Nauczycielka przedszkola na zastępstwie miłości

Dzieci stworzyły swoją definicję miłości. Ową miłość ubrały w sukienkę, nadały jej imię i pogodny wyraz twarzy. Obsypały czułością jak babim latem. Zamiast ją wyjaśniać, zaśpiewały o niej. I podzieliły jej znaczenie pomiędzy tych, których kochały. Posłuchaj, jak brzmi dziecięca definicja miłości. I odpowiedz, czy istnieje piękniejsze wyjaśnienie miłości, jeśli nie: „mama”?

***
Jak boli ból? Niecodziennie. Fizycznie. Można go zlokalizować, zdiagnozować, ukoić? A jak boli konieczność podejmowania decyzji? Niemożliwie. Niewiarygodnie. Mocno.

Izabela przygryzła dolną wargę trochę za mocno niż zazwyczaj, gdy znajdowała się w niekomfortowej dla siebie sytuacji. Kręciła obrączką na serdecznym palcu, co jakiś czas podsuwając ją w górę, aż miejsce to stało się niepokojąco różowe. Nie była w stanie dostrzec szczegółów, łzy zasłaniały obraz, tworząc mgłę tak gęstą jakby nagle pomieszczenie wypełnił przezroczysty pył. Wytrzymała do momentu, kiedy nie widziała już prawie nic. Zdawała się więc na własną intuicję. Niespokojne myśli lokowała w ogrodzie, pokrytym zielenią jakby specjalnie na tę okazję. Okno w sali idealnie wychodziło na ogród. Samo patrzenie zazwyczaj przynosiło ulgę. Ale dzisiaj zupełnie to Izabeli nie wychodziło. Przeciwnie: im bardziej starała się uspokoić samą siebie, tym większy niepokój wdzierał się, pustoszył jej wypracowany i logiczny sposób myślenia. Czuła się przeziębiona, bolało ją całe ciało, nie potrafiła zlokalizować jednego bólu, było ich ze dwa tysiące. Lewą ręką ściskała telefon, jakby w obawie, że mogłaby nie usłyszeć dźwięku. Pragnęła uciec. Mogłaby zwyczajnie wyjść. Życie toczyłoby się dalej. Nie zmieniłaby za wiele w biegu wydarzeń, które w tym momencie działy się i tak bez jej udziału. Ona była już bardzo daleko od tego miejsca.

W ciągu piętnastu minut mogła podjąć jeszcze decyzję.

Nie zrobiła tego. Trudno podejmować decyzje w objęciach silnych emocji. Czuła ściśnięty żołądek. Oddałaby wiele, aby znaleźć się teraz w ramionach Piotra. Obiecał, że nagra, sfilmuje, zapamięta każdy szczegół, odda jej ten wieczór. Wycofa się, nie będzie pierwszy w jej ramionach, zostawi je dla ich syna. Zapewniał, że cały wieczór będą mówić tylko o niej. Ale to nie wystarczało. Dusza zdawała się materializować i kłuła gdzieś w środku Izabeli. Tęskniła za synem. Nigdy wcześniej nie odczuwała takich emocji związanych z jego nieobecnością. Nie miała jednak czasu, aby się nad tym zastanawiać. Nie miała wiele czasu dla swoich nierównych emocji. Zostało jej siedem minut. W których czuła się bardzo nieszczęśliwa.

– Iza, myślisz, że wystarczy krzesełek? Zabraliśmy dodatkowe z grupy czwartej, jest jakieś 50, już się nie mieszczą… I dwa wysokie dla mam, które są w ciąży… Kurcze, patrz jak zapchałyśmy przód, trzeba to poprzesuwać, bo dzieciaki wpadną na rodziców w czasie tańca…

– Iza! Ziemia do Izy!!! Pomóż mi, tam stoi tłum ludzi, a ja muszę jeszcze przedrzeć się po torebkę, bo zostawiłam ją u Moniki.

– Magda… ja chyba idę.

– Zwariowałaś?! O to, to nie, moja droga, tak łatwo ci nie pójdzie – Magda wstaje, zasłaniając swoją osobą drzwi. – Do roboty! Ja idę na wyzwanie z dzikim tłumem, a ty ustawiasz w rządku… O tak, tylko nieco dalej… Izulku wiem, że tęsknisz za Adasiem. Prawie wszystko wiem i rozumiem cię, choć nie mam dzieci… Wyobrażam sobie, co czujesz. Ale weź się w garść, oni na ciebie czekają! Nie wyobrażają sobie, że mogłoby cię tutaj nie być!

– Magda, dzisiaj jest Dzień Mamy w przedszkolu u mojego syna. Czuję, że powinnam tam być razem z nim. Będzie dla mnie mówił wierszyk… Rano powiedział mi, że jestem najlepszą mamą na świecie. Nie jestem.

– Ale… oczywiście, że jesteś najlepszą mamą jaką znam! …No niech to, wszystko się musi walić, nie tak to miało być… Iza, zostawisz mnie z tym wszystkim?!

– …

***
Wchodzą roześmiani, szczęśliwi. Barwni. Robi się tłoczno, duszno i głośno. Jest ich coraz więcej, rozchodzą się i zajmują miejsca jak fala na Bałtyku, która wznosi się i opada. I nagle cisza. Jak na Bałtyku, który urzekł Izę dwa lata temu. Obiecała sobie, że kiedyś tam wróci. Podobnie jak to miejsce, które urzekło ją osiem lat temu. Wtedy obiecała sobie, że zrobi wszystko, aby tu zostać. A dzisiaj błagała los, aby wydarzyło się coś, co pozwoli jej opuścić to miejsce.

Patrzyli na nią, mierzyli od samych stóp po każde pasemko we włosach, zdawało się im, że widzą nauczycielkę swojego dziecka po raz pierwszy. Przemykali wzrokiem, gdy zmieniała wyraz twarzy. Dokumentowali kwiaty na sukience, rumieńce i sposób, w jaki się poruszała. Tylko na pół złamanego serca nie udało im się sfilmować. O jej smutnej duszy – nie mieli pojęcia.

Iza wpatrywała się w scenariusz występu, mimo że znała go na pamięć. Uśmiech nie schodził z jej bladoróżowej buzi, był mniej autentyczny niż zwykle. Sercem targała złość. Żal przelewał się w żołądku i powodował mdłości. Wszystko w niej było skłócone. Jak rodzeństwo, które kocha się ponad wszystko, mimo to walczy ze sobą przez całe życie. Iza spierała się z nauczycielką, która żyła w niej od ośmiu lat, każdej kolejnej wiosny przypominając, że miejsce Izabeli jest w przedszkolu. Dwie Izabele stały tego popołudnia na podium. Obie dłonie trzymały berła pierwszeństwa. Dwie kobiety, które nie chciały skrzywdzić nikogo. Jednak los kazał Izabeli wybrać. A każda podejmowana w środku serca decyzja była emocjonalnie niekompletna, każdej brakowało dopełnienia. Tutaj: była najważniejszą, najukochańszą panią Izą, częścią życia swoich podopiecznych, Kimś więcej niż tylko panią z przedszkola. Tam: była najważniejszą, najukochańszą mamą, całym światem Adasia, Kimś spoza przedszkola.

– Iza, do góry nogami! – magik w cyrku wcale nie zrobiłby tego lepiej, Magda, stojąc po drugiej stronie sali, kreśli rękoma jakieś znaki, próbując zwrócić na siebie uwagę Izabeli. Usprawiedliwia ją tylko zamieszanie.

– Iza, masz tekst do góry nogami… – wreszcie podchodzi, przepychając się wąziutkim korytarzem za dziećmi stojącymi w półkolu. Jest zdezorientowana biernością Izy. Po raz pierwszy widzi ją w takim smutku.

– Iza, chodź na moment – Magda wciąga do łazienki swoją przyjaciółkę i mruga do pani Zosi. Energiczna kobieta w trzy sekundy znajduje się przy dzieciach. Jest w centrum zainteresowania. Uwielbia ten stan i odważnie macha dziewczynom, że panuje nad sytuacją.

– Izulku mój, łamie mi się serce, gdy widzę, co przeżywasz. Wiesz co, jedź. Może faktycznie masz rację. Powinnaś być razem z synem. Świat się nie zawali, no może mój, ale… w sumie to mała strata. Taki świat… jak puste pudełko, szare i nijakie. Bez miłości, bez niczego, bez Pawła…

– Magda, nigdzie nie pójdę. Dziękuję ci, że mnie rozumiesz. Kocham cię i nie zostawię, wiem, jak trudny jest program. Mimo całego uznania dla dzieciaków, nie dacie rady ogarnąć całości. Wracamy i jak polegniemy – to tylko razem. Masz rację, powinnam już dawno się otrząsnąć. Chodź…

– Iza… przepraszam – tym razem Magda zatrzymuje Izę tuż przed samym wyjściem na salę.

– Za co? – Iza poprawia fryzurę i troskliwie głaska Magdę po ramieniu.

– Zostajesz dla mnie, prawda?

– Chodź głuptasie, czas na nas.

Brawa. Mocne. Mocniejsze. Intensywniejsze. Całe przedszkole huczy od braw, rozgrzanych serc, gorących emocji, wzruszeń i podziwu. Słychać tak wiele… „Tyle nauczyć tak małe dzieci…”, „Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem, wzruszeni i szczęśliwi, że nasze dziecko ma tak wspaniałych nauczycieli”, „Pierwszy raz słyszałam od Maksia takie piękne życzenia”, „Dziękuję…”, „Cieszymy się, że możemy spędzić wspaniałe popołudnie”, „Czy możemy zrobić Ani z panią zdjęcie?” – przeciskam się przez gości, nogi uginają się pod ciężarem ciała zmęczonego emocjami, napięciem i zgodą na taki stan rzeczy. Uciekam.

***
Jestem mamą. Emocje, jakie towarzyszą Ci, gdy jesteś mamą, są nie do pojęcia. Balansują od najbardziej podstawowych do najbardziej niemożliwych. Jesteś kobietą, łączysz w sobie tak wiele z życia. Dużo o nim wiesz, uczysz o nim innych, sama uczysz się od innych. Śmiało podchodzisz do Rodziców, nie wstydzisz się okazywać uczucia. I wiesz, że najpiękniej wiosna pachnie przed burzą. 26 maja to dzień o smaku szarlotki z podwójną porcją bitej śmietany i garścią pękatych rodzynek.

Jestem mamą. Jesteś mamą.
Czy może piękniej brzmieć definicja miłości, jeśli nie: „mama”?
Jesteś nauczycielką przedszkola. Jesteś w drodze. Zdobywasz kolejne szczyty, ale twój szlak biegnie wciąż dalej, wyżej, aż sięga chmur. Zawód nauczyciela to trud, który prowadzi Cię na Mount Everest. To satysfakcja sięgająca nieba. Próbujesz zmienić świat, wspinasz się. Próbujesz zatrzymać dzieciństwo, denerwujesz się, wymagasz, wreszcie odpuszczasz. Próbujesz dać im siebie, miotasz się. Próbujesz godzić życie zawodowe z prywatnym, potykasz się.
Czujesz to? Jak rozwalają Cię na łopatki sytuacje, w których Twoje życie osobiste zmienia brzmienie na dużo bardziej surowe i obce? A w których musisz umieć się znaleźć, bo właśnie znajdujesz się w dżungli decyzji, obok których nie zdołasz przejść obojętnie. Sprawy osobiste zostawiasz więc u progu sali i wchodzisz w sam środek przedszkolnych spraw, zawodowych labiryntów, konieczności. Bo jesteś nauczycielką przedszkola. I wciąż masz mnóstwo dobrych rzeczy do zrobienia.

***
Chcesz nas zapytać: czy warto?
Spójrz na swoje dziecko lub przyjrzyj się przedszkolakom. Posłuchaj, jak nazywają swoją panią i spróbuj dostrzec, z jakim blaskiem na nią patrzą. Przekonaj się, że ją kochają. Czy wiesz, że gdy się budzą, mówią: mamo… To niesamowite otrzymywać każdego dnia, olbrzymich rozmiarów kredyt zaufania od kilkulatka, który tak niewiele wie o życiu. A który zna podstawowe uczucia, którymi obdarza się najbliższe sercu osoby.

***
Magda i Monika zabrały się do makijażu Izy, Magda malowała rzęsy, Monika różem podkreślała policzki. Izabela popłakała się po występie. Dziewczyny ratowały sytuację w łazience.

– Nie ma na to czasu. Lecę – Iza nie zważając na starania przyjaciółek, złapała torebkę i wybiegła, krzycząc, że może zdąży jeszcze na samą końcówkę.

– Zamawiamy ci taksówkę! Wyjdź przed przedszkole. Uważaj na siebie!!! – Dziewczyny odprowadzają Izę do samych drzwi. Ona drży z zimna. Pospiesznie wyciąga wizytówkę z ulicą przedszkola Adasia. Nie jest w stanie za wiele mówić. Ma ściśnięte i bolące gardło.

– Błagam pana, jak najszybciej pod ten adres.

***
Przeczytaj część drugą


Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog