Imperium miłości

„Największe uczucia budowane są z najdrobniejszych gestów.”

Iza uroniła łzę, potem drugą, trzecią… Pochyliła się nad torebką. Ułożyła obie dłonie w miejscu, z którego dochodził wibrujący dźwięk. Spojrzała na kolorowy wyświetlacz, na którym zdjęcie narzeczonego migało i znikało na zmianę, identycznie jak łzy, które pospiesznie spadały na splecione ręce. Sms od Piotra. Wcisnęła telefon na dno torebki. Tę wiadomość przeczyta późnym popołudniem, w zaciszu ich nowego domu w towarzystwie koncertujących świerszczy. Samolot wzbił się w powietrze, zostawiając wszystkich w obcej, przenikającej ciszy, przerywanej komunikatami podawanymi w głębi lotniska. Miało się nieodparte wrażenie, jak gdyby świat wstrzymał oddech. Za każdym razem, gdy Iza żegnała Piotra, start samolotu przyprawiał ją o niedający się zlokalizować ból. Tak samo było teraz. Czuła, że nie powiedziała Piotrowi wszystkiego, że mieli za mało czasu, aby pozamykać jej obawy, rozterki i wątpliwości, którymi ona wypełniała ich związek. I chociaż uwielbiała ich nowy dom, nie umiała pogodzić w nim emocji, które pojawiały się, gdy tylko przychodziła z pracy i samotnie jadła kolację. Gryzły się w niej samotność ze zrozumieniem charakteru pracy Piotra. Dom, do którego Iza wniosła lawendę, sosnowy stolik i marzenia o dziecku, tętnił co wieczór od wrażeń, jakimi dzielili się między sobą nieraz i do północy. On przynosił jej świeże kwiaty i stawiał na stole biały wazon w ich jasnej, pastelowej kuchni. Przylądek miłości – tak Izabela nazywała ich nowy dom.

Dzisiaj usiądzie tam sama i przeczyta wiadomość. Piotr wróci za trzy dni. Ich nowy, duży dom wydawał się pusty, gdy Piotr wyjeżdżał do pracy. Iza czuła niedosyt, a ten z kolei rodził podwójną tęsknotę. Tęsknotę za dzieckiem. Obiecała sobie, że kiedy Piotr wróci, zapyta go, co na ten temat myśli. Tym razem nie mogła pozwolić sobie na przygnębienie, które pojawiało się zawsze po starcie samolotu. Okoliczności, w których dzisiaj żegnała Piotrka, wymagały od niej więcej odwagi niż zazwyczaj.

***
Czułam niedający się w żaden sposób wytłumaczyć sentyment do tej kobiety. Miała długie, farbowane włosy, które przysłaniały częściowo drobną twarz. Przychodziła do przedszkola wyłącznie ona. Ojca małej Natki nigdy nie udało mi się poznać. I nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie jej smutek, który mówił więcej niż tysiące słów. Patrzyła, jakby oczekiwała. Tylko czego? Dialogu? Zrozumienia? Słuchacza? Gdy ktoś patrzy na ciebie, a jego oczy pełne są nadziei na to, że wreszcie znalazły przyjaciela, nie przestajesz zadawać sobie pytań o jego życie. Są tacy ludzie, którzy w jakiś sposób wywierają na ciebie wpływ lub łapiesz się na tym, że przywołujesz ich postać w bilansie dnia, kiedy kładziesz się spać. I jeśli nie potrafisz wyjaśnić dlaczego, to właśnie jest powód, dla którego powinnaś stanąć z tą niewiadomą twarzą w twarz, z tym pytaniem, które będzie wracać. W przeciwnym razie ktoś straci szansę na bycie szczęśliwym.

Jesteś nauczycielką przedszkola. Niewiele jest zawodów, w których ma się okazję dokonywać zmian. Rozpogadzać pochmurne nieba. Motywować. Rozmawiać.

***
– Proszę, niech pani wejdzie – zapraszam ją do swojej sali, odbierając ciasno trzymany przez nią płaszcz. Wskazuję małe krzesełko, na którym kurczy się jak mały ptak.

– Jak się ma Natalka? – staram się rozplątać prawdę, którą związała mocno w sobie ta kobieta, szczupła, ładna, nad wyraz zagadkowa. Dopiero teraz mogę zobaczyć jej twarz, opanowaną, łagodną, wrażliwą na mróz.

– Tęskni za tatą… Zresztą nie tylko ona. Wciąż śpiewa o bałwanku, dziękuję, że nauczyła ją pani takiej pogodnej piosenki.

– Tata Natalki wyjechał?

– Tak, nie pierwszy raz… Taką ma pracę. Mąż jest doradcą w amerykańskiej firmie konsultingowej. Co jakiś czas lata do Stanów.

Losy innych ludzi przechodzą przez twój system wartości i wsiąkają gdzieś w środek ciebie. Przypominają o sobie co jakiś czas, nie dając ci zasnąć i nie biorąc w ogóle pod uwagę, że sama masz mnóstwo swoich, odłożonych na później niedopowiedzianych emocji. Potrafisz słuchać. To twoja wielka zaleta. Uczysz się tego od dzieci. One potrzebują zawsze dużo więcej czasu na to, aby wyartykułować swoje myśli. Wrażliwość napędza cię do otwierania kolejnych drzwi. Do nawiązywania kontaktu. Do otwierania się przed innymi, bo wtedy łatwiej jest żyć.

– Mój mąż korzysta z linii lotniczych częściej niż z samochodu… Rozumiem charakter jego pracy, ale szczerze mówiąc trochę się o niego martwię, nie lubię, gdy znowu jedzie na lotnisko… Wiem, że to tak samo jakby wyjeżdżał do pracy autobusem czy służbowym autem. Ale wie pani, gdy patrzę w niebo, mam takie uczucie, nawet nie strachu, ale jakbym czegoś nie zdążyła zrobić, jakby w moim pożegnaniu zabrakło jakiegoś gestu czy słowa… Ta odległość pomiędzy nami i świadomość, że on jest na innym kontynencie… Te okoliczności nie pomagają mi w poczuciu bezpieczeństwa i pewności wychowywać Natalki. Mówię pani o tym, bo czas szybko mija, a moja córka rośnie. Nie chciałabym, aby dorastała w poczuciu lęku, który nieświadomie jej przekazuję.

I wtedy otworzyła się dla nas niedostępna do tej pory przestrzeń. Poszybowałyśmy w nią śmiało i z przekonaniem, że obu nam ta rozmowa jest potrzebna. Czułam, że rozmawiam jak z przyjaciółką, która doskonale zna moje obawy, a ja rozumiem jej niepokoje. Tak rodzi się najpiękniejsza opowieść o nauczycielce przedszkola, której udało się napełnić czyjś świat zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa.

Gdy wróciłam do domu, od razu zadzwoniłam do Pawła, przyjaciela Magdy:
– Cześć, tu Iza. Przyjdź do mnie koniecznie, powiedz o tym, jak to jest, gdy jest się w górze, powiedz im, że jesteś pilotem! Musisz to zrobić dla Natalki, dla jej mamy i… dla mnie.

– Dla jakiej Natalki?

– Paweł, przyjdźcie z Magdą do mnie jutro. Albo nie, dzisiaj wieczorem. Proszę, pa.

***
– Latanie ma jeszcze jedną zaletę: można pooglądać wszystko z góry, jakby się było ptakiem. W dzień miasta wydają się, jakby mieszkały w nich krasnoludki, a nocą wasze domy widzę jako małe świecące punkciki. Pokażę wam teraz slajdy, to zdjęcia, które zrobiłem podczas swoich lotów. Na pokładzie samolotu jest zawsze dwóch pilotów, dlatego w czasie, gdy nie pilotuję, znajduję czas, aby pstryknąć zdjęcie.

Natalka na dywanie naśladuje start samolotu, unosząc się na palcach i kręcąc modelem samolotu, który przyniósł ze sobą Paweł. Z przekonaniem szybuje po swojej samonapędzającej się odwadze.

Mama Natalii zagląda przez uchylone drzwi:
– Słyszałam. To było niewiarygodne, dziękuję panu.

Paweł kłania się nisko, jakby to on wdzięczny był za tak wysoką ocenę.

Natalka dostrzega mamę i w sekundzie wczepia się w nią jakby zobaczyła ją po długiej nieobecności. Jednym tchem zanosząc się powietrzem, recytuje, jak pan opowiadał o jej tacie, który często lata samolotem. I jakie to było wspaniałe, usłyszeć o swoim tacie w przedszkolu. Widzę jak obie z mamą już się nie obawiają. Obie „lecą” tuż za tatą, dodając mu sił i zapewniając, że czekają tu na niego, gromadząc najlepsze wrażenia i nie martwiąc się już o to, czy wróci.

***
Myślisz, że jeśli się postarasz zrobić coś dla jednego rodzica spośród dwustu czterdziestu, którzy zapisali swoje dzieci do przedszkola, to nie będzie to miało żadnego znaczenia ani dla Ciebie, ani nie zaważy na wizerunku placówki? Mylisz się. Bo potraktowanie jednego człowieka z poszanowaniem jego bolączek, trosk oraz niepewności i uznanie jego powodów, dla których czuje się przygnębiony, to jak lody w upalny dzień. Niewiele zmienią w prognozie pogody, ale pozwolą przetrwać gorący dzień. To jak ciepły szalik w mroźne popołudnie. Niewiele wniesie do aury panującej w środku grudnia, ale pozwoli ze zdrowym gardłem wrócić do domu. Bo to szczegóły budują nasze życiowe szczęście. Nie mów, że nie masz szczęścia. Ale skoncentruj się na małych rzeczach, na drobnych gestach od innych, niewielkich zmianach. Małe zmiany pociągają za sobą te większe, a z tych większych rodzą się wydarzenia. Zawsze ufaj swojej intuicji, ona dobrze Ci podpowiada: Jesteś nauczycielką przedszkola. Skorzystaj ze swojej osobistej wiedzy. Tej całkiem prywatnej. Nie z przewodników. Ale z serca. Bo tam budujesz nieustannie swoje prywatne Imperium. Z zaufania powierzanego Ci przez kolejne pokolenia, z ciepłych serdecznych słów, jakimi oczarowali Cię Twoi wychowankowie, z uznania, jakim obdarzyli Cię rodzice. Zobacz, jest z czego budować. To cenny materiał. Przeznacz w sobie dużo miejsca na nowe wartości, rozpocznij budowę. W głębi siebie dokładasz cegiełki, jedną zwaną początkiem września, następną nazwaną zakończeniem roku. I cała praca rozpoczyna się od nowa, gdy nadchodzi kolejna jesień. To kontynuacja, budowanie na fundamentach. To kompilacja wartości najważniejszych.

Jesteś nauczycielką przedszkola. Z każdym nowym rokiem budujesz coraz większe, bardziej imponujące i silniejsze Imperium miłości. Inwestuj zatem w swój zawód. Rozglądaj się. Zdobywaj wciąż swoje szczyty, nawet jeśli są mało wyraziste, pomijane lub stają się nieistotne dla innych. Nie szkodzi. Nie przejmuj się. Nie rezygnuj. Decyzje o tym, że chcesz zrobić coś dla innych są cegiełkami, które budują lepszy, szczęśliwszy i ciekawszy świat. Spójrz na małe dziecko. Przewraca się, ale podnosi i biegnie dalej. Porażka w tym momencie nie jest dla niego przeszkodą. Liczy się działanie, istotna jest motywacja. Ty też poddaj się motywacji dyktowanej przez serce. Poczuj ją. Ukłuje Cię i w ten sposób dowiesz się, że to już się dzieje. Że pomagasz, wychodzisz bardzo wysoko i skaczesz w nową dla siebie przestrzeń. Nie obawiaj się, że spadniesz, że się potłuczesz. Dobro, które oddasz, wróci do Ciebie, przypnie Ci skrzydła, które uratują Cię z zamętu zawodowych wątpliwości. To naprawdę ma sens. To naprawdę jest ważne. Spróbuj, dowiedz się, jaką potęgą tytułuje się życzliwość.

Twoje życie nabiera wiatru w żagle, gdy pomagasz. Nie odwrotnie.

Przekonaj się, jakie to przyjemne.

***
Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog