Możemy się nie angażować?

„Jeśli zmienisz swój sposób myślenia o rzeczywistości,
w której przyszło ci funkcjonować,
zmieni się Twoje samopoczucie.
Zmieni się całe Twoje życie.”

(inspiracją:  S. Covey „7 nawyków skutecznego działania” )

Nie zapraszałam go do sali, a mimo to staje w progu: drży mu broda, w oczach ma nieustępliwy gniew i pretensję:
Jak pani opiekuje się moją córką?! Czy wy tu w ogóle zwracacie uwagę na bezpieczeństwo dzieci? Jak pani może dopuścić do takich sytuacji? Czy pani ma pojęcie o czym ja mówię? Już kolejny raz w tym tygodniu słyszę od mojej córki, że dzieci nie chcą się z nią bawić, dokuczają jej, a wczoraj wpadł na nią jakiś Krzyś. Chcę z tym chłopakiem pomówić!! A Pani radzę zająć się wreszcie tym, co do pani należy! – ocenił. Rozdzielił zadania. Nawet się nie przywitał. Wtargnął do sali. Wtargnął w moje życie, w moją nauczycielską codzienność. I wywołał chaos.

Widzę, że jest pan głęboko zaniepokojony, dlatego spróbuję wyjaśnić całe zdarzenie. Uważam, że nie ma powodów do zdenerwowania. O wszystkim możemy porozmawiać, ale w pierwszej kolejności proszę o zmianę tonu głosu. Czy Gabrysia opowiadała panu, w jakich okolicznościach te niepowodzenia z jej udziałem miały miejsce? – jestem mało powiedziane, że oszołomiona…

Co pani mi tu insynuuje! Że to niby moja córka jest nieposłuszna!? Najpierw chcę pomówić z tym chłopakiem… Proszę go do mnie zawołać.

Nie wolno dorosłym, którzy nie są pracownikami placówki, wchodzić na teren sali. Tego zabrania statut przedszkola. Odpowiadam za wszystkie dzieci i nie mogę zezwolić na to, o co pan prosi.

Jego wzburzenie przywołuje na górę Panią Dyrektor:
Dlaczego pan tak krzyczy na Panią Izabelę? Co takiego się stało, że sytuacja wymaga aż tak głośnej rozprawy? I dlaczego w takim razie ja nic o tym nie wiem?

Milczę, bo i tak wiem, że nie uda mi się przekonać w tym momencie żadnej ze stron.

Oczywiście, że nic pani nie wie, co dzieje się w grupie mojej córki! Że pracuje tu osoba niekompetentna i nie mająca bladego pojęcia o opiece nad dziećmi!

Oskarżenia, jakie wysuwa pan w kierunku mojego pracownika są bardzo poważne i wymagają najpierw konsultacji ze mną. Zatem proszę, pozwoli pan do kancelarii. Nauczyciele mają w tym czasie swoje obowiązki i przygotowują dzieci do śniadania. Nie powinniśmy przeszkadzać Pani Izabeli – kochana, dobra, wyrozumiała pani Dyrektor. Zawsze stanie po stronie pracownika, choćby wokół walił się świat. Mój runął dwie minuty temu. Czuję się jakby mnie wyrzucono z pracy, pozbawiono możliwości wykonywania zawodu. Czuję się okropnie.


Kostka Rubika

W ten dzień wracałam z przedszkola autobusem. Dobrze, że jeszcze tylko dwa przystanki – mówiłam do siebie. W autobusie było stanowczo za duszno, zbyt tłoczno i za mało prywatnie, aby okiełznać roztargnione myśli. Krążyły nieprzerwanie w mojej głowie niczym straszliwe bestie, będące powodem narastającego bólu w skroniach. Gdy wreszcie wysiadłam, zastałam deszczowy i szary krajobraz pętli.

Moją uwagę zwrócił chłopiec. Kompletnie nie interesował go autobus, który właśnie nadjechał, na nikogo chyba nie czekał. Chłopiec miał około 11 lat, trochę za dużą czapkę i szarą kurtkę z rażąco zielonymi odblaskami na obu rękawach. Był mocno zamyślony. Pozostali przechodnie nie zwracali na niego żadnej uwagi. Wyglądał tak jakby cały wszechświat albo przynajmniej ta pętla skupiły się w małej kolorowej kostce. W kostce Rubika. Ile kombinacji musi wykonać ten chłopiec, aby ułożyć końcowy wzór? Ile sposobów myślenia musi uruchomić w swojej głowie nauczyciel, aby znaleźć ten właściwy?

Minimum 25 nowatorskich sposobów myślenia. Bo tyle jest dzieci w grupie. Do Gabrysi dopasowywałam każdy po kolei. Albo nie pasował, albo się nie sprawdzał. I w końcu znalazłam: zmiana myślenia, wreszcie akceptacja. Zaakceptować Gabrysię w swojej głowie, a potem pomóc zaakceptować ją innym – oto właściwy kierunek.

A jeżeli do tej matematycznej kombinacji dodamy rodziców, w proporcji jeden do jednego? Ostatecznie wychodzi 50. To zbyt dużo. I jednocześnie za mało, jeśli chodziło o tatę Gabrysi. Żadna kombinacja myślowa nie pasowała. Bo on nie chciał zaakceptować. I kostki nie można było ułożyć.


Dzwoni budzik. Jest 4.30. Nowy dzień. Nowe wyzwania.

Zawód nauczyciela jest wymagający i oczekuje od nas gotowych emocji, których nie możemy „przygotować” na następny dzień jak scenariusza do zajęć. Te emocje są charakterystyczne dla tego zawodu, wyjątkowe i spontaniczne. Takich emocji doświadczyłam wczorajszego popołudnia, kiedy ojciec Gabrysi odbierał ją z grupy. Stanął w progu i nie był bynajmniej tym, po którym w sali unosi się dobra, fajna i motywująca energia. Pozostał natomiast huragan uczuć i skrajnie silne, niesprawiedliwe emocje elektryzujące aż do dziś.

Gabrysia jest żywa, sensytywna, nadmiernie ruchliwa. Jej rozbiegane spojrzenie utrudnia nawiązanie z dziewczynką kontaktu wzrokowego, zwykle patrzy przed siebie. Świat Gabrysi jest chaotyczny, nieuporządkowany, brak jest w nim sukcesów, za to mnóstwo niepowodzeń i potknięć. Z racji jej nieuwagi, a może zbyt dosłownej wyobraźni, często coś jej się przytrafia: a to nie zauważy kolegi, potknie się na klockach, uderzy w swoją szufladę. Gabrysia jest albo latającą wróżką w czasie wyjścia do łazienki; szalejącym kotem pomiędzy stolikami w momencie nakrywania do stołu; lub muszkieterką z telewizyjnej bajki prezentującą swoje umiejętności akurat w czasie zajęć. To dziecko rzadko bywa sobą.

Gabrysia jest dla mnie ważna tak samo jak inne dzieci… – powtarzam sobie w myślach jak mantrę, aby nie popaść w konflikt z samą sobą, pokonując jednocześnie 29 schodów, które dzielą mnie od holu w szatni. Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego nie zrobiono ich 30? Teraz zastanawiam się, co czeka mnie za drzwiami kancelarii. Dyrekcja wezwała mnie do siebie: Czekam na wyjaśnienia, pani Izabelo.

Co powiedzieć? Jakie słowa będą najwłaściwsze, skoro w tej sytuacji właściwych nie ma?
Milczę.

Moje milczenie zmieszane z szumem pędzących samochodów za oknem. A jednak mój pobyt tu nie brzmi jak milczenie.

Czy pani nie ma mi nic do powiedzenia? Milczenie na ten moment nic pani nie pomoże. Znam panią, pani Izo i dzisiejsze zajście jest kompletnie dla mnie niezrozumiałe. – światełko, iskierka, dwie.

Pani Izabelo, na początku roku 25 rodziców podpisało się pod pisemną prośbą do mnie o kontynuowanie przez Panią wychowawstwa w tej grupie. Myślałam o przeniesieniu pani do grupy szóstej, ale rodzice bardzo nalegali, aby pani jednak została. Dla mnie jako Dyrektora placówki zdanie rodziców jest bardzo ważne. Ale nie mogę bagatelizować zdania nauczyciela, za którym opowiedziało się 25 rodziców.

Dyrekcja profesjonalnie, słowo po słowie, z klasą i smakiem wieloletniego doświadczenia buduje pomost pomiędzy moją obawą a jej spokojną, kojącą pewnością. Już nie obawiam się swoich racji. Przecież jestem nauczycielką, reprezentuję interesy najmłodszych. Dyrekcja ma rację. To zbyt odpowiedzialne zadanie, aby przejść obojętnie.

Pani dyrektor… Mam poważne wątpliwości, jeśli chodzi o funkcjonowanie Gabrysi Rafalskiej w grupie. Jest bystra, a jej wypowiedzi wybiegają ponad przeciętne pomysły rówieśników. Jednak zachowanie coraz bardziej mnie niepokoi. Nie mówiąc już o tacie dziewczynki, panu Rafalskim. Tata samotnie wychowuje Gabrysię, lecz to bynajmniej nie usprawiedliwia jego tonu… Mam wrażenie, że w tej rodzinie nie dzieje się dobrze i to mnie martwi. Chciałabym umówić się z panem Rafalskim na spotkanie indywidualne. Zapewniam panią, że jego dzisiejsze oskarżenia nie miały nic wspólnego ze złym traktowaniem dziewczynki w grupie.

Pani Izo, niech pani zrobi dwa kroki w tył i nie pozwoli wkręcić w rzeczywistość tych dwojga. Rozumiem pani zaangażowanie, doceniam chęć pomocy i za każdym razem podziwiam wrażliwość, z jaką podchodzi pani do spraw swoich wychowanków. Ale radziłabym nie koncentrować się aż tak na dzisiejszym zdarzeniu. Ma pani swoje dzieci i musi pani mieć głównie dla nich energię. Reasumując: sądzę, że krótkie i pokojowe załatwienie sprawy z panem Rafalskim pozwoli przynajmniej na jakiś czas ostudzić jego wzburzone domysły.

Możesz się nie angażować. Ale wtedy będzie Ci straszliwie niewygodnie siedzieć w autobusie obok myśli, że powinnaś pomóc. Jesteś nauczycielką przedszkola. Masz w sobie coś, co czyni twoje życie wyjątkowym. To coś to „zastępstwo”. Zastępujesz mamę 25 serduszkom. Jeśli zabraknie w Tobie duszy nauczyciela, droga do pracy straci sens.

Umawiam się na rozmowę z panem Rafalskim. Odbieram ostatni domofon. To mama po bliźniaczki Anię i Hanię. Zbiegają po schodach i jedyne, co udaje mi się jeszcze krzyknąć to: ostrożnie! Ale już mnie nie słyszą, wpadają w ramiona mamy. Przez dłuższą chwilę tulą się i nie pozwalają mamie ruszyć się z miejsca. Przywołuję w myślach Gabrysię. Ona nie wita się z tatą tak spontanicznie i radośnie, raczej chłodno z wielkim dystansem. To dziwne.

Zamykam dziennik, gaszę światło, wychodzę. Jutro też jest dzień.


Rozmowa

Zaczyna on. Tłumaczy się?
Gabryśka jest nie do wytrzymania! Gdy przychodzimy z przedszkola do domu od razu puszczam jej bajki, ale nawet wtedy nie jest w stanie usiedzieć,  tylko klaps jest w stanie ją uspokoić… Jestem już tym bardzo zmęczony – niech lepiej nie kończy, dodaję w myślach.

No to teraz ja:
Mam powody, aby przypuszczać, że Gabrysia nie bez powodu zachowuje się w sposób, który dla pana jest nie do przyjęcia. Tym powodem jest zespół nadpobudliwości psychoruchowej, w skrócie zwany ADHD. Lecz podkreślam, że są to jedynie moje przypuszczenia. Chciałabym je uwiarygodnić poprzez konsultację ze specjalistą, ale na to potrzebuję pana pisemnej zgody. Podczas pierwszego zebrania we wrześniu jako jedyny nie złożył pan podpisu pod zgodą na objęcie dziecka opieką psychologiczno-pedagogiczną.

Uważam, że nie było takiej potrzeby –odpowiada szorstko.

Ale teraz jest – odpowiadam nieco cieplej i postanawiam nie stracić szansy, że on jest tutaj:
Pańska córka… Rozbiegana, niespokojna, roztargniona… Drażni Pana, czy mam rację? Jak sam pan powiedział, jest pan zmęczony zachowaniem Gabrysi? A jednocześnie stoi pan na straży swoich utartych schematów postępowania: jest pan zwolennikiem surowej dyscypliny i porządku. Ale pana sposoby postępowania z córeczką nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Nasilających się u Gabrysi objawów nadruchliwości i związanych z tym faktem niepowodzeń nie wyeliminuje pan krzykiem, karą czy telewizją. Nie sądzi pan, że zmiana dotychczasowych przyzwyczajeń byłaby dobra dla was obojga?

Zmiana? Co pani ma na myśli? – nareszcie zainteresowanie, dialog!

Staję się więc bardziej konkretna: – Pańska córeczka będzie potrzebowała trzech rzeczy: ograniczenia bodźców po powrocie z przedszkola, stałego rytmu dnia i regularnej porcji snu.

I to wystarczy?

Wystarczy na początek, aby pomóc Gabrysi najpierw uporządkować jej świat. Wasz wspólny świat.
Proszę zacząć już dziś. I uzupełnić o dwa niezbędne elementy, które wspaniale dopełnią całości: konsekwencja i miłość taty. To konieczne, gdyż bez tego – będzie pan popełniał ciągły falstart i nigdy nie uda się panu wystartować z nadzieją na wygraną.

Jestem winny Pani przeprosiny… – zaskakujące, wzruszające, prawdziwe.


W repertuarze myśli…

Jak dobrze, że piątek. Dwa dni na doładowanie akumulatorów duszy pozytywną energią, którą otrzymuję od swojej rodziny; dwa dni na uporządkowanie rozszalałych emocji. I jeden wieczór na „ułożenie kostki Rubika”. Dobrać słowa, ton głosu, argumenty… Aby przekonać ojca Gabrysi do wyrażenia zgody na zdiagnozowanie dziewczynki przez specjalistę… – absorbująca myśl.

O czym tak myślisz, mamusiu? – moja córeczka przerywa prawdopodobnie zbyt długo trwającą ciszę między nami.

Myślę o pewnej dziewczynce o imieniu Gabrysia. Mieszkała w krainie, gdzie panowała wieczna burza, silny wiatr, a wraz z tym wiatrem fruwały wszystkie jej zabawki, myśli i marzenia… Dziewczynka nie wiedziała, że istnieje druga kraina, w której dzieci jadły rano śniadanie, szły do przedszkola, a wieczorem słuchały bajek czytanych przez rodziców. Nikt jej nigdy nie pokazał, w jaki sposób można przejść na drugą stronę do miejsca, które znała tylko z bajek w telewizji. A przecież do tego miejsca miała bardzo blisko. I nawet o tym nie marzyła, bo nie miała pojęcia o istnieniu tak poukładanego świata.

Mamusiu, a czy Gabrysia istnieje naprawdę?

Tak, kochanie – odpowiadam i mimo weekendu, nie przestaję myśleć o Gabrysi.

Mamo, a czy Ty pomożesz Gabrysi odnaleźć drogę do jej wymarzonej krainy?

Oczywiście, córeczko. W końcu jestem nauczycielką przedszkola.
A to zobowiązuje
– dodaję cicho.


Poniedziałek.

Chciałbym podpisać zgodę na konsultację Gabrysi z psychologiem…

Pozwólcie, że skończę już ten odcinek. W takiej chwili trudno jest ukryć wzruszenie.