Czy wybrałabyś inaczej?

Są chwile, kiedy chciałabyś zawrócić? Odejść?
Wybrałabyś inaczej, gdybyś wiedziała o emocjonalnym zapleczu tego zawodu?
Moja odpowiedź brzmi: nie!
Bo jestem na właściwym miejscu. Jestem gotowa, aby przemieniać świat…

***
Mewy kłócą się o pierwszeństwo do Adasiowej kanapki, którą postanowił podzielić się z ptaszkami. Przecież „trzeba się dzielić” – tak mówiła pani w przedszkolu. Nie przeczę, ale może jednak nie jedyną kanapką, na którą udało mi się namówić Adasia od paru dobrych godzin. Przecież on nie ma czasu jeść nad morzem, kto by tracił czas na tak mało interesujące zajęcie? Nie przeczę, że Bałtyk zrobił również i na mnie ogromne wrażenie, ale jeść trzeba. To wiem ja, mama Adasia. Ale mojego zdania na temat konieczności jedzenia nie podziela nawet Martynka. Tym razem oboje uznali moje kulinarne starania za słabo efektowne i mało motywujące. Adaś jest mocno zajęty, kopie dziurę i ma przy tym mnóstwo do powiedzenia. Na jego muśniętej słońcem twarzy rysuje się dziki entuzjazm i szalona radość, bo przecież na dnie widać już wodę! Patrzę na niego tak samo, jak w tym momencie patrzy na swoich synów tysiące matek. I jestem oszołomiona nie tylko rozkosznym krajobrazem, ale zmianą, jaka nastąpiła w moim synu. Ta zmiana dokonała się w przedszkolu. To był pierwszy rok Adasia w maluszkach, ten najważniejszy; Martynki ostatni. Powiedziała, że będzie tęsknić.
Dzisiaj, teraz, tu, jestem mamą. Jestem sobą. Adaś i Martynka rozglądają się za towarzystwem. Ja cieszę się z piaszczystej prywatności w kolorze turkusowego odpoczynku. Za zielonymi wydmami, które przypudrowały wierzchołki piaskiem, zostawiłam wszystko. Zdejmuję kapelusz, Martynka tylko czeka na taką okazję: jej drobna buzia ginie pod szerokim rondem słomkowego kapelusza. Czuję wiatr na policzkach. Już nie ma rozdzierających mnie na strzępy rodzinnych trosk moich dzieci, 25 podopiecznych mojej duszy. Jest tylko wiatr, na którym Adaś z tatą puszczają latawce.
Moje dwa niejadki jeszcze tęsknią za przedszkolem. Dzieci w naturalny sposób potrzebują rówieśników, lgną do siebie jak magnesy. Dlatego przedszkole jest tak ważne i potrzebne w ich życiu. Martynka wymienia imiona koleżanek swojej nowej przyjaciółce. Dzieci potrafią tak pięknie się zaprzyjaźniać. Robią to w tak ekspresowy sposób, że wątpliwości nie mają szans wcisnąć się pomiędzy tętniące sympatią te dwie urocze dziewczynki. Wątpliwości należą tylko do świata dorosłych. Zastanawiam się:
Czy wybrałabym inaczej?

***
Poranek na pustej plaży…
Chmury tak lekko i pomalutku przesuwają się po lazurowym niebie. Czy niebo może być aż turkusowo-lazurowe? Moje niebo takie właśnie jest. Lazurowo – piękne. Ciepły piasek otula moje dłonie, które wycięły w tym roku setki listków, zwierzątek, chmurek i serduszek. Przesypuję piasek z jednej dłoni do drugiej i coraz bardziej zaczynam rozumieć dzieci. Tylko one potrafią tak uparcie integrować się w piaskownicy. One tworzyły kręte korytarze, ja próbowałam tworzyć osobisty wizerunek nauczycielki. Szukałam w sobie nauczycielki, która zatroszczy się nie tylko o dzieci, ale także o siebie. Sięgałam po złotą broń w tym zawodzie: dystans – mówiłam sobie. On nie zawiedzie, to gwarancja zdrowego związku z tym zawodem. Kto raz zetknął się z nauczaniem w przedszkolu, ten wie, jaki smak ma „zaangażowanie”.

Zaangażowanie nauczycielek przedszkola ma smak słodko-gorzki.

Dzieci mają spostrzegawcze zmysły. One wyczują zbliżające się załamanie pogody. Dlatego doskonale rozpracują nasze zniechęcenie, pośpiech i powierzchowność. Skąd więc czerpiemy tyle siły, aby się temu przeciwstawiać? Z silnego charakteru tej pracy. Kto nie będzie mocno zaangażowany – nie wytrzyma w tym duecie. Związek z nauczycielstwem niesie ze sobą pewne ryzyko:

dokonywanie zmian na lepsze.

***
Dlaczego dokonując zmian w swoim zawodzie, ryzykujesz? – usłyszałam pytanie męża zaglądającego mi przez ramię, gdy pisałam ten odcinek w towarzystwie białego kota gospodarzy.

Bo za każde słowo ponosisz gigantycznych rozmiarów odpowiedzialność. W naszym zawodzie odpowiedzialność się mnoży. Zaciągamy kredyt zaufania i wchodzimy do obcych domów, do czyjegoś życia, do czyichś serc – moje też bije mocniej za każdym razem, kiedy przebiegają mi w myślach minione wydarzenia z przedszkola, miniony rok…

Odpowiedzialność jest obecna i wpisana w każdy zawód – odpowiada mój mąż. Ma rację.

Ale tu poruszasz niebem i ziemią dwojga ludzi lub jednego z nich. Stajesz się powodem trzęsienia ich prywatnej przestrzeni, w której do tej pory żyli bez zakłóceń. A ty im tę codzienność zakłócasz. Rodzicom trudno jest w pierwszej chwili pogodzić się z tą zmianą. Uczą się w niej funkcjonować, uczą żyć. A ty im w tym pomagasz, cicho towarzyszysz. To proces, to nie dzieje się od razu. To wymaga empatii. Empatia bywa wyczerpująca.

Odrywam się od pisania i podchodzę do okna. Czuję jak lekko i przyjemnie zapowiada o sobie letni deszcz. Czyni to w wyjątkowo osobliwy sposób. Trudno go opisać, trudno stawać w konkury z niebywałym uczuciem, jakie wywołuje w głowie nareszcie wolnej od zawodowej refleksji i nieustannej uwagi. Ale można porównać do smaku satysfakcji, którą znają tylko nauczyciele przedszkola.

Więc po co w takim razie to robisz? – mąż pytająco odprowadza mnie wzrokiem do komputera, w zaciszu którego drzemie biały kot z jedną czarną skarpetką.

Bo tylko w ten sposób mogę przemieniać świat na lepszy… – odpowiadam i wracam do pisania.

***
Kolejny dzień nad morzem.
W obrazach wyobraźni i rozsądku przywołuję swoje przedszkolaki. Powracają w głowie niejedne wspomnienia i otulam nimi resztki zmęczenia zabrane ze sobą z pracy. Maleńkie ziarenka piasku są wszędzie, wkradły się nawet do kącików kieszeni. Dzieci otaczały mnie każdego dnia, 11 miesięcy wypełniały moją codzienność. Ale czy tylko zawodową? Pewnie nie…

Myślę: Czy wybrałabym inaczej?

Zabawa piaskiem wciąga i koło mnie w mig powstaje prosty zamek. Dla moich przedszkolaków też najprostsze rzeczy miały wartość. To wartość bezdyskusyjna. Zabierały ze sobą do domów pospiesznie rysowane przeze mnie księżniczki, autka, samoloty… Przytulały do policzków, trzymały kurczowo przy sercach. Wymięte, pogniecione kolorowanki, te „od pani” były bardzo cenne, potrafiły rozpędzić smutki i dziecięce zmartwienia. Czuję mały ucisk w sercu, kiedy…
przypominam sobie
Dorotkę zdobywającą teren mojego biurka, Krzysia kurczowo ściskającego mnie za rękę, Zuzię kryjącą się w kwiatach mojej sukienki… Na do widzenia Ada, wychodząc z sali, potrafiła wrócić się ze schodów, aby mnie przytulić. To jedne z tych chwil, kiedy uśmiech sam wyrywa się z duszy i proszony czy nie – pojawia się i tak. To takie niewidzialne iskierki wędrujące po plecach, przyprawiające o miły skurcz w kącikach ust. Unoszą się zawsze, gdy myślę o swoim ważnym miejscu, jakie zajmowałam w życiu swoich starszaków. Słonecznie i naturalnie gościłam w ich małych główkach.
Bałtyckie słońce rozleniwia, a na to nie było czasu w ciągu długiego roku i niezwykle intensywnej pracy. Plaża nad morzem ma swój niezwykły charakter. Można by ją złapać w „kadr przeżyć” i odtwarzać w trakcie powrotu do domu. Do pracy, do przedszkola. Trzeba zabrać ze sobą tyle, ile się da: ciszy lasu, szumu fal, zamków z piasku i tej odległości… Trzeba się tym nasycić, przesiąknąć, nabrać w garści, aby potem móc oddać tę esencję radości dzieciom. Wtedy one przejrzą się w naszym zadowoleniu jak w lustrze i również będą się uśmiechać.

Przekonałam się, że nie wybrałabym inaczej.

W tym zawodzie potrzebna jest przestrzeń, aby działać. Zmęczenie oddala nas od tego co ważne i zacieśnia granice pomiędzy chęcią a jej brakiem, zatacza pętlę wokół narastającego poirytowania. Trzeba przerwać to koło frustracji i pęczniejącego niezadowolenia. To nie jest możliwe w tej materii, nie w tej dziedzinie.

Nauczycielom nie tylko odpoczywa głos podczas wakacji. Odpoczywa przede wszystkim dusza. Nasze dusze zmęczone są ciągłym podejmowaniem decyzji. I nieustanną, obowiązującą w tej pracy empatią, piękną i mistrzowsko umiejętną. Ona rośnie wyłącznie w zaciszu naszego zawodowego dystansu. Dystans, Twój nowy zawodowy przyjaciel. Zaprzyjaźnij się z nim. Bo warto.

***
W tym roku oddałam sześciolatki do klasy pierwszej. Oddałam cząstkę siebie, niewidzialną i wrażliwą. Oddałam trochę swoich uczuć, mnóstwo wiary w ich możliwości i sporo wzruszeń ze wspólnych sukcesów. Może trochę więcej.

Nagły podmuch wiatru próbuje przywołać do porządku fale, ale one mają w nosie monotonną choreografię i zaczynają wymykać się spod kontroli. Łaskoczą stopy wszystkim, którym nie udało się uciec przed chłodnym pocałunkiem morza. Fale zapraszają do zabawy. Martynka i Adaś chętnie korzystają z zaproszenia wirujących fal, a one jakby tylko czekały na taki finał. I kolejna myśl:

czy nie byłam zbyt blisko ich prywatnych, oficjalnych spraw? Czy nie podchodziłam zbyt odważnie? Czy mnie było wolno? Mnie, nauczycielce przedszkola?

Czy nie angażowałam siebie zbyt mocno, czy czas nie przyspieszał, gdy próbowałam wyprzedzać fakty? Zawsze byłam razem z dziećmi. One zapraszały mnie do swoich małych serduszek i opowiadały sobą swoje ważne opowieści. W szeroko otwartych oczach dostrzegałam blask, który czasami gasł. Powód był zawsze ten sam: brak czasu i brak zainteresowania ze strony rodziców. One bolały najbardziej. Ja leczyłam te bolące miejsca. Bo zostawałam z nimi sam na sam. Nauczyciele działają z ogromną dozą spontaniczności w swoim postępowaniu, bez przygotowania z rozdziału dziecięcych trosk. Są zawsze w pogotowiu, mają energię. Skąd?

Z miłości, jaką dostają od dzieci. To niebywała motywacja do stawania się lepszym nauczycielem! To uznana wygrana w grze o wartość tego zawodu. Dziecięce słowa w naszym zawodzie potrafią przewrócić świat dorosłego do góry nogami: zabawne, miłe dla ucha, brzmiące wyjątkowo i skierowane wyłącznie do nas, nauczycielek przedszkola:

Kocham panią, pani Izo….
Kiedy będą z panią zajęcia, pani Magdo…?
Gdzie idziesz? Dlaczego już idziesz, pani Agato?
Zostań ze mną, zostań z nami… Nie chcę, żebyś szła, nie chcę…

Znacie to? To jest piękne! To jest to, co wyróżnia ten zawód, jego piękny charakter, jego wpływ na nas. Tych wypowiedzi jest o wiele, wiele więcej, one się nie kończą… Pomyślcie, odnajdźcie w nich siebie, odszukajcie w nich „swoje dzieci”. Przedszkolaki są w wyjątkowy sposób „nasze”, tak emocjonalnie i pięknie „nasze”.

***
Możecie być spokojne. Dobrze wybrałyście. Jesteście na właściwym miejscu. Ja też wybrałam tak jak wy. To nas potrzebują dzieci w przedszkolach. To tu, w przedszkolach, dostają odpowiedzi na najbardziej nurtujące ich pytania. To tu nauczą się, jak ważny będzie drugi człowiek w ich życiu. Odpocznijcie. Pomyślcie: zrobiłam dużo, bardzo dużo, więcej. I będę robiła jeszcze więcej. Ale nie dziś, nie jutro. Ale za chwilę. Najpierw odpocznę. Nazbieram sił. Nasze dusze są wyczerpane, empatia mocno nadszarpnięta, a naszej wewnętrznej nauczycielce brakuje motywacji. Przyznajmy się do tych uczuć. Zróbmy miejsce w naszych sercach na uczucia rodzinne, osobiste, ważne. Zróbmy miejsce w głowach na dobre myśli.
W te wakacje nauczyciele muszą się zatroszczyć o siebie. Dzieci są witalne, potrzebują niewiele czasu, aby się zregenerować. My potrzebujemy go znacznie więcej. Dlatego, aby magia nauczycielki przedszkola mogła znów w kolejnym roku zakiełkować i zakwitnąć w naszych sercach, teraz zwolnijmy. Jeśli jest w Tobie cały czas świadomość, że chcesz nią być przez okrągły rok – zwolnij jeszcze raz. Bo jeśli chcemy troszczyć się o innych, najpierw musimy zatroszczyć się o siebie. Teraz możemy to zrobić w pierwszej kolejności.

Rozglądajcie się, doświadczajcie, zdobywajcie. Bogatsze, z nowymi przeżyciami, będziecie dla dzieci atrakcyjniejsze. Dla rodziców – wiarygodniejsze, a dla siebie samych, po prostu sprawiedliwe.

6 komentarzy do “Czy wybrałabyś inaczej?”

  1. Czasami Wam zazdroszczę, że macie starsze dzieci, że więcej możliwości …Jednak ” Przekonałam się, że nie wybrałabym inaczej.” 😉
    W czwartek pożegnałam moje maluchy, które mną zawładnęły całkowicie przez całe 11-cie m-cy. Nie tylko 8 godzin w pracy /tak taki system ;( / ,ale i w domu. Mam to szczęście, że moje prywatne dzieci już dorosłe, więc nie mają mi za złe, że większość każdego wieczoru poświęcam Krasnalom. Zawsze we wrześniu witam /wraz z koleżankami/ 35 malutkich dzieci, które albo właśnie skończyły 2 latka, albo wciągu najbliższych m-cy/do grudnia/ je ukończą . Oczywiście najtrudniejsze są pierwsze dwa tygodnie, bo później nie chcą wracać do domu 😉
    Jak je kształtujemy, jak rozwijamy ich kreatywność, rodzice codziennie podglądają na stronie 😉
    Ten cykl opowiadań o życiu /bo przecież ta praca to nasze życie /nauczycielek przedszkola odbieram bardzo osobiście, mimo że jestem opiekunką dziecięcą i pracuję tylko w żłobku.
    Mnóstwo zdarzeń, przemyśleń to część mojego zawodowego ego.
    Chylę czoła przed panią, pani Karolino 😉
    Dziękuję.
    ps. Mieszkam nad morzem, dla podładowania akumulatorów zdarza mi się 5 razy w tygodniu, tuż po pracy odbyć plażą spacerek. Bardzo mnie wycisza, uspokaja 😉 Polecam 😉

  2. Ja dokonalabym innego wyboru. Niestety duzo sie zmienilo odkad zaczelam prace. Sa to zmiany na gorsze. Zdecydowanie. Kiedy w latach ’80 zaczynalam prace wymagania wobec dzieci byly zgola inne niz teraz i spojne z tym o czym i ja bylam przekonana. Obecnie priorytety sa inne. Mniej mi odpowiadaja. Dzieci sa wychowywane przez rodzicow wg innych zasad; czesto sprzecznych z tym co uwazam za sluszne i dobre dla dzieci. Rodzice czesto nie szanuja nauczycielek; unikaja rozmow; oczekuja wylacznie pochwal n/t dziecka. Nie szanuja nauczycielek; obarczaja przedszkole cala odpowiedzialnos
    cia za wychowanie. Czasami rodzice zdaja sie byc przerazeni jesli maja spedzic z dzieckiem dluzszy czas niz tylko weekend; kiedy sa swieta lub ferie. Poza tym jest ogrom oracy biurowej ; papierkowej ; np.pozwolenia na wszystko . Na pierwszym zebraniu z rodzicami pizwolenni innych drukow jestnpk kilkanascie odnosnie kazdego dzidcka.i te kolka w dzienniku /codziennie jedenascie przy obecnosci/. Jestem rozgoryczona ale nie bez przyczyny. Nie polecam mlodym dziewczynom tego zawodj. Uwazam ze nasza praca jest niedoceniana. Zapowiada sie ze bedzie coraz trudniej. I jeszcze to ze nazywaja nas przedszkolankami;;) chociaz nestedmy nauczycielkami

    rrozmowno dziecku. Oczekuja whlaznie pochwal n/t dziecka

  3. Piękne i bardzo wzruszające…
    Jestem młodą nauczycielką – za mną pierwszy rok pracy – okrągły rok … z krótkimi wakacjami (tak – dwa tygodnie) – system 40/40. 20 dni urlopu. Bycie nauczycielką, pomocą, pomocą kuchenną i sprzątaczką w jednym daje w kość. Czułam się zmęczona, ale nie wyobrażałam sobie „zostawić moje dzieci”. Frustracja czasem narastała, ale w duszy powtarzałam sobie, że przecież to nie ich wina. Muszę być dla nich oparciem… a przecież to one były oparciem również dla mnie. Wspieraliśmy się razem. Mówiliśmy sobie, jak bardzo się lubimy, kochamy .. jacy jesteśmy super. To nic, że nam czasem coś nie wychodzi, że coś się nie uda, że ktoś może mieć gorszy dzień, ktoś płakał, krzyczał, nabroił. Ważne, żeby lubić ze sobą przebywać. A dzieci potrzebują naszej obecności i uwagi, naszego zaangażowania. Wiele się przy nich nauczyłam. Czy wybrałabym inaczej? NIE, dla tych wspaniałych emocji i wspomnień, dla wzruszeń. Dostałam szansę, podjęłam decyzję, ale nie zmieniam zawodu. Po prostu muszę zrobić więcej miejsca w serduszku dla nowych dzieci i starać się być lepszą nauczycielką a przede wszystkim wychowawcą. Pozdrawiam

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.