Archiwum kategorii: Opowiedz swoją historię

Nawiedzona nauczycielka

Kiedy w 2006 roku zdałam maturę, nigdy nie przypuszczałam, że dzisiaj będę zakochaną w swojej pracy, nawiedzoną nauczycielką przedszkola. Moim celem po maturze były studia polonistyczne, jednak kilka dni przed początkiem roku dostałam telefon z uczelni, że kierunek nie ruszy, ponieważ jest za mało chętnych. Byłam załamana. Wówczas znajoma doradziła mi studia pedagogiczne. Powiedziałam wtedy sobie „Postudiuję rok, a potem znów spróbuję iść na filologię polską”. Minął rok, a ja?… Ja już wtedy wiedziałam, że praca z dziećmi w przedszkolu jest tym, co chcę robić w życiu. Jednak przede mną była długa droga, ponieważ studiowałam wtedy rewalidację. Na magisterce wybrałam kierunek Pedagogika wczesnoszkolna i przedszkolna. Zarówno pracę licencjacką i magisterską poświęciłam dzieciom w wieku przedszkolnym. Promotorkami moich prac stały się wspaniałe kobiety: dr Mirosława Raczkowska-Lipińska i prof. Anna Klim-Klimaszewska. To one dały mi siłę, by się rozwijać.

Moją pierwszą pracę w przedszkolu dostałam przez przypadek – zastąpiłam dziewczynę, która była w ciąży. Od razu dostałam wychowawstwo. Byłam szczęśliwa – ja nieopierzona, ledwie co skończyłam studia licencjackie i zaczęłam magisterskie, a już zostałam wychowawczynią grupy! Miałam grupę z trudnościami – dziewczynkę z rozbitej rodziny, chłopca z zaburzeniami sensorycznymi (poświęciłam mu pracę magisterską), dziecko mające ojca cudzoziemca. Dużo czasu wówczas poświęciłam na pomoc chłopcu z zaburzeniami – czytałam na temat SI, współpracowałam z jego terapeutką, by jak najwięcej się dowiedzieć o ćwiczeniach stymulujących rozwój zmysłów, zajęcia dostosowywałam tak, by również i on skorzystał na tym. Dziewczynkę z rozbitej rodziny bardzo wspierałam poprzez rozmowę, pokazywanie jej wzorców zachowania, dowartościowywanie jej. Zachęcałam swoją grupę do brania udziału w konkursach, przygotowywałam uroczystości. Po godzinach szperałam w książkach i Internecie szukając pomocy dydaktycznych. Byłam wtedy rzucona na głęboką wodę i wiem, że się sprawdziłam. Przez tamten rok zdobyłam takie doświadczenie, jakiego nie zdobyłabym nigdzie indziej, ponieważ byłam zdana sama na siebie. I jeszcze jedno – utwierdziłam się w przekonaniu, że chcę robić to, co robię.

Chwile zwątpienia przyszły rok później… Zmieniłam pracę (skończył mi się staż) i trafiłam do innego przedszkola. Tam czułam, że zamiast się rozwijać, cofam się zawodowo. Ponadto trafiłam na jedną z mam, która nie chciała współpracować. Jej syn był znerwicowany, a ona traktowała go jak… partnera! Kajała się przed nim na kolanach, a on przez brak normalnych relacji matka-dziecko terroryzował ją i mnie. Zmuszał się do torsji, chodził nerwowo w kółko, robił matce awantury, że się spóźnia, a ona codziennie kupowała mu prezenty i ze strachu go oszukiwała. Rozmawiałam z nią, sugerowałam pomoc psychologa, a ona zrobiła mi awanturę, że robię z jej syna potwora i go demonizuję. Dziecko całymi dniami w przedszkolu myślało o tym, jak sprowokować torsje, jak mantrę powtarzało „dobrze, yhy, dobrze”. Do pracy zaczęłam chodzić z bólem brzucha. W końcu matka zabrała syna do innego przedszkola. Panowały u nas dziwne zasady – niemożność informowania rodziców o gorszych dniach dzieci, zero szkoleń, traktowanie dzieci z chłodem (główny cel – edukacja, żadnych pieszczotliwych zwrotów do maluchów). Zrezygnowałam z tego przedszkola, bo czułam, że jak tego nie zrobię, szybko się wypalę.

Od niedawna ziściło się moje marzenie – zaczęłam pracę w przedszkolu „Rośnij z Didasko” Joanny Białobrzeskiej, ale to już inna historia…

W lutym minęły 4 lata, odkąd pracuję jako nauczycielka przedszkola i nie żałuję ani jednego dnia spędzonego z moimi milusińskimi. Oddałam się tej pracy bez końca – zbieram różne materiały, scenariusze, publikacje. Zanim coś wyrzucę do kosza, dwa razy się zastanowię, czy aby w pracy mi się to nie przyda. Mąż się śmieje, że niedługo będziemy spać na segregatorach. Z własnej inicjatywy chodzę na kursy doskonalące. Nawiązuję kontakt z różnymi firmami w celu ich sponsorowania wyposażenia dla przedszkola. Mam nadzieję, że moja praca nie pójdzie na marne i droga wskazana przez zaprzyjaźnionych pedagogów okaże się tą, którą będę świadomie i z wielkim zapałem oraz miłością do dzieci kroczyła aż do emerytury…

Martyna Rucińska

***
Tekst został nadesłany na konkurs:

opowiedzswojahistorie_baner

Dowiedz się więcej o konkursie:
www.blizejprzedszkola.pl/przemieniamswiat