Jesteście przedwiośniem tego zawodu

Zanim rozpoczniesz tu jakiekolwiek działanie,
odłóż na potem pośpiech i brylanty.
Dzieci nie lubią się spieszyć i wolą proste słowa.

***
Wchodzą pochylone, zawstydzone i obojętne. Jakby przezroczyste i niemal widzę, jak przechodzi przez nie ten przedszkolny świat, po czym znika i rozmywa się w powietrzu. Nic nie zostaje, nic się nie zahacza chociaż o strzępy serca. Siadają bardzo blisko siebie, bo ta cicha bliskość daje im poczucie bezpieczeństwa. Są onieśmielone i nieco zakłopotane. Jest ich trzy, a zajmują sobą tak mało miejsca. Jeszcze nie wiedzą, jak bardzo potrzebna im będzie kiedyś przestrzeń do tego, aby działać, aby móc się rozwijać, aby decydować. Wyciągają notesy, kartki, długopisy i nie wypuszczają tego wszystkiego z rąk. Zamyślone i skupione, notują, piszą, chcą zapamiętać każde moje słowo, każdy gest. I są w tym swoim jedynym działaniu takie skrupulatne, takie świetne. Patrzę na tę milczącą współpracę pomiędzy nami i zastanawiam się, czy da się uchwycić w słowa więź? Czy można opisać zaangażowanie? Jakich słów trzeba by użyć, aby potem odtworzyć wszystkie uczucia od początku? Czy można wyuczyć się na pamięć czyjejś pasji?

***
Pani Izabelo! Przyszły studentki na zajęcia do pani.

Dziękuję Dyrekcjo, jesteśmy gotowi.    

***
To ich ostatni rok. Ostatnie miesiące. Muszą jeszcze tylko zaliczyć praktykę. Trzy studentki ostatniego roku studiów pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Tutaj: słuchaczki pierwszego roku studiów zwanych: Zaangażowaniem. Kierunek: Dziecko.

Eleganckie. Brakuje mi w nich uśmiechu, bo nauczycielka przedszkola powinna uśmiechać się całą sobą. Mają bogatą wiedzę, świeże pomysły, znakomicie przygotowaną teorię. Przyszedł czas na praktykę. Poza skrępowanym dzień dobry, więcej nie usłyszałam. Rozumiem: stres zamknięty w indeksie. Ale w tym zawodzie będą musiały mówić – do dzieci. Ten kierunek jest wymagający. Ten kierunek stawia warunki.

Warunkiem zaliczenia jest… zakochanie się. Bo nie da się przebywać z dziećmi bez odrobiny miłości.

Praktykantki zaangażowania. Do sali wchodzą osamotnione. Na studiach nikt im nie powiedział, jak tu będzie, bo wykładowcy to w większości teoretycy. Nie patrzą dzieciom w oczy i nie wiedzą, jak ogromny bywa błękit w małych oczkach, gdy są szczęśliwe lub kiedy to małe szczęście tonie we łzach. Te dziewczyny przychodzą tu, bo chcą zobaczyć dziecko. Bo chcą się z nim oswoić, chcą przeprowadzić z nim zajęcia. Niekoniecznie poznać. Chcą zdobyć zaliczenie w indeksie.

***
Dziewczyny, przestańcie na moment notować, chodźcie tutaj – przywołuję je skinieniem głowy, obiecując, że to nie będzie test.

Tak samo jak dzieci, które osiągają dojrzałość szkolną, tak one powinny osiągnąć – dojrzałość do bycia świadomym nauczycielem. Bo nie wystarczy zostać nauczycielką przedszkola. Trzeba nią być przez cały czas. I potem nie przestawać nią być, niezależnie od okoliczności.

Proszę, usiądźcie z nami na dywanie – one nie wstają, jakby tej informacji nie brały do siebie. Czekają, nie wypuszczając z dłoni marzeń o pracy. Zerkają na siebie, szukając między sobą ochotnika na moją zaczepkę. Nie bardzo mają ochotę ruszać się z bezpiecznie oddalonego miejsca. Są zaskoczone, może bardziej poruszone, trochę obrażone, bo przecież to ich pierwszy dzień praktyk, a już są proszone o inicjatywę. Nie tak miały w planie praktyk. To nie fair. Tylko nie fair wobec kogo? Wobec dzieci, których jeszcze tu nie ma, a które kiedyś zajmą miejsca tych starszaków i trzeba będzie umieć się w tej sytuacji znaleźć? Czy może nie fair wobec samych siebie, że boją się do nich odezwać, że nie są emocjonalnie przygotowane na tak bliski kontakt?

Ale… my… może jutro, pani Izabelo, nie jesteśmy przygotowane, nie wiemy, czego pani oczekuje… My wolimy dziś na razie się przyglądać… Wie pani, nasza opiekunka praktyk mówiła… że dopiero na końcowym spotkaniu mamy… zaprezentować jedne zajęcia, tzn. każda z nas albo wspólnie, i my… właśnie no chciałyśmy zapytać, czy wspólnie to byśmy… mogły… – w ich głosie jest coś niepokojącego. Niepokoi mnie fakt, że tak się bronią przed tym, czego mają okazję nareszcie spróbować, mądrze doświadczyć i zyskać pierwszą refleksję, która da im wiele do myślenia, i która otworzy przed nimi nową przestrzeń do działania.

Dziewczyny, nie bójcie się. Dzieci nie gryzą. Nie chcę, abyście prowadziły zajęcia, chcę abyście tylko usiadły obok nas. Chcę, aby dzieci was poznały. – Nie patrzą na dzieci, nie są zadowolone.

Przedstawione dzieciom, czują się już bardziej lokatorkami niż tylko studentkami.

***
Minął jakiś czas…

Spieszą się, często patrzą na zegarek. Są nieobecne. Scenariusz przyniosły ze sobą, ale zapomniały zabrać wyobraźni. Skupione na celach szczegółowych, zapominają o celu nadrzędnym:

Że przychodzą tu przede wszystkim dla dzieci.

Jak się czułyście, będąc tam, po drugiej stronie? Już nie byłyście tylko obserwatorkami, musiałyście się zaangażować, byłyście dla dzieci najważniejsze – rumienią się, jakbym powiedziała za dużo. Nie czują się jeszcze najważniejsze, ale podoba im się to „bycie ciut wyżej”. Są nieco bardziej rozluźnione, cieszą się, że mają to pierwsze spotkanie już za sobą. Czas na autorefleksję, do której podchodzą z dużą niechęcią.

Czego wam brakowało? Czy ze wszystkiego jesteście zadowolone? Czy coś byście zmieniły? Spróbujcie podsumować swoje pięć minut.

Mówią jedna przez drugą, widzą tylko to, co im się nie udało. A mnie się podobały.

Byłam spięta… Denerwował mnie Kamil, który nie pozwalał dojść mi do głosu… Nie chcieli mnie słuchać! Głos mi drżał, pominęłam jedną zabawę z konspektu… Rozsypały mi się pomoce i zgubiłam wątek… Plątał mi się język… Myślałam tylko o tym, kiedy to się skończy.

W tym zawodzie refleksja jest bardzo potrzebna, musicie wciąż odnajdywać swoje miejsce w grupie dzieci, z którymi pracujecie. Jeśli poczujecie, że się za bardzo oddalacie, poszukajcie powodów, dla których tak się dzieje. Jeśli zdacie sobie sprawę, że zbyt mocno chcecie przewodzić, a wasze relacje z dziećmi rozluźniają się, puśćcie nogę z gazu i zwolnijcie. Dzieci was poinformują, kiedy należy coś zmienić, kiedy trzeba porozmawiać z samą sobą i odpowiedzieć na trzy proste pytania:

Z kim się wyściguję?
Co chcę przez to osiągnąć?
I po co mi to?

To właśnie jest refleksja nauczyciela. Niezbędna. Dba o równowagę, ustala hierarchię, pomaga żyć. Nie zapomnijcie o niej.

***
Nie rywalizujcie z dziećmi o głos, nie wymuszajcie od nich odpowiedzi. Nie „walczcie” z dziećmi i z sobą o zawodową ambicję. To na nic. Jeśli coś nie wychodzi, zostawcie to. Nie starajcie się na siłę zrealizować wszystkiego, co sobie zaplanowałyście. Jeśli waszym zdaniem dzieci wyglądają na zmęczone, odpuśćcie sobie i im. Wy też macie prawo mieć gorszy dzień, one też. Przyjdą dni, kiedy wszystko zacznie układać się jak najprostsza układanka. Ale nadejdą też takie, kiedy słońce nie będzie miało ochoty wyjść zza chmur. Wtedy trzeba zdobyć się na odwagę i zmienić bieg wydarzeń. Bo pominięcie w scenariuszu paru punktów nikogo nie urazi, ale pominięcie sygnałów płynących od dzieci – mocno je zaboli. Grupa działa trochę na zasadzie fali oceanu. Wznosi się i opada. Ma swoje sukcesy, euforie i rozpacze. Wszystko na odpowiednim poziomie. Czasem dla was śmiesznym, innym razem niewiarygodnym. W ściskanych za przyszywane uszy misiach, dzieci kryją prawdy, o których nie chcą opowiadać. Mówię wam o tym wszystkim po to, abyście podeszły do tej pracy nie tylko merytorycznie. Ten zawód ma drugą, bardzo piękną, emocjonalną stronę, do której ja dojrzewałam latami… Bo nikt mi o tym nie powiedział, nie odkrył przede mną tej kruchej materii. Po latach zrozumiałam, dlaczego. Musiałam sama dojść do tego momentu. Momentu, w którym sama zdecydowałam, że jestem gotowa przemieniać dziecięcy świat. To był czas, kiedy zrozumiałam, jak bardzo jestem im potrzebna. To wtedy stałam się nauczycielką przedszkola.

Dziewczyny, obok punktów podstawy programowej zostawcie sobie miejsce na niedociągnięcia. Taki margines w idealnym konspekcie. Jeśli dacie sobie na niego przyzwolenie, wasza praca stanie się dużo łatwiejsza. I to już na początku waszej zawodowej historii.

Jesteście przedwiośniem tego zawodu. Postarajcie się, aby nie było ono zachmurzone ani skute lodem. Zadbajcie o to jeszcze teraz i dobrze przygotujcie się do tej roli. Do roli nie tylko nauczyciela. Ale do wielu ról, które przyjdzie wam pełnić, pracując w tym zawodzie. To wy jesteście największymi przyjaciółmi dzieci. To w was muszą mieć oparcie. To wy przemieniacie ich światy, często powywracane do góry nogami. Teraz jest na to najlepszy czas. Czas na refleksję. Dzięki niej dowiecie się, kim właściwie jest dziecko i czego potrzebuje najbardziej.

***
Kiedy wracałam z pracy do domu, świat pachniał tak intensywnie. Uwielbiam tę piątą porę roku! – głośno szepnęłam do siebie, bacznie spoglądając, czy nikt na mnie nie patrzy. Przedwiośnie – to najpiękniejsza pora roku. Moja osobista.

3 komentarze do “Jesteście przedwiośniem tego zawodu”

  1. Gratuluję pięknego refleksyjnego tekstu, przepełnionego miłością do dzieci serca i pasji tego co pani robi. BRAWO. Może w końcu ktoś zauważy, ze czas najwyższy zmienić zasady rekrutacji do tak odpowiedzialnego zawodu jakim jest przewodnik dzieci w świat edukacji, a uczelnie zmienią skostniały system edukacji. Może tego doczekam.

Pozostaw odpowiedź sowanka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.