Dusza Nauczycielki cz. 3

Złota myśl znajduje się na końcu tej historii.

Przeczytaj pierwszą część: tutaj
Przeczytaj drugą część: tutaj

***
Pani Izabelo,  jest pani proszona do telefonu. Dzwoni rodzic.

Przy drzwiach pani Zosia częstuje mnie cukierkiem owocowym.  Przed słowami, które miałam za chwilę usłyszeć w holu szatni, powinnam zjeść cały kilogram. Rozgryzam cukierka i w sekundzie przelatuje mi przed oczami obraz kwitnących jabłonek w ogromnym sadzie mojej mamy. W ciszy szumiących drzew naprawdę odpoczywałam i nie chciało mi się nawet złościć, gdy Martynka i Adaś bawili się w chowanego, a ja godzinami nie mogłam ich znaleźć… Też mam syna, uwielbia swoje przedszkole. I też ma na imię Adam. Może dlatego ten mały chłopiec tak absorbuje moje myśli?

Słucham? Izabela Milewska przy telefonie.

Chciałam odebrać synka jeszcze przed obiadem, nie chcę tak długo w pierwszy dzień trzymać go samego.

Adaś nie jest sam… – gryzę się w język. W zamian:
A dzień dobry pani Anno, poznałam panią po głosie. Proszę być spokojną, Adaś znakomicie się czuje. Poznał kolegów i bawi się z nimi w wyścigi samochodowe, zjadł nawet pół kanapki z masełkiem na śniadanie. – relacjonuję ze szczegółami…

Ach tak… tylko z masłem? Pewnie jest głodny, będę za 10 minut, proszę mu powiedzieć, że już jadę.

Ależ pani Aniu, nie widzę takiej potrzeby. Zabawa z dziećmi pochłonęła Adasia na tyle, że ani raz nie zapytał o jedzenie…

…a o mamę?

Nie zapytał ani raz – odkrztuszam zgrabnie i z gracją, zyskując na czasie. Wymijam tę niewygodną odpowiedź, która jest jednoznaczna. Z pogodą ducha, przecież nie kłamię, tylko odpowiadam:

Adaś potrafił zaciekawić kolegów swoją szeroką wiedzą o wyścigowych autach. Cieszę się ogromnie, że z taką łatwością nawiązał relacje z rówieśnikami. To bardzo ważne dla jego przyszłego pobytu w grupie. Ale myślę, że z tym nie będzie najmniejszego problemu. Już widać, że będzie lubiany przez dzieci.

Trochę nie na temat, ale przynajmniej zażegnałam wiszące w powietrzu rozczarowanie. Wiadomość pomyślna, też ważna. Jeśli nie najważniejsza…

W takim razie do widzenia – i tyle?

Tylko tyle? Zero entuzjazmu, żadnej ulgi? Po dzisiejszej wojnie, jaką stoczyliśmy przed drzwiami sali, w której Adaś beztrosko się teraz bawi, nie słyszę okrzyków zwycięstwa?? Oj Iza, za dużo oczekujesz, za dużo chcesz! Sto lat temu może ktoś podziękowałby ci za twoje opanowanie, twoje starania i zaangażowanie. Dziś im się to należy. To roszczeniowe pokolenie. Ty też do niego należysz, cztery, pięć lat w tę lub w tę stronę. Więc siedź cicho. Zanim nie przywołam rozkojarzonych myśli do porządku, nie wrócę na górę.

Wszystko w porządku, pani Izabelo? Wygląda pani na zmartwioną…

Raczej zamyśloną. W dziwny sposób zakończyła rozmowę jedna z mam mojego dziecka… – jestem tak zaskoczona, że nie zauważam Dyrekcji wychodzącej z Kancelarii.

Nie pożegnała się? – Dyrekcja mija mnie z pytającym uśmiechem. Poklepuje mnie po ramieniu, jakby przeczuwała, że znów angażuję się w coś o wiele za daleko, niż pozwala mi na to moja wrażliwość. Dyrekcja o tym wie, zna swoich pracowników. Ja też wiem, tylko o tym zapominam.

Nie… tylko jakby nie skończyła… nie ucieszyła się, nie podziękowała… nie przywitała się nawet… – mówię chaotycznie.

Pani Izo! Dziś już mało kto jest wdzięczny nam za to, co robimy. Rodzic stał się klientem! Dystans, pani Izo, wciąż Pani powtarzam: dwa kroki w tył! – i znika żywo rozbawiona, ale z odcieniem satysfakcji, spokoju i dumy z posiadania pracownika, który nie pozostanie obojętny wobec ważnych spraw. Może być spokojna. I wie, że jeśli świat będzie walił mi się na głowę, dopiero wtedy poproszę ją o pomoc. Na razie i tak nic ode mnie nie wyciągnie. Wie, że jestem uparta i działam w pojedynkę, przyzwyczaiła się do mojej przekory. Ale ma do mnie całkowite zaufanie. Wydarzenia minionych paru miesięcy w szczególny sposób zbliżyły nas do siebie. I tym razem nie wolno mi zawieść  Dyrekcji, samej siebie i pani Anny.

Nie zawiodę. Jestem nauczycielką tego przedszkola. W tej placówce miało już miejsce wiele wygranych batalii. Nie wolno złożyć broni. Nie nam, nauczycielom.

Kolejny raz to samo. Cisza przed burzą. Przed nawałnicą. A w samym środku cyklonu ja. No bo kto?

***
Pół godziny od rozmowy telefonicznej z panią Anną.

Pani przyszła po dziecko? – pani Zosia stara się zamknąć drzwi sali, które ta kobieta przytrzymuje z wyrafinowanym wdziękiem i w stanowczym geście dezaprobaty dla swojego rozmówcy.

Proszę na razie nie wchodzić do sali. Pani Izabela prosiła, aby nie przeszkadzać. Rozmawia z dziećmi i zależy jej, aby nic ani nikt nie rozpraszał ich uwagi. Proszę poczekać jeszcze chwilkę. Jestem pewna, że zaraz skończą.

Co takiego dzieje się w tej sali, że rodzic nie ma prawa tam wejść??! – nieco zbita z tropu, bezwzględna szefowa firmy, której zawsze słuchają podwładni. Nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś jej czegoś odmawia.

Kochana pani Zosia zawsze bierze sobie do serca to, o co ją poproszę i tym razem z odwagą i bez cienia potencjalnych konsekwencji staje w progu sali, zasłaniając sobą dostęp do drzwi. Są uchylone. Czarujący zmysły i pełen sympatycznych wibracji w brzuchu zapach obiadu przeszywa atmosferę ciszy i bezpieczeństwa panującą w sali seledynowej.

Rozluźniam się, jestem szczęśliwa! Moja grupa jest zdyscyplinowana, mądra, współpracująca. Dziś zaczęła się integracja. Dzisiaj jesteśmy w komplecie. Jest nas 25. Nikogo nie brakuje. Nie brakuje żadnych dobrych uczuć.

Kochani, proszę usiądźcie w kole. W mojej kieszeni zamieszkał malutki krasnoludek. Jest tak mały, że cały się tu mieści. – Zaglądam do kieszeni szerokiej bluzy, mrugając porozumiewawczo do swojego kieszonkowego, wymyślonego przyjaciela. I w ten sposób w sekundzie zyskuję długo oczekiwaną ciszę, w której można usłyszeć jedynie wstrzymywany oddech w małych zachrypniętych gardełkach.

Ten krasnoludek to mój przyjaciel. Z wami też bardzo chciałby się zaprzyjaźnić, ale się wstydzi wystawić nosek, bo nie wie, czy nie będziecie się z niego śmiać.

Dlaczego mielibyśmy się z niego śmiać? – moja Hania! Moja perła w koronie!

Haniu, krasnoludek ma podarty kubraczek i trochę za dużą czapkę, która zsuwa mu się bez przerwy na oczy. Do tej pory ze wstydu mieszkał wciśnięty w ciasną, najniższą szufladę mojego biurka. Dopiero od dzisiaj postanowił być bliżej was i wskoczył mi do kieszeni, kiedy wy bawiliście się z waszym nowym kolegą. Krasnoludek też zapragnął stać się waszym nowym przyjacielem. Tylko nie wie jak się do tego zabrać i jak to jest być tym przyjacielem dzieci? Jest jeszcze coś: ten mały krasnal trochę popłakuje, bo martwi się, że nie przyjmiecie go do swojej grupy. I jest mu wstyd, że nie umie się przyjaźnić. Pomożecie mu?

Dzieci kiwają rozczochranymi główkami. Urocze!

Przyjaźnić się to coś fajnego. Trzeba się dzielić z innymi. Nie wolno wyrywać zabawek, ani zabierać. Nie można się z kogoś śmiać. Nie wolno popychać ani wyciągać rzeczy z szafek innych dzieci. Trzeba pomagać dzieciom sprzątać zabawki, trzeba pocieszyć, jak dziecko się przewróci i powiedzieć o tym pani. Nie wolno krzyczeć, trzeba ładnie zwracać się do innych.

Przyjaciel to ktoś, kto ma dla nas czas, kto się uśmiecha i komu się wierzy, bo on mówi prawdę. – znowu Hania.

Dzieci w przedszkolu mają dla siebie czas. Spędzają go ze sobą według ustalonych wspólnie zasad, opierając się o reguły zawieranych grupowych kontraktów. Odwołujemy się do nich za każdym razem, gdy… To bardzo oficjalnie brzmi, prawda? Omijacie zapewne ten kawałek, przecież to takie oczywiste, szorstkie w przekazie, naturalne, mamy to we krwi..

Ale jeśli o tym samym powiedzą dzieci swoimi słowami? Brzmi niezwykle.

Chciałam, aby to dzieci zwracając się do krasnoludka, opowiedziały Adasiowi o naszych obowiązujących w przedszkolu zasadach. One wymieniały rzeczy, które dla nich wydawały się najważniejsze. Zrobiły to o wiele lepiej niż ja. Dzieci w przekazie ważnych dla siebie informacji są skrupulatne, uważne i  szczere. A dorośli?
W obecnej rzeczywistości dorosłych panuje przekonanie o nieomylności ich racji i reguł postępowania. Pamiętam z lat szkolnych transparent wiszący nad drzwiami mojego liceum, który uczniowie zawiesili w dzień Studniówki: „Ty, który tu wchodzisz, żegnaj się z nadzieją.” Kontrowersyjny? Ale to wspomnienie zainspirowało mnie do znalezienia puenty dla tej długiej historii. Od września przyszłego roku zawieszę transparent skierowany do Rodziców przyprowadzających dzieci do naszego przedszkola. Chcecie wiedzieć, jaka będzie jego treść?

„Ty, który tu wchodzisz, zaufaj nauczycielce swojego dziecka.”

***
Czy mama Adasia zapamiętała zasady, według których przedszkolaki znajdują przyjaciół? To recepta także dla niej na rozsądne i mądre rodzicielstwo. Opowiadając dzieciom o krasnoludku, widziałam ją kątem oka. Poznałam ją po donośnym głosie… bezwarunkowym, zniecierpliwionym, w którym zabrakło mi czasu dla Adasia. Czasu na bycie dzieckiem. A to mu się należy. Bez tłumaczenia dlaczego i za co.

Nie wystarczy być dzieckiem, aby mieć związane z faktem tym przywileje. Trzeba jeszcze spotkać na swojej drodze nauczycieli, którzy stworzą przestrzeń na wyłączność dzieciom, aby mogły one realizować swoje dzieciństwo bez emocjonalnych zakłóceń dorosłych.

Adaś nie chce wracać do domu, do swojej twierdzy samotności, już nie podoba mu się rola króla… Tu jest jego miejsce, wśród innych dzieci. Zawsze będę tu na niego czekać. Tak samo na 24 pozostałych „moich” dzieci. Jestem ich nauczycielką. Razem tworzymy nasz wspólny przedszkolny świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.