Wciąż się doskonalisz

Wywołać uśmiech na czyjejś twarzy – to niewątpliwie
jest wyzwanie.

***
Będą sytuacje, w których staniesz naprzeciwko czyjegoś życia. Wtedy miej gotowe karty w rękawie, którymi zagrasz o czyjeś emocje. Kieruj się sercem, intuicją i wrażliwością. To trzy warunki Twojego zawodowego status quo. Włącz empatię w szereg codziennych postanowień. Zacznij już dzisiaj konfrontować się ze sobą. Zapytaj samą siebie: czy jestem gotowa? I czy mam siłę, aby stawić czoła wyzwaniom, które często są poza zasięgiem moich doświadczeń i kompetencji? Dołącz siebie do układanki nieprawdopodobnych rozważań o życiu i codzienności innych ludzi. Czasem wiedza i praktyka – po prostu przestają wystarczać.

***
Kręcę się po szatni. Antosi zrobiło się chłodno, szukam więc jej półeczki, w której mama zostawia sweterek. Mijam znaczek lokomotywy, grzybka i sięgam do muchomorka. Miękka, pachnąca bawełna otula dłonie niebywałym uczuciem, jakie zarezerwowane jest wyłącznie dla kobiet. Bluzeczka w rozmiarze 96, takie małe ubranko uruchamia zawsze ciepłe uczucia, których dorośli wstydzą się okazywać. Ubranka dzieci są przejmująco kolorowe, odważnie różowe albo fantastycznie bajkowe.

Niedaleko, bo parę metrów za mną, siedzi ona. Ta kobieta, jeszcze mocniej przygnębiona niż zazwyczaj. Skulona jak ptak. Jedną ręką trzyma przyciśnięty do ucha telefon. Na rękawie płaszcza widać mokre plamki. Myślę, że rozlała się mineralna. Skoro obok stoi półlitrowa butelka, to przecież nie mam powodów, aby interpretować tę sytuację inaczej. Mijam jeden rząd szafek. Tłumaczę sobie, że ta kobieta rozmawia z kimś dla niej ważnym. Myślę, że nie powinnam tutaj stać. Powtarzam swojej wrażliwości, że to nie nasza sprawa, a rozsądek podpowiada, że nie należy przeszkadzać, gdy ktoś rozmawia. Jednak coś mnie zatrzymuje, jakby ciągnęło za rękaw i szeptało prosto do serca: stój, nie zapomniałaś o czymś?

Zapytać o jej smutne oczy i mokre rękawy płaszcza to bardziej nieodpowiednie niż wejść do restauracji, nie mówiąc „Dzień dobry”. Gdy szeleszczę woreczkiem, odwraca się gwałtownie jakby przyłapana na gorącym uczynku. Zrywa się z niskiej ławeczki, a robi to tak naturalnie i spontanicznie, że czuję się lekko zażenowana. Jej gwałtowna uprzejmość wyprowadza mnie na manowce i w sumie to nie wiem już, co czułam ułamek sekundy temu, bo teraz doświadczam zupełnie czegoś innego. Jesteśmy prawie równe wzrostem, dlatego mogę wyraźnie spojrzeć jej w oczy. Są takie ładne, w kształcie migdałów, przykryte firanką długich rzęs. Na każdej z nich srebrzą się krople niczym światełka w ciemnej nocy. Jakbym oglądała niemoc dzikich łabędzi – tak ona nie może unieść się ponad to wszystko, co wypełnia obecnie jej życie. Lecz przestaje się ukrywać, skoro i tak już wyszło na jaw, że jest nieszczęśliwa.

Co się czuje, gdy przez przypadek odkryje się rozmiar czyjegoś nieszczęścia?

Stałyśmy tak przez parę sekund, może kilkanaście. Na przeciwległych brzegach. Na krańcach mostu, pod którym szalał sztorm. Tamtego dnia, jej spojrzenie było najsmutniejszym doświadczeniem w ciągu całego tygodnia i następnych miesięcy, kiedy weryfikowałam swoje kompetencje do zawodu nauczycielki przedszkola.

Coś już o niej wiem. Dowiedziałam się, że ma kłopoty. Może jest smutną kobietą, a może rano pokłóciła się z mężem lub bliską jej osobą. Tak reagujemy, gdy coś tracimy, gdy tęsknimy lub po prostu kiedy jest nam źle. Interpretacji jest tyle, ile w niebo wypowiadanych życzeń… Nieskończenie…

Coś już o niej wiem. Ale nadal… niewiele.

***
Wyprzedza mnie moja zmienniczka, która przyszła do nas na zastępstwo za Magdę, na razie do końca pierwszego semestru. Jestem na zastępstwie w grupie trzeciej i tak się składa, że spotykam się z nową koleżanką w grupie na dole, gdzie rano zbierają się dzieci ze wszystkich grup. Obie wiemy, że z Oliwierem nie jest łatwo nawiązać kontakt, że jego mama… Otóż to, jego mama… Wstaję, aby podejść do biurka Sylwii i porozmawiać z nią o tym, w jakim stanie zobaczyłam wczoraj tę kobietę. Ale Sylwia mija mnie jak powietrze i kieruje się prosto do drzwi, w których stoi ta kobieta. Nie wchodzę pomiędzy nie, widząc w oczach mojej koleżanki wyłączność panującą na parterze. Rzadko się zdarza, abyśmy razem były na tej samej zmianie, mimo to ona nie zamierza korzystać z mojej refleksji, opinii czy zdania, dając mi to do zrozumienia, wyraźnym lekceważeniem. Nie chce konsultować się ze mną w sprawie Oliwiera, on budzi w niej jakąś trudną do opisania niechęć, mija go w progu, nie podejmując w jego kierunku żadnego wysiłku. Gdy wstaję i zamierzam unieść to jego zagubienie, nieco wyżej niż tylko pod dywan, pod który ta dziewczyna stara się zamieść czteroletnie kłopoty, natychmiast zagradza mi drogę. W jej słowach nie ma ani grama sympatii:

– Już ósma. Z tego, co pamiętam, mówiłaś, że dzieci rozchodzą się do swoich grup właśnie o ósmej. Zatem do widzenia.

Ma rację, w tym przedszkolu o ósmej wszystkie rozchodzimy się do swoich sal. Ale w życiu są jeszcze wyjątki. Odstępstwa. Fragmenty, epizody, urywki… Z życia czyjegoś, z ostatniego tygodnia, z przeszłości… Z tych fragmentów nauczycielki „sklejają” fakty, aby zobaczyć, jak jest naprawdę. Ten niewielki wycinek prawdy ułatwia im podjęcie najprostszych, a czasem i najtrafniejszych decyzji. Kim jest więc ta młoda osoba, z kamienną twarzą i mocnym makijażem, która toczy walkę z własnym przeznaczeniem – zawodem nauczyciela? Z kim to stanęłam w duecie, aby zmieniać świat na lepszy, a nie na jeszcze smutniejszy?

– Już drugi tydzień prosimy panią o przyniesienie ubranka na zmianę – zaczyna podniesionym tonem. – Ale pani jest najwyraźniej obojętne, czy Oliwier będzie miał suche ubranie czy nie – płoszy ją. – Jak wy jecie w domu, że on dziwnym trafem niemal codziennie wylewa na siebie całą zawartość pierwszego dania?! – I robi to bardzo skutecznie.  – Niech zwróci pani na to uwagę, bo w przeciwnym razie, pani syn będzie wychodził do ogrodu jako ostatni – zamyka drzwi, które wczoraj ta kobieta sama przede mną otworzyła. Zatrzaskuje je z wielkim hukiem.

Na twarzy tej dziewczyny nie pojawiła się ani jedna zmarszczka zwiastująca promienność, a słowa brzmiały jak pretensja zamknięta w paru zdaniach. Ta dziewczyna jest chłodna i bezpośrednia.

Nauczycielko, wyłącz telefon. Stań się niedostępna na 10 minut. Tyle czasu wystarczy Ci, aby dostrzec, że ktoś nie radzi sobie z tym, co do niego mówisz, co starasz się mu wyjaśnić i czego oczekujesz. 10 minut poświęć na… milczenie. Wysłuchaj. Dowiesz się więcej niż gdybyś szukała powodów, dlaczego ona lub on zachowują się w sposób, który dla Ciebie wydaje się nie do przyjęcia, i czym są tak mocno zaabsorbowani? Nauczycielko, zobacz, przyszłaś do dzieci. Nie wprowadzaj do przedszkola swoich wątpliwości i nie trzymaj ich tuż przy nodze. Będą się piętrzyć i narastać, a tutaj nie ma na nie miejsca. Uświadom sobie, że mimo solennej wiedzy, jaką posiadasz, nie wiesz niczego o tej kobiecie, która każdego dnia zaczyna Cię zastanawiać. I nie przestaje zajmować Cię swoją osobą do późnego wieczoru. Zdaj sobie sprawę, że nie wszystko da się wyczytać z książek i usłyszeć na wykładach od znakomitych profesorów. Nie da się zdobyć całej wiedzy o nich. O rodzicach Twoich wychowanków.

Przygotuj się więc na zdobywanie nowej wiedzy. Nastrój się na bycie nauczycielką. Zamień się rolami i pozwól im mówić.

Nie traktuj rodzica jak potencjalnego przeciwnika na ringu zwanym życiem. Spróbuj posunąć się do takiej empatii, w której zobaczysz siebie na drugim brzegu rzeki. I jak tam jest? Szaro? Ponuro? Niefajnie? Czy teraz już rozumiesz? Ustaw siebie na piedestale ich wydarzeń. Odejdź od biurka i stań po tej samej stronie progu co oni. I słuchaj, patrz. To wszystko, co na początek możesz zrobić. Ale to zarazem wiele, aby dodać im odwagi, pokazać, że jesteś po ich stronie. Poczuj, jak kolejne ramiona rozluźniają się. Jak prostują się plecy i unosi głowa, zobacz, jak twarz nabiera rumieńców. Jak szykują się do walki o samych siebie. Spójrz, jak zmieniasz ludzi, jak wiele dobrego wnosisz w ich życie.

Jesteś nauczycielką przedszkola. Każą Ci się szkolić, nieustannie uczyć, zdobywać nową teoretyczną wiedzę. Każą Ci się wciąż doskonalić. A największą praktyczną wiedzę, musisz posiadać po prostu z życia, oprzeć ją o swoje doświadczenia, wykorzystać swoje wnioski i zaangażować swój błękit nieba. Jeśli emanujesz pogodą ducha – podziel się nią; jeśli masz dobry humor – zarażaj nim; jeśli postanowisz sobie, że to będzie dobry dzień – spróbuj przekonać do tego samego zdania pozostałych. Opowiadaj im o sobie. A zobaczysz, jak krok po kroczku, przechodzą na Twoją stronę, jak otwierają się przed Tobą i jak długo szukali odpowiedzi na wiele pytań. Pamiętaj, że rodzic jest jak autorska, debiutująca książka. Stanie się wyjątkowa dopiero wtedy, gdy pozwolisz na to, aby miała swój własny styl.

***
Przeczytaj część pierwszą


Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog