Czy oni wiedzą, jakim jestem nauczycielem?

Zrobiłam to najlepiej jak umiałam. I o tym opowiem.
O czym opowiesz?
O dwóch latach dojrzewania do roli nauczycielki przedszkola
i 9 miesiącach gromadzenia największej satysfakcji w tym zawodzie.

***
Izabela Milewska, proszę.

Swoje nazwisko słyszę wyraźnie, mimo że głos, który je wyczytuje, jest cichy i obojętny. Gwar korytarza tłumi moje kroki w kierunku drzwi, za którymi za chwilę zapadnie decyzja. Ważna decyzja w historii mojej pracy zawodowej. Ważna z punktu widzenia zarobków. Ale kompletnie nieważna dla silnej motywacji do tego, czym się zajmuję. To spotkanie z własnym stresem, nierówny pojedynek. Ja nie mam takiej siły, więc to niesprawiedliwa gra. Awans zawodowy – brzmi tak ładnie. 2 lata i 9 miesięcy przygotowań do wielkiego finału. Co zmieni się w mojej rzeczywistości, w której nauczyłam się funkcjonować już dużo wcześniej? Absolutnie nic. Nadal będę cieszyła się ze swojej pracy z dziećmi i pozostanę sobą w przedszkolnym świecie.

Wchodzę do pokoju 603. „3” to moja szczęśliwa cyfra. Ale to się jeszcze okaże. Pięć par oczu wpatruje się we mnie. Zaraz będę spowiadać się ze wszystkich rozdziałów mojej duszy, która dojrzewała przez 2 lata i 9 miesięcy do roli „lepszej nauczycielki”. Przeszywa mnie kłujący ból w boku, chyba złapałam kolkę. Akurat teraz! Dudni mi w uszach każde słowo. Zdaje mi się, że słyszę każde podwójnie i jakoś tak dziwnie głośno. Zostali mi przedstawieni członkowie Komisji. Od razu zapominam, jak mają na imię. Zapomniałam o wszystkim, o czym sumiennie przyrzekałam sobie pamiętać. Egzamin. Kto wymyślił egzaminy?! Stres jest przecież taki niezdrowy. Czy te 2 lata i 9 miesięcy, kiedy się starałam, kiedy robiłam tyle różnych, wspaniałych i pięknych rzeczy… Czy to nie wystarcza? Dlaczego muszę udowadniać, że zasługuję na ten awans? Kto będzie mnie oceniał na podstawie jednej rozmowy? Czy oni wiedzą, jakim jestem nauczycielem?

No właśnie, jakim?

Odważnym, pomysłowym, sumiennym i wrażliwym. Eh! Ta praca ma duszę… Nie spierajmy się więc o to, czy powinnam. Oczywiście, że powinnam! Bo uwielbiam swoją pracę, bo przeżycia związane z tym zawodem są wyjątkowe i nie graniczą z żadnymi innymi emocjami, które żywią do siebie dorośli. Bo jestem częścią układanki, często brakującą do pełnego obrazu rodziny. Dlatego ten zawód nie wymaga egzaminatorów, nie wymaga komisji. Miłości się nie ocenia, nie stawia się jej pytań. Dobroci się nie osądza. Odpowiedzialności nie powinno się wartościować. Jestem nauczycielką przedszkola, którą kochają dzieci. Oto moja prezentacja. Czy potrzeba więcej?

Wszystko rozgrywa się jak na scenie. Ja jak początkujący aktor, który próbuje przypomnieć sobie rolę. Teatr jest potężny, za kulisami czekają na mnie jednoznaczne okoliczności, w jakich się znalazłam i w towarzystwie których muszę promować siebie. Sucho, skutecznie i bezpośrednio, emocje do kieszeni. Albo najlepiej zostawić je w autobusie, niech wrócą do domu. Stoję, czekam. Siadam i ściskam bransoletkę z malutkich perełek. Zaraz ją rozerwę i dopiero będzie teatr. Potrafię perfekcyjnie zlokalizować ból, jest uciążliwy i przeszkadza. Teraz przeniósł się w okolice skroni i pulsuje nieznośnie pomiędzy brwiami. Spontanicznie je unoszę. Patrzę na Panią Dyrektor. Jest opanowana, ładnie opalona, spokojna. W kącikach ust ukryła lekko drżące mrowienie, prawie niewidoczne, ale dla mnie bardzo znamienne. To uśmiech, którym dodaje mi otuchy. Jej łagodny wyraz twarzy pokrzepia roztrzepane marzeniami o wakacjach spięte myśli. Trochę nieposłusznie wirują po niezbyt miłym wnętrzu pokoju o bladożółtym kolorze ścian. Oddycham powoli według instrukcji wertowanych na stronach internetowych. Same bzdury! Opanować się dzisiaj, to jak wspiąć się na Mont Everest. Niemożliwe?

Ma pani 10 minut na zaprezentowanie swojego dorobku zawodowego, po czym Komisja zada Pani parę pytań – głos jest już bardziej dostępny, w pokoju jest cicho i tylko tykanie zegara towarzyszy mojej pełnej napięcia odwadze.

Przewodnicząca Komisji objaśnia mi zasady postępowania egzaminacyjnego. Brzmią nienaturalnie. Jak w ciągu 10 minut streścić swoją zawodową codzienność? A gdzie miejsce na przeżycia, gdzie czas na sukcesy, wzruszenia i uznanie? 10 minut czyta się instrukcję obsługi, słucha się wiadomości w radiu. Co to jest 10 minut wobec tych wszystkich wyjątkowych dni spędzonych u boku dzieci? Codziennie występuję przed 25 dziećmi. Dzieci to takie małe kłębuszki najcieplejszej wełny, które rozwiną swoje możliwości, gdy dorosną. Nie mam tremy, gdy opowiadam im o sobie. A dziś chciałabym opowiedzieć o tym, co w tym zawodzie jest najcenniejsze: że o 7 rano tulę 15 łez, kołyszę 10 roztęsknionych serc w rytmie bezpieczeństwa, cierpliwości, zainteresowania i wypracowanego dystansu. I jestem dumna z roli nauczycielki przedszkola. Chciałabym powiedzieć Komisji o tym, że bardzo się denerwuję.

Wierzę w pozytywną afirmację. Dobra, mądra i ciepła autosugestia mobilizuje i otwiera furtkę do pełniejszego działania. Moja autosugestia dojrzewała w największym sekrecie. Z wrażliwej duszy ulatniała się wiara w siebie. Była koloru mgły, pachniała lasem i smakowała jak najsłodsze truskawki. W głowie na marginesie odnotowałam brakujące dobre myśli, że zrobię to najlepiej jak potrafię. Jestem nauczycielką przedszkola. Opowiem im o sobie.

***
10 minut minęło.
Może 12… Tykanie zegara staje się nieznośne, a blask słońca odbija się w ogromnej tarczy zegara i w ogóle nie mogę zobaczyć, która jest godzina. Jakby to było takie ważne. Stukot butów na wysokim obcasie wbija mi się w plecy z każdym postawionym za drzwiami krokiem następnej osoby, oczekującej w kolejce. Chcę już stąd wyjść i wmieszać się w szum na korytarzu, gdzie wszystko toczy się w swoim zwyczajnym i znanym rytmie. Patrzę na twarze Członków Komisji. Są poważne, zasadnicze, wyczekujące. Patrzę w okno. Bo na mnie nie patrzy nikt. Ramy okna są szare, na parapecie nie ma kwiatów.

Dziękujemy – jedna z pań unosi głowę znad kartki, którą przez cały czas mojej prezentacji skrzętnie wypełniała czarnym piórem. – Mam pytanie… – odkłada pióro na bok, które natychmiast turla się po stole i upada na podłogę, przerywając ciężką ciszę. Chcę je podać, schylam się, ale słyszę: – Dziękuję, nie trzeba…

Nie trzeba się denerwować? – interpretuję na własny użytek. I dostrzegam u tej pani minimalny wysiłek do uśmiechu. Uśmiech – skarb, iskierka w zawodzie nauczyciela. A bez iskierki nie ma płomienia. Od płomienia może się rozpalić wielkie ognisko, w cieple którego ogrzeją się wszyscy, którzy tego najbardziej potrzebują. A takich ludzi spotykają nauczyciele przedszkola u progu swoich sal.

Pierwsze pytanie – długa odpowiedź.

Teraz przewodnicząca Komisji przygląda mi się z uwagą.
„Bliżej Przedszkola” – mówię z szeroką dumą niemieszczącą się w żaden sposób w bladożółtym pokoju. Dwie panie z zainteresowaniem zaczynają zadawać pytania, pozostałe kierują wzrok na mnie, przestają pisać. Dostrzegam, że zmieniają pozycję i jest im wygodniej, mojemu sercu też robi się wygodniej w bezlitośnie rozdrażnionym ciele. Jest mi tylko wstyd od głośno bijącego serca. Wydaje mi się, że zagłusza formalną pracę Komisji.

Rozluźniam się. Opowiadam o Forum Bliżej Przedszkola. Wymieniam nazwiska prowadzących wykłady, podkreślam profesjonalny charakter Forum, nieocenioną wartość szkoleń. Dzielę się zdobytą wiedzą i jej zastosowaniem w praktyce nauczyciela. Są zainteresowani. Są zadowoleni. Są bliżej.

I po co Pani tak się denerwowała, pani Izabelo? – dobre pytanie: no właśnie, po co?

A więc nie udało się. Nie udało się oszukać Komisji. Nie udało się wcisnąć w podłogę, zakopać na dnie serca, ukryć pod nieco mocniejszym niż zwykle makijażem. Nie dałam rady wygrać ze stresem. Ten pojedynek z góry skazany był na porażkę. Jego nie wygrałam, ale zdobyłam coś więcej. Zdobyłam swój Mont Everest!

Gratuluję Pani uzyskania stopnia awansu nauczyciela mianowanego.

***
Wiem, że każdy w życiu zdobywa swoje szczyty. Jedne są niższe, inne trochę wyższe. I wiem też, że można iść prostą drogą i szybciej dojść do celu. Ale w pewnej chwili droga się kończy i nawet nie można poczuć, że coś się osiągnęło. Mogłabym się nie starać. Ale wtedy zamknęłabym się w samotni swojej niechęci do tego zawodu. Nie będąc kreatywną, dociekliwą i odrobinę szaloną, nie osiągniesz wiele. Ryzyko jest sygnałem od satysfakcji: zdobyłaś kolejny szczyt! Dlatego drogi, które są kręte i zawiłe, czasem pod górkę i bardziej strome, mają piękniejsze cele, a z nich widoki są o wiele ciekawsze.
Masz czasem takie myśli? Po co tak się staram, przecież to tylko dzieci…i tak nic nie zrozumieją. Jesteś zmęczona? Ja też. Tylko pamiętaj, że dzieci są świadkami Twojego samopoczucia, ocenią Cię i wystawią Ci rachunek, jeśli je zawiedziesz. Zabierz dzieci w podróż po swoich wątpliwościach, one je rozwieją. Powiedz im o tym, że to dla Ciebie ważne, staną na wysokości zadania. Zaprzyjaźnij się z nimi, a one Cię pokochają.

Nie bójmy się zawiłych ścieżek. Droga do awansu w mojej placówce nie była łatwa. Z tyłu głowy mieszkał mały chochlik, który nieustannie przypominał o jednym: egzamin… Ale gdy doszłam do końca drogi, zobaczyłam następną nie mniej krętą, która prowokowała do kolejnych wyzwań, jakie stawia przed każdą z nas zawód nauczycielki przedszkola. Nasza motywacja nie kończy się na zdobytym kolejnym awansie zawodowym, na zdanym egzaminie, na progu Urzędu Miasta… To dopiero połowa drogi, jej początek albo start następnej. Wciąż jestem nauczycielką przedszkola. Nie zatrzymam się.

Przede mną kolejne wyzwanie: nowy dzień.

***
Wychodzę z Urzędu Miasta. Wracam po brukowanym chodniku. Nadal stoi tam źle zaparkowany samochód i zajmuje prawie całą szerokość drogi przeznaczonej dla pieszych. Słońce wychodzi zza chmur, takie zmienne to lato tego roku. Życie toczy się dalej, serce promienieje i dusza odpoczywa. Stres minął. Był zbyt jaskrawy jak na dzisiejszą pochmurną aurę, męczący i jakiś taki niepotrzebny. Za tydzień idę do pracy. Wieczorem poszukam wiersza o nadchodzącej jesieni. Nie mogę się jej doczekać.

Jeden komentarz do “Czy oni wiedzą, jakim jestem nauczycielem?”

  1. To hipnotyzujące wyznanie Pani Izo. Jestem zanadto nasycona emocjami, wobec czego stwierdzam, iż nie jest to dzień najbardziej aktywny dla ciała, bardziej dla umysłu. To osobliwe i spektakularne wyznanie, jakże mi bliskie… Gratuluję

Pozostaw odpowiedź Ula Walaszek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.