Nie mam innego życia

Wychowałam się w przedszkolu. Dosłownie. Moja mama była nauczycielką przez czterdzieści lat. Przedszkole zawsze było ważne. Wracałam tam ze szkoły, jak do domu. Nie zliczę, ile lat praktykowałam. Nie. Z perspektywy czasu wcale nie sądzę, że to było dobre, ale tak po prostu było.

Niczego nie wybierałam. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek zastanawiała się nad wyborem zawodu. Nigdy nie myślałam, kim będę. Po prostu zostałam nauczycielką. Pierwszego września tamtego roku przewartościowałam swoje życie. Mój mąż przez całe lata powtarza, że praca jest dla mnie najważniejsza, ale to nie jest prawda. Najważniejsze są moje dzieci. W tak zwanym międzyczasie zdążyłam urodzić dwoje. I tylko dla nich jestem w stanie się oderwać. Byle nie za często.

Praca to moja pasja. Zawsze powtarzam, że miałam w życiu szczęście. Mogę robić to, co kocham. Niektórzy dodają „i jeszcze mi za to płacą”.

Czy przemieniam świat?

Każdą nową grupę witam z wielkim zapałem i jeszcze większymi obawami. Jakie to będą dzieci, jacy będą ich rodzice, jak ułoży się nasze wspólne życie? Te myśli, plany i związane z nimi działania pochłaniają mnie bez reszty. Pożerają całe moje życie. W pracy jest praca, w domu – praca, w soboty i niedziele – praca, w czasie wakacji – praca. Z pełną świadomością mówię, że kocham to, co robię, ale… całe moje życie to praca. Nie mam życia prywatnego. Nie jestem z tego dumna. Chociaż… po przeszło dwudziestu latach takiego funkcjonowania nadal boli mnie serce, kiedy „moim dzieciom” dzieje się krzywda i śmieje się moja dusza, kiedy śmieją się ich oczy. Nadal łzy stają mi w oczach, kiedy widzę zmiany, które zapoczątkowałam lub sprowokowałam. Nadal ogarnia mnie nostalgia, kiedy mały człowiek, który kiedyś nawet nie chciał na mnie patrzeć, z ufnością łapie za rękę, przytula się, zwierza, zasypuje pytaniami i… laurkami. Kiedy widzę, jak dorasta, staje się pewny siebie, odważny, wygadany. Wciąż nie opuszczają mnie zapał, chęci do pracy, inwencja i zaangażowanie, jakich często nie dostrzegam u młodszych od siebie koleżanek.

I nadal płaczę, kiedy muszę wypuścić „swoje” dzieci dalej – do szkoły. Ja zostaję. Witam nowe dzieciaki, które od teraz będą „moje” i znów zamieniam się w matkę dwadzieściorga pięciorga dzieci przez „dwadzieścia pięć godzin na dobę”. Nie mam innego życia… Nie znam innego życia… Wiem, że to błąd. Wiem, że tak być nie powinno, że należałoby coś z tym zrobić, zmienić ten system funkcjonowania. Wiem…

Przemieniam świat dzieci. Czasem również świat ich rodziców.

Swojego niestety nie potrafię.

Nauczycielka

***
Tekst został nadesłany na konkurs:

opowiedzswojahistorie_baner

Dowiedz się więcej o konkursie:
www.blizejprzedszkola.pl/przemieniamswiat

Jedna myśl nt. „Nie mam innego życia”

  1. Dobry wieczór! Siedzę w autobusie, wracam po pracy do domu i czytam Pani bloga. Ilości wzruszeń nie zliczę…Daje mi Pani ogromne wirtualne wsparcie…Dziękuję i życzę pięknych, rodzinnych Świat Bożego Narodzenia 🙂 P.S. Czuje to samo. Praca jest moja miłością i moim życiem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.