Ja w podwójnej roli: mama i nauczycielka przedszkola

Dziecko gromadzi w sobie różne uczucia, tak samo jak dorosły. Z tą tylko różnicą, że próg dziecięcej wrażliwości znajduje się krok od stolika.

***
Rzadko pisałam Wam o sobie. Częściej opowiadałam Wam cudze historie. Ten wieczór to wyjątkowy moment, aby uchylić rąbka prywatności. To będzie osobisty odcinek. Wystąpię podwójnie: jako mama i nauczycielka przedszkola. Te dwie cudowne role przesiąkają moją zawodową rzeczywistość i toczą niemały spór o berło pierwszeństwa. Wygrywa ta pierwsza… Zawsze pozostaję mamą, reaguję rozsądnie z domieszką emocjonalnej esencji, stawiam na miłość. Bez niej życie nie tętniłoby w rytmie pasji, nie podpowiadałoby najlepszych rozwiązań. I nie angażowałoby tak intensywnie w tę pracę i w przekonanie, że warto jest przemieniać świat.

***
Nie lubię sera!!

25 raz ona stara się namówić go do zjedzenia pysznego twarożku z rzodkiewką.

Nie lubię serka! Chcę masełko!

60 raz wyjaśnia, że serek jest zdrowy i dobry dla ząbków. Ale to nie przekonuje pucułowatej buzi.

Mama mi nie daje serka, proszem o masełko!

Wpadam do sali obok po listę na koło zainteresowań. I słyszę ciut za dużo, więc udaję, że mnie to nie dotyczy. Jednak nie pozwala przejść obok. Przykuwam wzrok do zapadłych kącików ust małego chłopca zjadającego własne łzy, zamiast twarożku z rzodkiewką. Jest bledziutki i ma schowane rączki w powyciągane rękawy dresowej bluzy. Kiedy dotykam środka małych rączek, czuję, jakie są spocone i chyba wystraszone. Jego buzia wykrzywiona w nieładny grymas wyraża kategoryczny sprzeciw. Gdy podchodzę bliżej, unika mojego wzroku. Jak spłoszone zwierzątko. Unika wszystkiego. Chciałby uciec do domu, do mamy, tu nie czuje się dobrze.

Iza, zostaw go, i tak nic nie wskórasz. To uparty osiołek – to nie jest zaproszenie do dialogu ze mną. To oskarżenie, to etykietowanie, nikt z nas tego nie lubi, tym bardziej dzieci.

W takim razie, skoro nie chcesz jeść kanapki z białym serkiem, widocznie nie jesteś głodny. Nie dostaniesz z masłem – stanowczy wzrok mojej koleżanki po fachu zatrzaskuje przede mną drogę ewakuacyjną. Jakikolwiek gest wymierzony w stronę tego chłopca zostanie odebrany jako wielki nietakt w wydaniu koleżeńskim i zacznie narastać antypatią o obrzydliwej bezkształtnej formie zwracania uwagi starszej ode mnie nauczycielce.

Nie wypada mi. Nic mi nie wypada. To nie moja grupa, nie moje piętro, nie „moje” dziecko, nie moja sprawa. To moja koleżanka, to jej grupa, to jej decyzja, jej polityka prywatności, jej sposób pracy i motywowania do jedzenia zdrowych posiłków. Wychodzę, nawet się nie odwracam, rzucam przez ramię: dzięki za listę!

Na schodach zatrzymuję się, wyrównuję oddech, wyciszam szalejące w brzuchu emocje. Tylko na tyle mnie stać?! Nie zareagowałam. Najchętniej zabrałabym tego chłopca ze sobą, dała mu trzy kromki z masłem, aby się najadł do syta. Czy Wy wszystko lubicie? Czy Wasze dzieci lubią absolutnie wszystko? Czy dzieciom wolno czegoś nie lubić? Jestem nauczycielką przedszkola. Jestem koleżanką. Pracuję w zespole. Jestem między młotem a kowadłem. Uczę dzieci. Opiekuję się dziećmi – a to brzmi już bardziej dojrzale. Obeszłam tę niewygodną odpowiedzialność szerokim łukiem. Wstyd! Wstyd mi przed samą sobą.

***
Rany boskie, włamanie!!

Iza, zwariowałaś?! To twój budzik, upierałaś się, że chcesz taką melodyjkę, a mówiłem ci, że obudzisz nim pół osiedla!

Ach tak, budzik… Przepraszam cię kochanie, śpij sobie.

Teraz mam spać?! Przez ten budzik można zawału dostać. Iza, jest 4.30!

Idę do kuchni, zrobię ciepłą herbatę. O 5 budzę dzieci. No nie gniewaj się, przepraszam…

***
Gdy kiedyś powiedziałam w towarzystwie, że jestem nauczycielką przedszkola, usłyszałam:
No coś ty? Zbyt duża odpowiedzialność… Nie chciałoby mi się…

Tak, odpowiedzialność budowniczego za dziecięcą, delikatną konstrukcję. Nie tylko za to, aby one trzymały się w liniaturze, aby zgrabnie wyodrębniały sylaby, aby rozpoznawały litery i przeliczały w zakresie 10. To podbicie karty wstępu do serc dzieci. Jeśli uznają, że „się nadajesz”, wpuszczą Cię. Generalnie większości z nas się udaje. Bo dzieci swojej pani ufają na starcie. Nauczycielka dostaje 10 punktów gratis od swoich przedszkolaków już z samego założenia, że jest panią. Bo panią lubi się odgórnie, ona zasługuje na tę sympatię awansem. Powinno się ją lubić, bo wtedy jest tak jakoś bezpieczniej i po przyjacielsku. I jest wzorowo, dostaje się plakietkę „dzielnego przedszkolaka.” Z czasem ta przyjaźń albo się rodzi na serio, albo rozmywa w uparcie wilgotnych oczach jesieni…

***
Czy przyjaciel przyjaciela doprowadza do łez? Wyjątkiem są chwile szczęścia. Czy my mówimy o szczęściu?

Chłopiec w jasnych loczkach pociąga nosem czerwonym od wycierania w sztywne zakończenie rękawa. Nie wstanie ze swojego miejsca. Ma zakodowane, że nie wolno odchodzić od stolika w czasie posiłku. Więc nie odejdzie, bo zasad się nie łamie. Nie w grupie, nie w społeczności. Nawet dziecięcej. No przede wszystkim w przedszkolnej. Bo tak mówi pani. Bo nie ma ustępstw ani odstępstw, tym bardziej od śniadania z białym serem i rzodkiewką. Nie ma i już. To dziecko parzy, jak jego koledzy jedzą i jemu też chce się jeść. Ale nie zna języka swojej pani, w którym mógłby jej wytłumaczyć, jak bardzo nie lubi rzodkiewki z białym serem.

***
Kochani! Pobudka! Popatrzcie na gwiazdki, jak pięknie zaglądają do waszego pokoiku.

Mamusiu spać! – o świcie przyjemne ciepło wypełnia pokoik moich dzieci, kusi snem i zmęczeniem.

Wiem, wiem, Adasiu, dośpisz w autobusie, chodź na śniadanko.

Stawiam przed Adasiem kanapkę z jego ulubioną szynką i wychodzę do pokoju, aby Martynce schować drugie śniadanie do tornistra. Ze wzruszeniem patrzę, jak sama próbuje związać sobie włosy. Ma 6 lat, szkoła zupełnie zmieniła jej życie. Uśmiecha się, wreszcie się udało. Wracamy do kuchni i… co?

Adaś śpi na stole. Kanapka ugryziona dwa razy. Kakao nietknięte.
I znów czeka nas śniadanie w autobusie…

***
Adaś przespał całą drogę. Ja biegnę odprowadzić Martynkę do szkoły i pędem z powrotem do przedszkola. Dzieci czekają na mnie w grupie na parterze.

Grupa piąta, idziemy na górę! – wołam i widzę uśmiechnięte buzie pięciolatków, wyspane, zaróżowione i przez chwilę zazdroszczę, że mają tak blisko do przedszkola.

***
Śniadanie. 8.30.

Pani Zosiu, co dzisiaj jest na śniadanko?

Kanapeczki z puchatym twarożkiem i zaczarowaną rzodkiewką – pani Zosia posiadała rzadki dar ozdabiania posiłków oryginalnymi epitetami.

Zapraszam was do stolików, smacznego kochani! – staram się jak tylko mogę zachęcić moje pięciolatki do zjedzenia pysznego, jak to określiła pani Zosia – zaczarowanego twarożku. Na całą grupę tylko bliźniaczki nie dały się przekonać. Siedziały cichutko, bo w swoich małych główkach wymyśliły, że jeśli nie będą się odzywać, nikt nie będzie kazał im jeść białego sera, którego nie lubią i do którego nikt za żadne skarby ich nie przekona.

Dziewczynki… spróbujecie? – pytam ciepło, ale w odpowiedzi trzeci raz otrzymuję te same spojrzenia, które mówią jedno: „Prosimy, nie każ nam tego jeść. Lubimy cię, ale nie lubimy twarożku. Chcemy już stąd iść, od tego stolika, od tego śniadania”. Dostrzegam jak trzymają się za ręce, ich dłonie są poprzeplatane i wtulone w siebie nawzajem. Czuję się potwornie, jakbym miała władzę absolutną. Nie chcę jej i chcieć nigdy nie będę. To, że jestem nauczycielką, nie czyni mnie królową.

Sytuację niewerbalnej wymiany myśli pomiędzy dziewczynkami a mną przerywa pani intendentka, która przyszła sporządzić raport żywności. Podchodzę do biurka, aby wpisać aktualny stan liczby dzieci zapisanych na poszczególne posiłki. Przeszkadza mi w tym Zosia, której rączki są wszędobylskie i akurat wertują kartki w dzienniku. Proponuję inne zajęcie dla małej Zosi, zatrzymując wzrok na przewróconej stronie z adresami. Bliźniaczki mieszkają poza Krakowem… a więc dojeżdżają, tak samo jak my. W jednej chwili do serca wkradają się pytania: co zjadły na śniadanie? I czy w ogóle zdążyły zjeść w domu? Czy rankiem tata z mamą nie byli pochłonięci rozmową, że auto znowu się zepsuło? Czy pośpiech nie zrujnował wszystkim dobrego humoru?

Nigdy nie dowiemy się, jak wyglądają poranki w domach dzieci. Nigdy nie dowiemy się, czy przyszły najedzone, głodne i jak bardzo tęsknią za śniadaniem z mamą i tatą. I jak silne emocje przyniosły dziś w swoich małych, wrażliwych duszyczkach. Możemy tylko się domyślać, możemy przypuszczać. Jeśli nam powiedzą – wspaniale! Jeśli będą milczeć – to być może rodzice zabronili im mówić. Ze wstydu, że nie zadbali, że nie zdążyli, że nie poradzili sobie. Przyprowadzić dziecko do przedszkola bez śniadania?! Wstyd! Niedobra matka! Okrutny ojciec! A przecież… życie… zdarza się…

Jeśli chcesz być nauczycielką przedszkola, powinnaś poznać życie chociażby od tej jednej, cholernie trudnej, bardziej stromej i bardziej prawdopodobnej strony…

Jeśli jesteś nauczycielką przedszkola, nie zadawaj pytań. Największą Twoją przyjaciółką jest przecież empatia. Bez niej nie wolno Ci przychodzić do pracy. Wstań rano, spiesz się, nie zjedz śniadania i poganiaj własne serce, zmobilizuj wszystkie siły. Fizycznie schyl się do poziomu dziecka i postaraj się zobaczyć szare płaszcze przepychających się pasażerów, szturchających Cię w delikatne ramię pastelowej kurteczki. Wtedy łatwiej będzie Ci zrozumieć czteroletni świat chłopczyka z loczkami. Zmarznij i pomyśl o kimś, kogo bardzo kochasz. I zatęsknij. Ja nauczyłam się mówić językiem dzieci, gdy Martynka powiedziała do Adasia w zatłoczonym tramwaju:

Kocham cię Adasiu, nawet jak się czasem złościsz. Jesteś ode mnie mniejszy, dlatego cię kocham.

Jestem dorosła, wykształcona, skończyłam dwa kierunki studiów. Ale prawdziwego życia nauczyły mnie moje dzieci. Pogodziłam te dwa indywidualne światy: mamy i nauczycielki. Dzięki nim łatwiej mi dzisiaj zrozumieć niechęć do twarożku z rzodkiewką. Nie naciskam, życie nie polega na wygranej i przegranej. Ale na tym, aby poradzić sobie w różnych trudnych sytuacjach.

***
Dziewczynki, a zjecie kanapki z masłem? – pytam i zamieniam talerzyki…

Dwie pary błękitnych oczu błyszczą przyjemnym uśmiechem, a rączki rozluźniają się, czerwone od splecionych kciuków. Świat dzieci jest jasny, pozbawiony metafor i zawiłości. Dziewczyny, nie stójmy za szklanym murem: niby osiągalne, niby dostępne… a jednak tak odległe, mało prawdziwe, na drugim końcu wyobraźni. Zrezygnujmy czasem i stańmy po stronie dzieci. Możemy przekonywać, próbować, zachęcać. Ale nie na siłę i nie za wszelką cenę. Nie zmienimy nikogo w jeden dzień. Bo to boli. To zniechęca na długo.

***
Przewartościowałam swój przedszkolny świat, gdy Martynka poszła do przedszkola. Wszyscy mi zazdrościli: super, masz dziecko przy sobie… A ona płakała, wiedząc, że mama jest za ścianą. Musiała nauczyć się, że jest przedszkolakiem i ma swoją panią; nie mogła iść do mamy, chociaż widziała ją po drugiej stronie ogrodu. Martynka po trzech latach oswajania się z mamą w podwójnej roli, poszła do szkoły. I Adaś wszedł w rolę przedszkolaka. Targały mną te same emocje, obawiałam się identycznie jak inne mamy, tęskniłam… Tak samo jak wszystkie bijące głośno mamine serca u progu sal. Moje biło w takim samym rytmie; w takim samym mocnym uścisku małych rączek stałam w szatni. Z chwilą, gdy stałam się mamą przedszkolaków, doświadczyłam rozłąki i pojęłam jej sens. Dzisiaj wiem jedno: dzieci będą kochać swoje przedszkole, jeśli dorośli będą pamiętać, że mają przed sobą dziecko.

Mądre wychowanie polega na stawianiu mądrych wyborów. Mądry wychowawca uważnie słucha dzieci i pozwala na niedojrzałe i odmienne argumenty, ale równie wartościowe i godne uwagi. Nie znaczy to, że im ulega. Ale dokonuje w swoim sercu naturalnej selekcji, kieruje się rozsądkiem w identycznych proporcjach jak miłością. Banalne? Prawdziwe. To codzienność nauczycielek przedszkola.

***
Nie mogę rozczytać ostatniego nazwiska na tej liście… – pod pretekstem podglądam rozbawionych czterolatków. Jeden chłopiec z kręconymi loczkami nadal siedzi przy swoim stoliku.

Nie dał się przekonać? Marylka, wezmę go na chwilę do mojej sali, pokażę mu jak starszaki ładnie jedzą – chłopiec wstaje i sam podaje mi rękę. Jego wzrok jest niemal przezroczysty i milczy swoją prawdę: zawiodłem się.

A bierz tego uparciucha… Ja już nie mam do niego siły! – Marylka nie zwraca na nas uwagi.

Chodź, jestem pani Iza, jadłeś coś w domu przed wyjściem do przedszkola? – Przecząco kręci złotymi lokami. Przypomina mi Małego Księcia, który starał się zrozumieć dorosłych. Ale oni zapomnieli już, jak to jest być dzieckiem…

Nauczycielce przedszkola nie wolno o tym zapomnieć. Mnie nie wolno, bo przemieniam świat. To moja osobista polityka serca.

2 komentarze do “Ja w podwójnej roli: mama i nauczycielka przedszkola”

  1. Rewelacyjny wpis naprawde. Jest prawie 2 w nocy a ja czytam go z zapaftum tchem i mam pytanie czy zdarzylo sie kiedys Pani miec sytuacje ze mama bedac nauczycielka miala swpjego syna w swojej grupie. Czy To kest dobre wyjscie?ja mam 3latka ma przyjsc do mnie do grupy i boje sie ze nawale albo jako mama albo jako nauczyciel. Prosze o odp.

    1. Myślę, że to bardzo trudne, ale także inspirujące wyzwanie. Z jednej strony dla synka, z drugiej – dla Pani. Każdy dzień to ważna lekcja: synek będzie się uczył, że mamą „trzeba się czasem podzielić”, a mama będzie uczyła synka, że jest również dla innych dzieci. Oboje dajcie sobie czas, bo to niełatwe zadanie dla kochających się serc: dzielić się sobą i czasem swoje potrzeby odłożyć na „potem”. Ale proszę zawierzyć własnej intuicji, która mądrze nam – mamom – podpowiada: kiedy powinna pani być mamą, a kiedy nauczycielką. W głębi serca uważam, że… pozostajemy mamą, bo nasza dusza i umysł są i będą zawsze otwarte na swojego synka, swoją córeczkę. Odezwą się w Pani setki emocji: czy nie za bardzo odsuwam go od siebie, a może za bardzo koncentruję się na jego osobie, czy dobrze zrobiłam, przecież to mój synek… Będzie mnóstwo nowych uczuć każdego dnia…Proszę odważnie podejmować te dwie najpiękniejsze role na świecie! Miłość nie staje nam na drodze po to, aby nam utrudnić dalszą wędrówkę. Jeśli się pojawia, to dlatego, ze dalej chce nam towarzyszyć. Zatem życzę Pani mądrych wyborów i udanej zawodowej wędrówki, w towarzystwie najwspanialszej miłości. Pozdrawiam ciepło. Karolina, autorka opowiadania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.