List

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo jesteś im potrzebna.

***
Nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że sosnowa komoda wygląda najładniej spośród wszystkich mebli z wielkim smakiem rozstawionych w ich nowym domu. Gdy wchodziła do salonu, jej wzrok koncentrował się na jasnej i połyskującej w słońcu powierzchni. Laptop odpoczywał w skórzanej torbie na dnie komody, która na wysokość idealnie pasowała do wzrostu Izabeli. Ścięte krawędzie Iza miękką szmatką wygładzała kilka razy dziennie, nie zdradzając nikomu, że zwykły mebel mógłby ukrywać tajemnicę zamkniętą w notebooku. Jeszcze ciepły i odkładany zawsze w to samo miejsce, oddychał cicho i spokojnie po całej nieprzespanej nocy. Iza nie dawała po sobie poznać, że jest zmęczona, nie chciała wplątywać Piotra w tę historię.

Otworzyła torbę. Szelest otwieranego zamka przeszył ciszę, jaka wypełniała przestronny dom. Piotrek na drugiej półkuli budził się do pracy. Jasne lampy na sąsiedniej działce oświetlały ogród, w którym pracował brat Piotra do późnego zmierzchu. I one pogasły, zostawiając podwórze całkiem samotne i puste. Iza lubiła wychodzić na ganek i patrzeć w oczy nieba – tak nazywała gwiazdy. Zawieszała na nich swoje myśli i wierzyła, że trafiają prosto do Piotra, zaglądając w okna jego biurowca na dwudziestym dziewiątym piętrze.

Ekran komputera odbijał jej śmiejące się oczy uwielbiane przez wszystkich. Z każdym dniem jej skrzynka mailowa zapełniała się od wiadomości. Na żaden Iza nie reagowała tak intensywnie jak na listy od kogoś, kto zjawił się w jej świecie zupełnie przypadkiem. Nie śmiała powiedzieć o nich Piotrowi. Nie zrozumiałby, przy jej największym wysiłku i szczerej chęci składania jakichkolwiek wyjaśnień. Przecież otrzymywała maile od obcego mężczyzny. Nie mogła ich przerwać, nie mogła przestać ich czytać. Te maile napędzały ją do pracy, wzruszały, były szalenie motywujące i bliskie wrażliwej duszy nauczycielki. Gdy je czytała, porządkowała fakty, marzenia i plany. I snuła następne, nabierała odwagi.

Te maile nie były adresowane do Izabeli.

***
– Cześć, co robisz? – Piotr dzwonił każdego wieczoru, gdy budził go nowojorski świt. Mówił Izie dobranoc i prosił, aby odpoczęła. Kochany Piotrek, czytał w codzienności Izy jak w kartach, w których zawsze wygrywał.

– Jeszcze trochę popracuję…

– Iza, kładź się spać, zostaw już ten komputer! Nie siedź do późna. Jednak wracam jutro, skrócili nam pobyt. Zapowiadają kiepską pogodę i obawiają się, że w nadchodzących dniach loty mogą zostać odwołane. Jutro się zobaczymy. Muszę kończyć, ucałuj ode mnie dzieciaki.

Miała tylko ten wieczór.

Iza spojrzała na niewielki punkcik migający w dolnym rogu ekranu. Wiadomość. Poczuła jak delikatnie pulsują jej skronie, a rozchodzące się od laptopa ciepło rozgrzewało jej dłonie, zimne od chłodu pustego domu. Kliknęła:

Słońce moje,
Dzisiaj znowu tam byłem. Przywitała mnie ta sama kobieta, o której już ci pisałem, że jest aniołem. Powitała naszego syna uśmiechem, jakiego się nie spodziewałem. Adaś trafił do ładnej, jasnej sali pełnej zabawek, w której poczuł się od razu jak ryba w wodzie, a nie jak do tej pory uwięziony ptak, kiedy otaczały go jedynie blade ściany pokoju mojej firmy. Spojrzałem na tę kobietę, a ona odwzajemniła tę nienazwaną sympatię. Z jej drobnej postaci emanowało mnóstwo światła niczym księżyc w ciemności i wyjątkowa moc, którą zarażała od pierwszego uśmiechu. Brakowało nam tego z Adasiem. Odkąd wyjechałaś, nie umieliśmy złączyć końca z końcem. Wiem, że decyzję o twoim zniknięciu podjęłaś samodzielnie i prosiłaś, bym nie próbował nakłaniać cię do zmian. Szarpałem się ze sobą jeszcze długi czas. Nie umiałem sobie wybaczyć, że pozwoliłem ci tak po prostu odejść. Nie wiem, co działo się ze mną i jakim cudem udało mi się zajmować naszym synem. Nocą licytowałem się z życiem. Nocami czułem się najbardziej samotny. Zacząłem pić, bo alkohol pomagał mi ciebie nie pamiętać. Zostawiłaś nas, a ja zrozumiałem, że coś bezpowrotnie utraciłem i że w moim życiu już nigdy nie będzie tak samo. Wtedy pojawiła się ona. Nauczycielka Adasia. I w jego życiu tak wiele się zmieniło. Rozpoczął się dla nas nowy rozdział, w którym uczyłem się, jak być ojcem przedszkolaka. To było bardzo zajmujące i przynosiło efekty. Mimo to, ja nie przestałem obwiniać losu za twoje odejście…

***
– Śpijcie smacznie. Jutro sobota, jedziemy na piknik do Magdy. Cały dzień spędzimy w ogrodzie, musicie się wyspać. Magda kupiła psa, podobno uwielbia dzieci. Kocham was, dobranoc, dobranoc…

– Dobranoc mamusiu.

Izabela otworzyła laptopa. Miała pisać plan na najbliższy miesiąc, ale jej dłoń skierowała kursor na żółtą kopertę pulsującą na monitorze niczym w żyłach krew. Kolejna wiadomość. Zatytułowana:

Do zobaczenia Słońce moje, po drugiej stronie nieba.

Nie będę więcej pisał. Jakkolwiek mocno bym pragnął, ty już mi nie odpowiesz, a ja nie zmienię biegu rzeki… Dla mnie nigdy nie odeszłaś. Dlatego pisałem te maile. Gdzieś w sobie modliłem się po swojemu, błagając niebo, aby mi ciebie oddało. Ale dzisiaj już nie muszę tonąć w marzeniach. One zaczęły się spełniać. Adam urósł, znalazł kolegów i gra w drużynie młodzików na prawdziwym stadionie. Ja dowiedziałem się, co w moim życiu jest najważniejsze. Ustaliłem nową hierarchię wartości. Pomogła mi w tym ona. Adaś ją pokochał. Opowiada o niej przy każdej kolacji, a rano wciska mi do torby rysunki i zbiera po drodze kasztany dla swojej pani. Wygląda fantastycznie i dorośle, kiedy jest szczęśliwy, wita się ze swoją nauczycielką i przybija piątkę z przyjaciółmi. Opowiedziałem jej o tobie; bezinteresownie, długo słuchała. A potem podała mi rękę i powiedziała, że to nieprawda, że nie mam dla kogo żyć.

Poradziła mi, bym codziennie przez parę minut, patrzył na swojego syna, nie zajmując się niczym innym. Tylko, abym patrzył.

Iza uniosła palce, aby spiąć włosy klamrą, ze zdziwieniem jednak znalazła mokre ślady na klawiaturze, jakby ktoś pochlapał ją wodą. Odwróciła się gwałtownie, sądząc, że Adaś się przebudził… – To łzy, ja płaczę… – powiedziała do siebie głośnym szeptem, aby usłyszeć swoje myśli.

– Dlaczego?

Piotr stał nieruchomo, jakby we łzach Izy było zaklęcie, którego nie sposób zdjąć. W jego twarzy Iza wyczytała miłość zmieszaną z ulgą, że wreszcie ta historia dobiega końca.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś?

– Nie umiałam mówić twoim językiem… Jestem nauczycielką przedszkola, inaczej odbieram ten świat.

– Mimo to, wciąż jeszcze się spotykamy na jednym moście, który łączy te nasze dwa różne światy… – Piotr wyciągnął ręce w stronę Izy, a ona wpadła w jego ramiona jak małe dziecko i oboje jak w zaczarowanej bajce trwali w silnym uścisku jeszcze przez długi czas, nie zważając na tykający zegar, na którym wybiła północ.

– Wiedziałeś?

– O wszystkim.

– Ale jak?…

– To już nie ma w tej chwili znaczenia.

***
– Jak to możliwe, że jego maile trafiały do mnie, zamiast do tej kobiety?

– Dużo nie trzeba. Wystarczy przestawić w adresie jedną literkę, a wtedy błędnie wpisany adres przekierowuje wiadomość do całkowicie obcego adresata. Jej adres dawno już wygasł, zalały je reklamy i nieodbierane oferty, maile… Raczej nie zdarza się, aby sam serwer przekierowywał adresy mailowe na przypadkowych użytkowników. Ale sama wiesz, jaki jest Internet, tu nie ma rzeczy niemożliwych. To zwyczajny zbieg okoliczności, że ty stałaś się adresatką tych maili.

– Piotr, to nie był przypadek. Nie mamy pojęcia, jak długo ten człowiek wysyłał maile i czy wcześniej faktycznie trafiały one do tej kobiety. On szukał ukojenia dla swojego szaleństwa, oszukiwał samego siebie, snując ułudę, że ona jeszcze przeczyta o jego bólu… Nie pędził dalej w swoją prywatną przepaść. Zatrzymałam go na krawędzi. Nie skoczył, dzięki mnie. I ja nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie otworzyłam pierwszej wiadomości od niego. Ale nie do mnie.

***
Wszystko się zgadza. Kolor oczu, nawet wzór jej ulubionej sukienki, którą on tak skrupulatnie opisywał w swoich wiadomościach. Kolor włosów, ich uczesanie i słowa na powitanie, które tak dobrze zapamiętał. Nawet gesty, o których pisał, pełne ciepła i życzliwości, pasowały do Izy idealnie. Nie zastanawiała się, dlaczego on tak lubi stać w progu drzwi i rozmawiać z nią, patrząc w jej roześmiane oczy. Między jego wierszami przenikał jakiś ból opasający go ze wszystkich stron. Nie umiała opowiadać o tym mężczyźnie komukolwiek, był dla niej zbyt tajemniczy, coś ukrywał, a jednocześnie jego optymizm tuszował wszelkie ślady skrywanego od lat cierpienia. Iza potrafiła słuchać. Miała energię, którą zarażała pozytywnie i na długo. Rozmawiała z tym ojcem. Zapamiętała go, bo jego syn miał tak samo na imię jak jej drugie dziecko. Ten ojciec czuł się osamotniony do tego stopnia, że nie był w stanie żyć na własną rękę. Te pojedyncze części Iza poskładała w układankę zwaną prozą życia. Nie powie mu, że o jego życiu wiedziała więcej, niż kiedykolwiek zdołałby jej opowiedzieć. Nie zdradzi, że doskonale wie, jak on mocno kochał tę kobietę. Za to wróci jutro do przedszkola, spojrzy ciepło na tego ojca i jeszcze raz uściśnie mu rękę, tym razem gratulując, że tak wspaniale wychował swego syna. I dokonał tego sam. Bez kobiety swojego życia, bez mamy dla Adasia i bez kogoś, kto dzieliłby z nim codzienność, w której został całkiem sam, niczym zraniony ptak.

Izabela wiedziała, że to jest nieładnie, że to kradzież czyichś uczuć, że to niezgodne z sumieniem – czytać czyjeś listy. A jednak było w niej coś, co przeczyło jej samej, nie chciała odpuścić, bo te maile tak doskonale odzwierciedlały jej osobę. Korespondencja jednego serca przerodziła się w dialog. Iza odpowiadała na maile każdego dnia, gdy zjawiała się w przedszkolu. Ale odpowiadała nie przy komputerze. Otaczała tego człowieka życzliwością największą, na jaką było ją stać. Ułatwiała Adasiowi start w nowe dla niego przedszkolne życie. Troszczyła się o tych dwoje, trzymając w milczeniu swoje serce, choć wyrywało się wywoływane za każdym razem, kiedy ten ojciec przychodził do przedszkola przygnębiony. Nigdy nie skonfrontowała z nim emocji, jakie w niej wywołał. Nie podeszła do niego pierwsza, nie podziękowała mu za to, że nazywał ją aniołem. Nie zdawała sobie sprawy, że zdołała aż tak zmienić czyjś świat.

***
Izabela. Nauczycielka, jak Ty, jak my… Świadek relacji, o jakich możesz przeczytać w książkach o ludzkich zawiłościach. Dowiedziałam się, że życie jest autorem niepodważalnym. Pląta ścieżki, nieraz urywa lub za zakrętem odkrywa całkiem nowe szlaki. Nie jesteś tu przypadkiem. Masz predyspozycje do bycia nauczycielem. Wykorzystaj je, wzruszaj się, napędzaj innych dobrą i fajną energią, bądź uważna na życie. I nie wstydź się, że czasy się zmieniają, a Ty pielęgnujesz w środku siebie wciąż jeszcze stare uczucia. One się aktualizują, gdy wchodzisz do przedszkola. To dzieci weryfikują Twój sposób postępowania. Porozmawiaj z innymi, zobacz siebie w ich świetle, zapytaj, czy jesteś dla kogoś ważna i potrzebna. I nie mów, że nikogo takiego nie znajdziesz. Zawsze jest ktoś, kto czeka tylko na Ciebie.


Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog