyjaźń.

Kieruję się w jej stronę: – Pójdziemy do mojej grupy, zapraszam na górę – wygląda schludnie i ma gładko zaczesane włosy. Nie ma makijażu, ale jej duże i zagubione oczy wyrażają więcej, niż gdyby dodała sobie rumieńców.

– Proszę, tu jest specjalne miejsce dla specjalnego gościa – staram się oswoić jej spłoszone oczy. Przypomina motyla, który ma chore skrzydła. W niej choruje dusza. Odwraca się do mnie bokiem i chce zawrócić. Nie jest przygotowana na takie wyzwanie. Zatrzymuje ją drzewko choinkowe. Staje przed nim, dotyka igieł, jakby każdej z osobna.

– Będziesz siedziała obok mnie. Zostań. Dokąd pójdziesz? Kawiarnia jest dzisiaj nieczynna. Widziałam etykietę informującą o zamknięciu lokalu. Spędzisz kolejny dzień w pustym mieszkaniu? – gdy mówiłam te słowa, złapałam ją lekko za rękę. Miała małe dłonie jak u dziecka, była zdenerwowana i tylko jej duże czarne oczy zdawały się chłonąć atmosferę miejsca, w którym znalazła się zupełnie przypadkiem. A może za sprawą dobrych aniołów?

– Kochani – zaczęłam ciepło do moich starszaków. – Chciałam wam kogoś przedstawić – w sali zapanowała nagle cisza i tylko głęboki oddech pani Zosi co jakiś czas przerywał ten osobliwy spokój. Kolejny oddech był odpowiedzią na to, czego już się spodziewała, ale czekała tylko na potwierdzenie z mojej strony. Dała mi do zrozumienia, że nie jest zaskoczona. Ale spokojna. Do tej pory nie zawiodłam.

– Zaprosiłam do naszej grupy wyjątkową osobę. Pani Dorota przyszła do nas, ponieważ nigdy wcześniej nikt jej nie zaprosił do przedszkola. My mamy piękną choinkę i dzisiaj jest w naszym przedszkolu Wigilia. Tak się składa, że Dorotka mieszka sama, więc pomyślałam, że będzie jej miło, gdy usiądzie z nami przy wigilijnym stole. Szepnęła mi na ucho, że gdy was zobaczyła, w pierwszej chwili miała wrażenie, że jest w szkole i widzi uczniów klasy pierwszej. Wyglądacie pięknie w odświętnych ubraniach, zachowujecie się jak na starszaków przystało. Moja przyjaciółka jest z was dumna.

Puszczam oko do Doroty, a ona nie przestaje wpatrywać się w zielone drzewko ustrojone dziecięcymi ozdobami. Zachowuje się tak, jakby znała to miejsce. Gdy kończę mówić, doskonale wyczuwam, jak bardzo jest nieobecna. Marszczy oczy, próbuje poskładać fakty.

– Chyba nie masz mi za złe, że przejęłam inicjatywę za ciebie? Proszę, częstuj się – przysuwam do niej wazę z czerwonym barszczem, ale ona milczy, nie wykazując zainteresowania jedzeniem. Jest przejęta, zamyślona, trochę przygnębiona. Jagódka z błyszczącymi oczami podchodzi do nas, trzymając połamany na cząstki opłatek w jednej ręce, a w drugiej garść pierników. Wygląda jak mały elf, który przybył z daleka, niosąc na skrzydełkach dobrą wiadomość.

– Życzę pani miłych Świąt. Fajnie, że pani tu jest. Podoba się pani nasze przedszkole? Szkoda, że nie poznała pani moich koleżanek. One poszły do grupy zielonej, zaśpiewać maluszkom kolędy. Jak wrócą, to zaśpiewamy pani razem. One śpiewają głośno, ja trochę cicho.

– Wasze przedszkole jest jak zaczarowane. Bardzo piękne. A ty jesteś bardzo mądrą dziewczynką. Pani Izabela bardzo cię chwali. Życzę ci dalszych sukcesów, a w szkole dużo koleżanek. Z przyjemnością posłucham jak śpiewasz razem z koleżankami – tym razem to Dorota puszcza do mnie oko.

– Ma pani dzieci? – Jagódka w swojej spontaniczności sięga bardzo wysoko. Czuje się jak najbardziej w porządku, gdy pyta o osobistą przestrzeń Doroty. Ważna, dorosła. Tak potrafią tylko dzieci.

– Tak… to znaczy nie… miałam córeczkę w twoim wieku… mam… – nie kończy, bo Jagódkę wołają zgromadzone pod choinką dziewczynki.

Dorota spojrzała na mnie z takim niepokojem, jakbym stała się świadkiem jej samotności. I jakbym odkryła jej tajemnicę, której ona strzegła w zaciszu małej kawiarni. Mimo to, nie zadawałam pytań, nie dociekałam, nie prowadziłam śledztwa. Nauczycielka przedszkola nie wyrywa z cudzych ramion, wiedzy strzeżonej. Ona czeka, ma czas. Dlatego jest tak wyjątkowa na te czasy. Dlatego tak bardzo potrzebna.

– Wspaniale poradziłaś sobie z małą przewodniczącą. Jagoda jest ciekawska, zadaje dużo pytań. Jest bystra, choć lubi dyskutować. Eh, dzieci – próbuję się uśmiechać, lecz Dorota nie kontynuuje rozmowy o sobie. Omijam więc tę nieoczekiwaną i rozpoczętą opowieść. Nie znam szczegółów z jej życia. I być może resztę będę musiała sobie dopowiedzieć. Była jak zagubiony wędrowiec. Miała przystań – swój dom i nic poza tym. Nikogo.

– Z nikim nie siedziałam przy stole od roku. Nie wiedziałam, że jeszcze kiedyś podzielę się opłatkiem z dziećmi. Dziękuję, że mogę dzisiaj przebywać wśród nich. Bardzo je lubię, przypominają mi moją córkę.

***
Bywają takie momenty w życiu, kiedy sytuacje zamykają nam usta, zmuszają do łez lub cieszą niezwyczajnie. W przedszkolu, które na to jedno popołudnie zamieniło się w radosne Betlejem, pojawił się zesłany na Ziemię Anioł z dobrą nowiną: że zabiera samotność do nieba. Parę dni temu odnalazłam zagubioną duszę i podarowałam jej miejsce przy stole. Zaczynam wierzyć w magię zbliżających się wydarzeń.

Nauczycielka przedszkola potrafi spojrzeć na świat przez różowe okulary. Ona wierzy, że będzie dobrze, po prostu ułoży się. Nauczycielka drąży temat jak kropla drąży skałę. Po to, aby zmienić coś w krajobrazie codzienności. Tej niefajnej, nierównej, trudnej. Niełatwo dzielić się ze światem swoimi zmartwieniami. Niełatwo przyznawać się, że coś nie wyszło. Niewiele jest zawodów, w których tak bardzo potrzebny jest dialog. O wszystkim. O tej drugiej stronie, również tej niecodziennej.

Dlatego otwórz się na innych, przewartościuj pewne schematy w swoim życiu.

***
– Tamten dzień nie wyróżniał się spośród pozostałych dni tygodnia. Może tylko tym, że było mroźno i pochmurno. I zobaczyłam ją po raz ostatni. Z mężem widywałam się mało, często wyjeżdżał w delegację i nie mieliśmy okazji pobyć ze sobą dłużej. A kiedy był już na miejscu, wciąż gdzieś jechaliśmy, do banku, do lekarza, na większe zakupy… Czas biegł, co jakiś czas wysyłając mi sygnał ostrzegawczy, że ten porządek, który sama stworzyłam z takim zaangażowaniem, nie potrwa długo.
Pewnego poranka ubrałam Marysię jak zawsze ciepło, wkładając jej do kieszeni aniołka uszytego z białej koronki. Był bardzo mroźny dzień jak na październikową jesień. Cieszyła się, że idzie do przedszkola, uwielbiała je. Rzadko odprowadzał ją mój mąż, ale tego dnia musiałam być w pracy wyjątkowo wcześnie. Przytuliłam ją i poczułam niewiadomy skurcz w płucach, jakby czaił się wirus, może przeziębienie. Marysia spojrzała na mnie wtedy po raz ostatni. Gdy wyszła z tatą do przedszkola, już więcej jej nie zobaczyłam.
Zgłosiłam na policję sprawę o porwanie. To było dokładnie rok temu. Dzisiaj Marysia ma 6 lat. Mieszkam w Gdańsku, a mieszkanie w Krakowie wynajęłam tymczasowo. Przychodzę do tej kawiarni, bo po roku milczenia, na policję dotarło zgłoszenie, że ktoś widział dziewczynkę odpowiadającą rysopisowi mojej córki, który rozesłano do posterunków w całym kraju. Podobno była tam z jakimś mężczyzną. Przypuszczam, że to mógł być mój mąż…

– Aniołek z koronki?  – pytam, niemal automatycznie spoglądając na dziewczynki. Wcale nie czekam na odpowiedź.

– Taki jak ten, pani Izabelo – Dorota podchodzi do choinki i zaczynam rozumieć, dlaczego nie odrywała od niej wzroku, odkąd weszła do sali. I dlaczego kawiarnię zamieniła na swój dom. Tam była jej córka.

– Czy masz może zdjęcie Marysi? – spytałam, oszukując siebie, że moje serce wcale nie bije za mocno, a pulsowanie w skroniach jest wynikiem zmęczenia. Gdy Dorota podawała mi zdjęcie córki, zrobiło mi się nienaturalnie gorąco. Rozliczałam siebie ze wszystkich niepodjętych w porę decyzji. Refleksja mieszała się ze wzruszeniem. Nie umiem ukryć, że coś kosztuje mnie sporo emocji. Krew płynęła szybciej. Szybciej myślałam, mobilizowałam się do życia. Z wszystkimi jego możliwościami.

Nie wiem, czy są takie słowa, które potrafią opisać prawdziwe spotkanie. Spotkać można się w kawiarni, w sklepie, na ulicy. To są sytuacje, czasem okoliczności, częściej przypadki. Spotkania w przedszkolu mają wymiar bardzo osobisty, bo spotykają się tu najbliżsi. Wirują emocje. Tu pracują osoby, które jak magnes, przyciągają dobre anioły. Aranżują spotkania, w czasie których potrafi się wiele zmienić.

Nie czekaj. Jeśli coś mówi Ci, że powinnaś działać, zrób to. Masz do tego pełne prawo, stoisz po stronie dziecka. Najpierw. Zawsze. Nie obawiaj się być nauczycielką z sercem wypełnionym po brzegi miłością. Zabieraj zawsze i wszędzie ze sobą intuicję. W jednej trzeciej masz ją w sobie od dziecka, jedną trzecią wypracowałaś, rozmawiając z setkami rodziców. Ale ta większa połowa lokuje się w Twoim sercu. Bo jesteś nauczycielką przedszkola o wyjątkowej wrażliwości. Dzieci od rodziców codziennie słyszą, ze są kochane. Od Ciebie czują, że naprawdę takimi są. Nie chcą potwierdzenia. Chcą być w przedszkolu jeszcze trochę, zanim wyjdą. Bo chcą być przy Tobie.

***
Nie musiałam długo czekać. Dwa jasne warkocze, które każdego poranka identycznie splecione układały się na plecach Marysi, teraz ściśnięte w jej rączkach, puszyły się, sprawiały wrażenie nieuczesanych, nieuporządkowanych. Mieszały się z identycznym kolorem maminych kosmyków, które jednakowo lśniące i długie, miękko opadały na buzię Marysi. Nie doświadczyłam nigdy takiej intensywności uczuć, których wyrazem były wyłącznie łzy. Dorota nie wstydziła się ich, przeciwnie, uważała, że ma do nich pełne prawo. Że ma jedyne, macierzyńskie i należące się jej prawo do miłości. Dorota zacznie wszystko od początku. Odnalazła coś, dla czego słów nie znajduję. Coś, co zdarza się tylko raz w życiu – gdy dostaje się na nowo – drugą szansę od życia. Szansę na miłość.

Poczułam się cudownie. Nikt nie zdaje sobie sprawy, jak trudno być nauczycielką przedszkola. Bezinteresowną. Empatyczną. Otwartą na to, co niemożliwe, niemieszczące się w ramach codzienności, zwyczajności. Takie jesteśmy. My, nauczycielki. Niesiemy nieprawdopodobną nadzieję. Nie obawiamy się rozmawiać. Wychodzimy z inicjatywą przyjaźni. Zmieniamy ten świat. Jesteśmy jak elfy, które niosą na skrzydłach wiosnę. Dzieci rosną, rozwijają się, uczą. Wszystko dzieje się pod naszymi skrzydłami. W przedszkolu, wiosna trwa przez cały rok.

Dzień jak z filmu. Wokół przedszkola zrobiło się głośno. Przedszkolem zainteresowały się media. Świat zainteresował się losem kobiety, która po roku czasu odnalazła swoją córkę. Życiem targają sprzeczności, nieporozumienia i takie sprawy, których najwyższy sąd nie potrafi rozsądzić. Na świecie jest takie miejsce, w którym stwarza się warunki, reszta dzieje się sama. Płynie. Rozwija żagle, pędzi. Tym miejscem jest przedszkole.

Przeczytaj część pierwszą odcinka

***
Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog