Internetowa społeczność

– Aniu, zostawiłam torbę z zakupami w swojej sali! Muszę wejść. Zajmie mi to minutkę – kieruję rękę na klamkę, ale Ania zagradza mi drogę. Ma dziwne oczy, takie jakieś nienaturalne, nie jej.

– Ale tam rozmawia Monika z tą mamą…

– Z którą? A zresztą nieważne. Słuchaj, jak zostawię jogurty, to po weekendzie najprawdopodobniej już nie będą nadawały się do jedzenia… Kurcze, że też całkiem o nich zapomniałam. Nie, no muszę wejść. A może ty byś mi wzięła? Plisss!! – Ania jest osobą, która opiekuje się holem, rodzice znają ją głównie z szatni, w której pomaga im wywołać dzieci z poszczególnych grup. Jest daleka od naszych nauczycielskich spraw, a tym bardziej życia rodziców.

– Nie, lepiej już ty wejdź. A ta rozmowa…

– Wiem, wiem… Może się przeciągnąć… – nagle widzę dwa cienie sunące po drzwiach. Myślę – wstały i kierują się do wyjścia. Świetnie, zabiorę jogurty. Drzwi jednak pozostają zamknięte i nikt z nich nie wychodzi. Siadam więc na ławeczce grupy pierwszej, ale nie na długo. Drzwi gwałtownie otwierają się i o mały włos nie wypada z nich jakaś kobieta. Jest zła i nieprzyjemnie syczy przez zęby:

– Żądam rozmowy z Panią Dyrektor!

Monika milczy jak grób i jest tak blada, jakby za chwilę miała stracić przytomność. Natychmiast odwracam się do półek, które szczęśliwym trafem są pod ręką i udaję, że szukam ubranek. W sumie to i tak obie nie zwracają na mnie większej uwagi. Kobieta podtrzymuje swoje żądania, powtarzając je w kółko z taką werwą, że na skroniach dostrzegam sinoniebieskie żyły. Mam wrażenie, że zaraz pęknie.

– Dlaczego pani mi to zrobiła? Pracuję w korporacji, zna mnie setki osób. Zależy mi na dobrych kontaktach z klientami, zarządzam ludźmi z różnych części Polski. Czy pani wie, jak taka sytuacja mogła zaważyć i pewnie już zaważyła na reputacji i wizerunku mojej firmy? Ile pani ma lat, aby oceniać moją pozycję zawodową i jednocześnie punktować mnie w roli matki na oczach tysiąca osób?! Czy pani zdaje sobie sprawę, jak mi pani zaszkodziła? Teraz wszyscy będą uważać, że zajmuję się karierą zamiast własnym dzieckiem. Jeśli miała pani do mnie jakąkolwiek uwagę, jeśli się pani nie podobam lub sądzi pani, że nie wypełniam wystarczająco swoich rodzicielskich obowiązków, wystarczyło ze mną porozmawiać! Liczy się pani z opinią obcych i równie nierzetelnych przedszkolanek jak pani, skoro podjęły dyskusję w takim licznym gronie!! Nie pozostaje mi nic innego jak odwdzięczyć się pani i opisać pani zawodowe niekompetencje – również przed stosownym gremium, jakim jest internetowa społeczność. Mam tylko nadzieję, że moją opinię podzielą również inni rodzice, których pani skrzywdziła.

– Rany boskie! – szepczę do siebie półgłosem, ale mój szept prawie rozsadza mi gardło. O mało co nie wejdę do półki z ubrankami Emilki. Cały hol milczy. Jakby zapadła się ziemia alb urwał sufit. Albo jakbym znalazła się w wymarłym mieście. Cisza powalająca. Cisza jakby czas nie istniał. Jakby przestało istnieć życie.

Nikt się nie rusza. Nawet dzieci tak dziwnie zamilkły, wyciszyły i porozumiewają się półsłówkami. Monika ugrzęzła w miejscu, w którym zobaczyłam ją po raz pierwszy odkąd ta kobieta niemal nie wyfrunęła z drzwiami. Paru rodziców skupia na mnie wzrok, bo poza zainteresowanymi, w szatni z pracowników jestem tylko ja. Najdrobniejsze zagięcia i fałdki, jakie znalazłam na ubrankach w półce Emilki, wyprasowałam palcami, wciskając w materiał swoje zażenowanie i strach. Próbowałam wmówić sobie, że to, co słyszałam, to tylko sen.

– Proszę państwa, sądzę, że sprawa jest już zamknięta. A skoro nas nie dotyczy, spokojnie wracajmy do swoich obowiązków – pierwsza wyłaniam się z zakłopotania, w centrum którego znalazłam się zupełnie bez powodu. Rodzice odzyskują głos. Hol znów zaczyna tętnić swoim życiem.

– Przepraszam, ja tylko po jogurty… – prześlizguję się prawie po ścianie, uważając, aby nie dotknąć drzwi. Wydaje mi się, że są świadkiem w sprawie i zaraz odlecą. Takie mocne uderzenie z pewnością naruszyło ich wieloletnią konstrukcję.

– Dzień dobry pani, Izabela Milewska, nauczycielka pięciolatków, sąsiadka pani Moniki. Zza ściany – podaję jej rękę, ale ona zaczyna szukać czegoś w torebce. Daje mi do zrozumienia, że nie ma ochoty na żadne kompromisy. Twarz Moniki niepokoi mnie do tego stopnia, że zaczynam obawiać się o jej słabe nerwy. Znam ją od dawna i wiem, że w tej sytuacji sama sobie nie poradzi. Ta sytuacja przerosłaby każdego.

– Przyszła pani po odbiór dyplomu? Jutro będzie można odebrać. Proszę powiedzieć Małgosi, aby się nie martwiła, bo pierwsza nagroda czeka na nią w przedszkolu. Niestety mamy przemeblowanie i szafa z dyplomem została zastawiona… inną, a tak przy okazji, gratuluję mamie, że ma taką zdolną córeczkę. Z Małgosi to urodzona artystka! – mrugam do Moniki i wskazujący palec kieruję na usta. Ona wzrusza ramionami i marszczy brwi. Jakby chciała krzyknąć: co ty kombinujesz?!

– Praca Małgosi najbardziej podobała się jury. Cieszymy się, że mamy tak pracowitą i utalentowaną podopieczną – Monice szklą się oczy. Mruży je na wypadek, gdyby jednak jakaś łza zdecydowała się wymknąć spod kontroli. A ja tokuję dalej.

– Skąd pani zna moją córkę? – czy odniosło to skutek gorszy czy lepszy, nie wiem. W każdym razie chyba jakiś odniosło, bo ton tej kobiety nieco opadł, a częstotliwość, z jaką kierowała do Moniki swoje słowa znacznie zmniejszyła się o parę dobrych decybeli.

– Miałam przyjemność oceniać prace konkursowe. W naszym przedszkolu bardzo dbamy, aby młode talenty mogły rozwijać swoje zainteresowania w jak najlepszym kierunku.

– Tak, to prawda… Małgosia uwielbia rysować, jako dwulatka nie umiała jeszcze dobrze mówić, a już potrafiła trzymać kredkę w rączce i rozróżniała wszystkie kolory… – z rozrzewnieniem mówi o swojej córce. Jest w niej zakochana po uszy. Nic dziwnego, że Monika ugodziła ją w jakiś sposób. Chociaż kompletnie nie mam pojęcia, o co ta cała awantura, to czuję, że skoro już tu jestem – to powinnam złagodzić panującą tu atmosferę.

– Dlaczego tu są takie krzyki? Przed chwilą zaglądnął do mnie zaniepokojony rodzic, który mówi, że obie panie nie mogą znaleźć wspólnego języka. Czy mam rozwiązać za panią jakiś problem, pani Moniko? I dlaczego pani Iza uczestniczy w rozmowie indywidualnej, która nie dotyczy jej podopiecznego? Jestem mocno zaniepokojona sytuacją, jaką tu zastaję.

– Pani dyrektor, pani Iza przechodziła po swoje rzeczy i poinformowała o wygranej mojej córki w konkursie. To jednak nie zmienia faktu, że chciałabym z panią porozmawiać w cztery oczy – ta kobieta broni mnie, lecz broni też swojej pozycji – pokrzywdzonej.

– Oczywiście, zapraszam panią do siebie – dyrekcja odwraca się i zmierza do Kancelarii. Wskazuje matce otwarte na oścież drzwi, po czym wraca do nas. Oddycha ciężko i powoli, a w tym oddechu jest rozczarowanie, niedowierzanie, wreszcie niezadowolenie. Pyta stojącą obok, wystraszoną Monikę, jakby od tej jednej chwili zależał jej los:

– Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć? – i nie czekając na odpowiedź, znika za drzwiami Kancelarii.

***

– Pani Moniko, proszę natychmiast do mnie – głos dyrekcji jest stanowczy i nie ma w nim żadnego ustępstwa. W całym przedszkolu atmosfera jest mało powiedziane, że gorąca.

– Oczywiście pani dyrektor, przekażę pani Moni…  – nie udaje mi się skończyć. Dyrekcja była tak zdenerwowana, że nawet nie zorientowała się, kto odebrał domofon.

– Monika… Musisz zejść do dyrektorki – bolało mnie gardło, gdy musiałam jej o tym powiedzieć. Czułam się źle w tej roli – jakbym wywoływała na salę sądową.

Czas, w którym schodziła na dół, musiał być dla niej koszmarny. Czuła, jakby wchodziła w samo piekło, które sama rozpętała. Zdawać by się mogło, że ta młoda i pełna energii dziewczyna znika z każdym krokiem, uchodzi z niej powietrze. Traci właśnie pracę, swoje najlepsze lata spędzone w gronie życzliwych i ważnych dla niej osób. Ale czy rzeczywiście traci wszystko?

Monika stała przed Kancelarią Dyrekcji. Ugięły mi się nogi, gdy zobaczyłam, jak wygląda. Była kompletnie inną dziewczyną. Wszystkie ogniki, jakie zwykle podkreślały jej wesołe oczy, w momencie zgasły, zostawiając po sobie szklące się spojrzenie. Patrzyła w dal, wsłuchując się w odgłosy miasta. Jestem pewna, że projektowała w myślach swoje życie, w którym nie ma już miejsca na przedszkole. Na to przedszkole. Na jakiekolwiek inne, o ile z czarną opinią w Internecie znajdzie gdziekolwiek jeszcze pracę.

– Monika! – łapię ją przed Kancelarią, zdyszana i purpurowa, bo szukałam jej po wszystkich grupach.

– Myślałam, ze już wyszłaś od dyrekcji i poszłaś do domu!

– Coś ty Izulku, wciąż czekam. Ktoś przyszedł… Nie mogę jeszcze wejść… Zresztą jakie to ma znaczenie, kiedy wejdę. I tak idę po wyrok…

– Monika, dlaczego nie walczysz?! Dlaczego nie powiesz swoich argumentów? Przecież chyba jakieś masz? Słuchaj, a o co tak naprawdę tu chodzi? Bo ja dalej nie wiem…

– Iza, ja… – chciała dokończyć: popełniłam błąd…

– O, jest pani. Bardzo dobrze, zatem zapraszam do środka – Monika wchodzi niepewnie, odwraca się do mnie i jakby prosząc o pomoc, kurczy się do postaci małej dziewczynki…

Przeczytaj część drugą


Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog

Jedna myśl nt. „Internetowa społeczność”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.