Moim zadaniem jest pomagać. Nawet w wakacje.

Każda „inność” dziwi.
Ale jeśli znajdzie się chociaż jedna dłoń, która zechce o tę inność zawalczyć
Owa „odmienność” przestaje być dziwna, a staje się prawdopodobna.

***
Jesteśmy trochę spięte. Obie: Magda i ja. Czekamy. To pierwszy dzień, pierwsze spotkanie z nowymi dziećmi. Skupione jak dzieci przed klasówką. My też zdawać będziemy egzamin ze swoich cech charakteru. Które spośród nich zostaną wyróżnione, które utrzymają na wodzy labilne emocje? Roztargnione dusze miotają się pomiędzy zachodami słońca a ciepłym deseniem pomarańczy w sali grupy drugiej. Magda nadąsana. Ja zmotywowana. Wypracowałam sobie tę samodyscyplinę jeszcze w czasach, kiedy walczyłam o miejsce pracy. Dzisiaj walczę już tylko ze swoją emocjonalną Izą, która nieprzypadkowo zjawiła się tego poranka w sali na dole. To pierwsza sala przy szatni. Widać ją już z drzwi wejściowych. Sala jak sala – twierdziła Magda, nie przywiązując większej wagi do wyglądu wnętrza. Ja musiałam najpierw poukładać wszystko, co mnie otaczało. Uporządkować swoją zawodową przestrzeń. Moja sala jest przyjazna i estetyczna, w ciepłych kolorach pomarańczy, z zielonym wysokim Beniaminem, który co lato puszcza soczyste zielone listki.  Sporych rozmiarów żywe zaskoczenie, zielony przyjaciel, który wędrował ze mną zawsze od sali do sali. O mojej przyjaźni z kwiatami wiedziało całe grono koleżanek.

Gdzie ustawiłaś Benka? – Magda chodzi po sali i rozgląda się, jakby szukała powodu, dla którego nie powinno jej tu być.

Dziewczyny nazywały mojego Beniaminka „Benkiem”. Co ciekawe, Benek był świadkiem wielu historii, których szczęśliwe zakończenie miało miejsce w tej placówce. Milczący świadek wielu wydarzeń, wielu kobiecych rozterek, sporów duszy i rozsądku. Na jednej ze ścian powiesiłam kalendarz z uśmiechniętymi buziami dzieci. Rumiane, w pastelowych ubrankach, z malinowymi wypiekami na twarzach, doskonale komponują się z wakacyjną dekoracją. Magda wpatruje się w kalendarz:

Te dzieciaki to mają życie. Przed obiektywem, zarabiają grubą kasę, są szczęśliwe. Myślisz, że one spędzają wakacje w przedszkolach tak jak 130 naszych? Życie jest niesprawiedliwe…

Skąd wiesz, że są szczęśliwe? Może trzeba je o to zapytać. A ty nie uśmiechasz się do zdjęć? – mrugam do niej i uśmiecham się podstępnie.

Oj Iza, ty to zawsze taka… – nie kończy, bo Dyrekcja przerywa naszą bezsporną dyskusję o szczęściu:

Dzień dobry dziewczyny! I jak nastawienie? Mam nadzieję, że pozytywne. Zobaczycie, lipiec minie zanim się obejrzymy. Przytulnie Pani Izo w tej sali – uśmiecha się i znika za drzwiami Kancelarii.

Słyszałaś? Bierzemy byka za rogi i zmykamy nad morze! – zwracając się do Magdy, staram się uspokoić po ostrej wymianie zdań, jaka miała miejsce w domu dzisiaj rano. Oprócz najczulszej duszy, jaką przeznaczałam dla swoich wychowanków, było we mnie coś jeszcze. Codzienność dzieliłam na rodzinną i zawodową. Oczywiście, prywatna część mojej codzienności nie została na przystanku autobusowym. Pojechała razem ze mną aż do pracy. Czai się teraz w kątach sali i męczy, nierozwiązana, niedoprowadzona do końca. Muszę wziąć się w garść. Jestem w pracy. Jestem nauczycielką przedszkola. To miejsce zobowiązuje do poświęcenia się w pełnym wymiarze. Tu emocje pracują na cały etat.

***
A jeśli o emocjach…
Magda! Wykrakałaś ten lipiec! To jakiś kosmos!! – wpadam do Magdy, która siedzi nad stosem kolorowanek i niechętnie je segreguje. Tak samo jak niechętnie podzieliła swoje zadowolenie. Na pracę w lipcu nie zostawiła zbyt wiele miejsca, w swojej indywidualnej hierarchii tych lepszych uczuć. Ona odpuściła, ja wciąż nie potrafię.

Eh, ta krzątanina emocji! Ich własna polityka powoduje tylko zamęt we wszystkim, czego już zasmakowałam w tym zawodzie. Pozostała jeszcze nieznana satysfakcja. Podczas 9. Forum Wychowania Przedszkolnego poczęstowano mnie nią po raz pierwszy. Miała smak niewielkiej czekoladki z ogromnej bombonierki wrażeń. To wrażenia z Forum zapoczątkowały we mnie pasję nauczania. Pasję tworzenia. Pasję wprowadzania zmian.

Ooo, pani Izabela ma ochotę odlecieć w kosmos? Chcesz wysłać kogoś na księżyc? To może polecimy razem? I to Ty?? Nie wierzę! – Magda cynicznie ocenia moje niezadowolenie, a raczej już złość, mocno dopingując mnie w narastającym zdenerwowaniu.

„Nie lubię tego dnia!” – tak mówi Adaś, kiedy coś mu się nie uda. A więc nie lubię tego dnia. Mam dość! Wypisuję się z tego przedszkola! Staję przy oknie w pokoju socjalnym i robię sobie herbatę. Jestem już po pracy, ale mam jeszcze zastępstwo w grupie piątej. Próbuję uporządkować tym razem wirujące po całym pokoju niefajne myśli, których nie lubię w swojej pracy. Czy to zmęczenie, czy poranne nieporozumienia wytrącające z równowagi, tak niezbędnej w emocjonalnym wyposażeniu każdego nauczyciela? Co tak denerwuje w osobie tego nic niewinnego przecież dziecka?

A może… co niepokoi? – ta myśl wpada prosto do mojego serca, otwartego na współpracę z rozsądkiem. W tej samej chwili słyszę głos Marylki:

Iza, podać ci chusteczkę? Chyba cały tuzin… – dopiero teraz orientuję się, że herbata jest nie tylko w kubku, ale i poza nim, a w zasadzie to majowe „Bliżej Przedszkola” tonie w powodzi owocowej herbaty. Lubię majowy numer, są tam zdjęcia z 9. Forum. Wtedy zaakceptowałam wszystko, co niesie ze sobą ta praca. Forum to był czas przeznaczony na „doładowanie” mocno pozytywną energią. Czuję, że dzisiaj zaczyna mi jej brakować. Dlatego ściskam przy sobie miesięcznik. Przypomina mi o czymś ważnym, że 9. Święto motywacji ponownie rozpaliło we mnie światełko. Światełko nauczycielki przedszkola.

Uprzątnęłam plamy po rozlanej herbacie. Uprzątnęłam złe emocje. Marylka śmieje się i ostentacyjnie wskazuje na swoje buty. Idzie do domu. Marylko, zabierz ze sobą moje zwątpienie. Proszę.

Idę ostrożnie z kubkiem ciepłej herbaty, aby nie rozlać po drodze. I myślę: dzieci nie robią nam przecież na złość, nie rodzą się z tą umiejętnością. Dzieci uczą się zachowań od dorosłych. Niestety nie potrafią wybierać, które zachowania są właściwe.

„To, co robią rodzice, musi być dobre, właściwe, musi mieć sens” – tak myślą dzieci. Tak myśli Ada.

A ja?

Sądzę, że mocno niepokojące zachowanie Adrianki to naśladowanie mamy, to potworna samotność dziewczynki, to wreszcie rodzicielska władza, absolutna. Pośrednio zostałam wciągnięta w ten neurotyczny dialog, w którym Adrianka tańczy jak zagra jej mama. Ta toksyczna współzależność pomiędzy córką a matką zamieniła się w milczącą agresję wymierzaną prosto w przyszłość córki.

Magda staje w progu. Tym razem to ona obawia się o moją mocno nadszarpniętą zdolność podnoszenia jej na duchu. Nie chcę, aby wychodziła. Chcę pogadać. Ona wyczuwa to natychmiast:

Jak jest?

Trudno.

Dlaczego?

Bo jest Ada.

A co robi Ada?

Denerwuje mnie, niepokoi, nie słucha, wymyka się spod kontroli, martwi.

Jak zwykle tylko ciebie?

Magda… dzisiaj, gdy weszłam do łazienki, moją uwagę przykuła dziewczynka. Wystraszyła się, gdy mnie zauważyła. Starała się ukryć, kucnęła w kabinie. Pracuję 7 lat i po raz pierwszy czuję, że jestem całkowicie poza tą sytuacją. Jakby ktoś wyłączył mnie z gry i posadził na ławkę rezerwowych.

??? – Magda wyczekująco wzrusza ramionami i daje mi czas na połknięcie pierwszej łzy. Udaje, że nie widzi. Jest taktowna, to jedna z niewielu tych fajnych cech jej nadzwyczaj trudnego charakteru. Całkowicie innego ode mnie, a mimo to przyjaźnimy się.

Adrianka wchodząc do toalety rozkłada gigantyczną ilość toaletowego papieru! Uznałam, że tak nauczyła ją mama… Miałam rację. Z rozmowy z małą wynika, że to właśnie mama każe jej rozkładać papier, gdy będzie korzystać z ubikacji. Wiesz dlaczego? Bo w przedszkolu jest brudno, z ubikacji korzysta dużo dzieci i może zarazić się jakąś chorobą! Drzwi od kabiny otwiera przytrzymując je chusteczką. Ręce szoruje tak mocno, że obawiam się, że zedrze sobie skórę. Dzieci patrzą na nią jak na dziwoląga. Zaproponowałam wycinanki, za którymi dziewczyny tak przepadają, nie tknęła kleju, wystraszyła się pasteli, a o pisakach nie było mowy!

Oj, dlaczego tak panikujesz? Może wystarczy porozmawiać z tą dziewczynką, może akcja z ubikacją to jednorazowy incydent. Weź sobie mamę na rozmowę, zapytaj, czy tak samo zachowuje się w domu.

Magda!! Rusz głową! Czy ty myślisz, że takie zachowania przesadnej koncentracji na punkcie czystości to jednorazowa historia?! To neurotyczne zachowania, trudne do złagodzenia, tu jest potrzebny psycholog, długa terapia… Ta dziewczynka ma dopiero 4 lata, a wie o chorobach więcej niż my razem! Myślisz, że matka Ady przyzna mi rację i obdarzy zaufaniem, potraktuje jak przyjaciółkę, która odkryła jej długo skrywany problem? Czy wiesz, że to dziecko po umyciu rąk zużywa niemożliwą ilość papierowych ręczników, twierdząc, że tak kazała mama? W ogrodzie chodziła w kółko, nie bawiła się w piasku, bo zabroniła jej mama. Nie dotykała żadnych sprzętów, bo są na nich zarazki. Bała się podać chłopcom piłkę, płakała, gdy zapytałam dlaczego nie chce bawić się z dziewczynkami, które zaprosiły ją do zabawy….

O kurcze…

Mam tylko miesiąc, aby uratować tę dziewczynkę.

Jak chcesz to zrobić?

Nie mam pojęcia.

***
Muszę sięgnąć do książek, siąść do Internetu, zapytać koleżanki… Nie, nie mam na to czasu. Jutro Adrianka przyjdzie znowu ze swoim bagażem złotych przykazań postępowania od mamy. Ja znów wpadnę w złość, potem do głosu dojdzie frustracja, aby na końcu wyjść w poczuciu pozamiatanej pod dywan przecież „nie mojej” sprawy. Tak nie wolno. Nie w naszym zawodzie. Nie w moim sercu. Zatem od czego zacząć? Jak sobie radzą w jej macierzystej placówce? Czy można tam zadzwonić… przecież tam mają urlop… nic się nie dowiem. Moją rolą jest na ten moment dbanie o dziewczynkę na czas trzech tygodni, na jakie została zapisana do naszego przedszkola, dyżurnego przedszkola. Reszta nie powinna mnie obchodzić.

Nie powinna?

***
Ada nie wie, jak bawić się z dziećmi, bo nie przebywa wśród nich. Nie pozwala jej na to mama. Muszę więc zacząć od mamy. To bardzo trudne zadanie. To wymaga przygotowania. Muszę to zrobić w towarzystwie dobrych emocji, mądrych uczuć i bogatych doświadczeń. Muszę zaangażować odwagę, dopuścić do głosu wzruszenie, przygotować się na opór. Nic więcej nie jest na razie potrzebne. W tej sprawie czas rozdaje karty. Nie ja. W tej sytuacji muszę być konkretna, przyjazna, przekonywująca i wyrozumiała. Powinnam pozwolić sobie na ryzyko błędu, bo moje działanie oparte będzie głównie na emocjach tej kobiety. Zacznę od poskramiania złości, i jej, i mojej. W perfekcyjnej rzeczywistości nie ma miejsca na inne postępowanie niż ustalone wyłącznie przez nią. Chciałabym zdobyć jej sympatię, na razie na dystans i zasugerować, że w tym duecie Adrianka nie jest szczęśliwa. Chcę doprowadzić do swobody w funkcjonowaniu Ady. Bo na razie życie tej rodziny tonie w gęstej mgle, a obowiązujące zasady okradają Adriankę z najważniejszych momentów jej dzieciństwa. A one dzieją się tu. W tym przedszkolu. Wśród rówieśników, do których Ada należy.

Jestem trochę spięta. Jutro zdaję egzamin ze swoich kompetencji, które wypracowałam pełniąc rolę nauczycielki. Kompetencje biorą się z serca. Bo albo pokochasz to, co robisz, albo się wypalisz. Kompetencje dostajemy na dyplomach, włożone pomiędzy zobowiązania i obietnice bycia dobrym nauczycielem. Nie wystarczy obiecać. Należy działać. Przemieniać świat na lepszy, bardziej zrozumiały, bardziej dostępny. Jestem nauczycielką przedszkola. Moim zadaniem jest pomagać. Nawet w wakacje.

Jedna myśl nt. „Moim zadaniem jest pomagać. Nawet w wakacje.”

  1. Nie wiem, jak skończyła się historia z Adą, mam nadzieję, że dobrze. Wydaje mi się, że jednak niekoniecznie te problemy musiały zostać wywołane przez mamę. Pewnie zostały, ale nie mam 100 procent pewności. Dam przykład. Kiedy próbuję wytrzeć nos mojemu synkowi (ma 3,5 roku), krzyczy: „nie tą samą chusteczką!”, choć mu tłumaczę, że nic mu nie będzie albo staram się użyć czystego kawałka tej samej chusteczki. Denerwują go plamki itp. Kiedyś płakał, jak zabawki krzywo stały (pracowaliśmy nad tym i jest już lepiej). Bardzo długo trzeba go było namawiać do malowania palcami, bo nie chciał dotknąć mokrego, teraz już jest OK. Za nic nie pozwalał sobie zrobić pieczątki na łapce, powoli przekonuje się do tego pomysłu. To nie my mu mówimy, że ma mieć wszystko czyste i poukładane, ale niestety ma nadwrażliwość sensoryczną i być może zespół Aspergera (nie mamy jeszcze pełnej diagnozy). Nasz synek pewnie też z tego powodu bardzo mało się kontaktuje z innymi dziećmi, choć go do tego zachęcamy. Z zespołem Aspergera wiąże się też często niesamowita pamięć i zainteresowanie jakimś tematem, często ogromna wiedza na jakiś temat, słownictwo na ten temat „ponad wiek”, akurat u nas nie były to choroby, tylko zwierzęta i pojazdy. A że Ada mówi, że to Mama jej tak kazała? Może faktycznie tak jest, może i mama ma problemy np. nerwicowe. Ale np. nasz synek często fantazjuje albo opowiada to, co mu wygodnie, np.ostatnio nam opowiadał niestworzone historie typu „a babcia daje nagrody za niegrzeczne zachowanie”. Nie twierdzę, że pomyliła się Pani w ocenie tego, co się dzieje z Adą, ale może być też taka możliwość, że Ada boi się brudu, bo jest jej np.nieprzyjemnie dotykać niektórych rzeczy i może pomogłaby integracja sensoryczna. I znowu- to tylko jedna z wielu możliwości, nie twierdzę, że poradni się myli. Myślę też, że na pewno w innym przedszkolu ktoś kiedyś zwróci mamie Ady uwagę na ten problem, o ile już tego nie zrobił, bo rzeczy, o których Pani pisze, bardzo rzucają się w oczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.