Archiwum kategorii: Karolina Turek

Dlaczego się boję?

Mamo, gdybym umiał mówić twoim językiem,
powiedziałbym ci, dlaczego się boję…

 

Wysłuchaj mnie

Gdy wchodzimy do sali, widzę, że się martwisz. I wtedy martwię się też ja. Czujesz się niepewnie, wiedz, że ja wyczuwam to doskonale po tym, jak ściskasz moją rękę i przedłużasz nasze pożegnanie. Wtedy myślę, że coś jest nie tak, skoro nie wychodzisz stąd tak pewnie i jednomyślnie jak robisz to, gdy zostaję z tatą. Czyżbyś wiedziała, że tutaj spotka mnie coś złego? Widzę twoje oczy: oprócz tego, że są piękne, są pełne niepokoju, a w kącikach zbierają się łzy takie same jak wtedy, gdy pokłóciłaś się z tatą. I wiem już, że te łzy nie wróżą nic dobrego, a płaczesz, kiedy spotyka cię coś przykrego. No i wtedy zaczynam się bać nie na żarty. Gdy przytulam się do ciebie, słyszę jak twoje serce mocno bije. Jakby miało wystrzelić ci z bluzki! Tak samo musiało bić serce Calineczce, gdy porwał ją chrabąszcz i bardzo się bała. Ale tu nie ma chrabąszczy przecież. To czego tak bardzo się boisz? Gdy głaskasz mnie po włosach, robisz to tak czule i z przejęciem, jakbyś miała polecieć samolotem. Bo ty nigdy nie leciałaś samolotem, a gdy wychodziłaś do sklepu i zostawałem z babcią, nigdy tak dużo razy nie głaskałaś mnie po głowie. Więc musi się dziać coś niezwyczajnego skoro zachowujesz się inaczej niż do tej pory. Gdy kucasz przede mną i kilkanaście razy powtarzasz, że mnie kochasz, przypominam sobie, że przecież tak żegnają się ludzie, którzy rozstają się na długo! Drży ci przy tym głos i wyglądasz jak wtedy, gdy ukradli ci portfel. Jesteś przerażona, a twoja buzia traci rumieńce i robi się blada jak moja. Gdy splatamy swoje dłonie, czuję, jak bardzo są spocone i przypominam sobie słowa taty, który mówił, że gdy rozmawia z szefem, zawsze pocą mu się dłonie i bardzo się denerwuje. Odbieram to jako sygnał, że w takim razie i ja tutaj będę się denerwował. Gdy przedłużasz nasze rozstanie, trzymając mnie w ciepłych ramionach, czuję jak pachnie twój sweter i jak wspaniale jest miękki. Przypominam sobie, ile razy zasypiałem w tych ramionach i jak mi było dobrze, no i wtedy zaczynam się zastanawiać, po co mamy cokolwiek zmieniać? Bo skoro ty chcesz tulić i kochać mnie w ramionach i ja tego chcę równie mocno, to może pojedźmy do domu i bądźmy znowu razem! Gdy trwamy w uścisku, przestaje mi się chcieć być dzielnym i tracę ochotę na wchodzenie do sali, w której nie ma ciebie…

Boję się tu zostać dlatego, że gdy wprowadzasz mnie na salę i widzisz rozpłakane dzieci, przytulasz mnie kolejny raz i wtedy znowu się zastanawiam, czy robisz to bezinteresownie, czy może wolisz, abym nie patrzył, a może zaczynasz mieć wyrzuty sumienia, że tu przyszliśmy? Sam słyszałem, jak mówiłaś do taty, że gdy pojawiliśmy się w drzwiach, pani nie podeszła do nas, tylko razem z Zosią dmuchały nos. Ja miałem ciebie, mamo. Zosia myślę, że właśnie tęskniła i pani próbowała ją uspokoić. Moja pani tak robi, gdy ktoś z nas bardzo tęskni. Moja pani jest jedna, już się zorientowałem, ale troszczy się o wszystkie dzieci. I wszystkich nas lubi jednakowo! Druga pani pomaga tej pierwszej pani i jest jeszcze trzecia, która przygotowuje nam jedzenie i leżaczki. Nasze panie są miłe i dobre. Moja pani nauczycielka dużo wie o dzieciach, bo pracuje tu już bardzo długo. Tłumaczy nam, że mama przyjdzie po każde dziecko, i wiesz co? Ona mówi prawdę!

Boję się, że w którymś momencie nie wytrzymasz i mnie stąd zabierzesz. Że płacz moich kolegów, których już trochę poznałem i mam za całkiem fajnych – zdenerwują cię, zirytują lub mój płacz zasmuci cię do tego stopnia, że stwierdzisz, że lepiej będzie, jak jednak zostanę w cichym i pustym mieszkaniu, które wypełni niania albo babcia, a ty pójdziesz do pracy… W domu też będę za tobą tęsknić. Zaczynam się przyzwyczajać do tego miejsca. A płaczę dlatego, bo to mój sposób radzenia sobie z nową sytuacją. O wielu rzeczach nie potrafię jeszcze powiedzieć jasno i wyraźnie, a płacz jest jedynym znanym mi sposobem wyrażania siebie i swoich potrzeb. A przynajmniej sposobem powiadomienia, że jestem, czegoś potrzebuję i radzę sobie – na razie po swojemu.

Dlatego proszę cię, mamusiu…

Nie bój się. Ja już przestałem się bać. Byłem tu tydzień i już wiem, jakim fajnym miejscem jest przedszkole. Proszę cię, gdy przywitam cię któregoś dnia i będę miał zmoczone rękawy, nie mów, że to pani mnie nie przypilnowała, ale uciesz się i powiedz: „Wreszcie umyłeś sam rączki!”

Gdy odbierzesz mnie jutro, nie zmuszaj mnie, abym opowiedział ci, jak spędziłem dzień, jak się czułem i co zjadłem. Wiem, że chcesz wiedzieć wszystko z powodu troski, niepokoju, który wciąż narasta w tobie i w tacie, i wreszcie z ciekawości. Ale ja potrzebuję czasu, aby przywołać osoby, które widziałem, i przypomnieć słowa kierowane do mnie, muszę sobie cały dzień poukładać w głowie. Chcę to zrobić sam. Dopiero gdy się oswoję z nowym rytmem dnia i okiełznam przeżycia, będę gotowy, aby z tobą porozmawiać. Będę się czuł bezpieczny, gdy na mnie poczekasz i będziesz partnerem, a nie detektywem.

Proszę, nie miej pretensji do mnie i do mojej pani o to, że zmoczyłem majteczki. Pani uczy nas samodzielności, a to, że w domu świetnie sobie z tym radzę, nie znaczy, że w przedszkolu nie zdarzy mi się zapomnieć, w którą stronę idzie się do łazienki. Dzisiaj chciałem zrobić to sam, ale tak długo kręciłem się w kółko, że nie zdążyłem.
Nie mów, że skoro Krzyś nie płacze, to ja też nie powinienem. Że skoro Ania się zgłasza, to dlaczego ja się wstydzę? Że skoro Ala wszystko zjada, to ja też muszę. Nie porównuj mnie, proszę. Czuję się wtedy słabszy i gorszy od moich rówieśników. Pani mówi, że każdy z nas jest inny i ona ma rację, bo nie wszyscy na przykład lubimy pomidora.

Proszę, nie mów, że jutro przyjdziemy później, bo nie chcesz bym słyszał, jak płaczą dzieci. Ja uczę się w ten sposób: kształtuję odporność emocjonalną i wrażliwość, doświadczam emocji, których dotychczas nie doznawałem: już wiem, że jedni się smucą, drudzy cieszą, a są dzieci, które świetnie budują z klocków statki. Wiem też, że każdy z nas przeżywa rozstanie z mamą w inny sposób. Spójrz, to są moi rówieśnicy, niebawem staną się moimi przyjaciółmi. Dobrze o tym wiesz, a mimo to boisz się, że ich płacz i żal mi zaszkodzą. Sama mówiłaś, że przyjaciół poznaje się w biedzie i że nikt nie lubi czuć się samotny. Nie zabieraj mnie więc do domu, nie ulegaj swoim złym przeczuciom. Oczywiście, że towarzystwo dziadka jest miłe, ale jeśli mam mieć porównanie, to tutaj jest ciekawiej, są nowe zabawki – takich nie mam w domu, bawią się tu dzieci, których mi brakowało i są piosenki, których na co dzień nie słyszę w radiu. Każdego dnia mówisz, że jestem dzielny i ważny dla ciebie. Chcę móc wykorzystać wszystko, w co mnie wyposażyłaś, w dobre i mądre zasady, które obowiązują w miłości. Pamiętam, jak mówiłaś do taty: „człowiek człowiekowi jest potrzebny do szczęścia”.

Proszę, wyjdź szybko i nie martw się. W ten sposób najbardziej pomożesz mi w pierwszym miesiącu. W drugim miesiącu bądź ze mnie dumna. W trzecim bądź dumna jeszcze bardziej. A w czwartym bądź dumna najbardziej. Nie przestawaj. Dostrzegaj mnie, każdy dzień to dla mnie wyzwanie. Każdego dnia idę krok do przodu. Patrz, jak to robię, jak mi wychodzi i jak tego chcę coraz mocniej!

Spójrz na mnie: jestem gotowy.

Uwierz mi, że uda nam się przejść na drugą stronę, gdzie czekają twoje wzruszenia, satysfakcja i duma, że jestem przedszkolakiem.
A teraz odsuń się trochę, i jeszcze ciut. I podziwiaj, jak rozkładam skrzydła!

Proszę, dopuść do głosu świadomość, że łatwo nie będzie, a może się zdarzyć, że będzie bardzo ciężko, że wrócą chwile słabości, że to, co udało nam się osiągnąć w pierwszych dniach, runie jak domek z kart i wszystko będziemy musieli zaczynać od początku. Tak może się zdarzyć, gdy wrócę do przedszkola po chorobie, lub gdy wyjedziemy na wakacje w środku roku. Tak może się zdarzyć, gdy zmienisz mi nagle pory przyjścia i będziesz przyprowadzać mnie po śniadaniu. Stanę się wtedy niespokojny i całą pewność, którą budowałem tygodniami, nagle stracę. Proszę, nie zmieniaj nic. Jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej. Ja to czuję. A ty?

Przedszkole sprawia, że to, co dla was, rodziców, jest ważne, dla mnie jest mało istotne. Mogę jeszcze wiele razy popełnić błąd. Jesteście bardzo skrupulatni w swoich przesłuchaniach na temat mojego samopoczucia, zjedzonego obiadu, liczby wyjść do toalety. A mojego rysunku, ugryzionego jabłka ze skórką, wieży z klocków nie możecie zobaczyć. Bo nie potraficie patrzeć z tej perspektywy, co ja – jesteście dorośli.

Twój trzylatek


Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.