Pamiętam ten dzień

Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj… Stoję przy biurku, bo tam najbezpieczniej, po sali biegają rozkrzyczane dzieci. Dziewczynki w kącikach kłócą się o kuchnie, bo właśnie do nas przyjechała z innej sali, nowy nabytek i każda dziewczynka chce się nią pobawić. Prawie każda, właściwie wszystkie oprócz mnie. Ja nadal stoję przy biurku i obserwuję cały ten rwetes. Chłopcy jeżdżą autami po dywanie jak szaleni, dobrze, że stoję z boku, to może uniknę potrącenia. Patrzę co chwilę na NIĄ, a ona uśmiecha się do mnie… wytrwale. Przez ostatnią godzinę próbowała mnie namówić do jakiejś aktywności, ale ja nie z tych przebojowych, rezolutnych dziewczynek, które ciągle mają pomysły i chęci do zabawy. Ja potrafię tak wystać cztery godziny przy biurku i co chwilę mi się wydaje, że ona zaraz zdenerwuje się i mnie stąd pogoni. Właściwie to ona może tak się uśmiecha, bo jest ze mnie dumna, że już nie wyję cały dzień, tylko grzecznie stoję. Obserwuję ją, wydaje mi się taka piękna, ma rozwiane włosy w kolorze słońca (chyba nie lubi się czesać, tak jak ja), łagodne rysy twarzy i nazywa się Pani Ula. Gdyby nie ona, już dawno myślałabym o ucieczce stąd, ale nie myślę o tym. Nawet nie dlatego, że nie wiem dokąd uciekać, kierowałabym się do domu, ale z orientacją w terenie słabo u mnie, więc pewnie bym się zgubiła. Nie uciekam, bo nie chcę zmartwić Pani Uli, ona ma do mnie tyle cierpliwości. Czasem krzyczy na chłopaków, ale oni bawią się tak głośno, że chyba musi podnieść głos. Pani Ula lubi zielony kolor, zawsze ma jakiś zielony sweter lub bluzkę. Powiedziałam mamie, żeby mi kupiła zieloną bluzkę. Mama nie wie, że jak wrócę do domu, to siądę przy biurku i będę bawić się w Panią Ulę. Rozłożę na biurku kartki, stare zeszyty i będę udawać, że wypełniam dziennik i inne ważne dokumenty, tak jak pani Ula. Będę przy tym uśmiechać się do wszystkich i jak dorosnę będę pracowała w przedszkolu tak jak ona. Postaram się być miła i serdeczna dla wszystkich dzieci, szczególnie dla takich zagubionych i nieśmiałych jak ja.

Dziś jestem Panią Ulą, a właściwie Panią Sylwią, jak to się stało? Długa historia…

Siadam czasem za biurkiem i wspominam ten dzień, kiedy wymyśliłam sobie, kim będę jak dorosnę. W sali gwar, przy biurku zawsze stoi Tosia i pełni tę wartę, którą trzydzieści lat temu ja pełniłam. Uśmiecham się do niej i nie myślę o ucieczce stąd, mimo że z orientacją w terenie nadal u mnie słabo. Przedszkole jest moim miejscem, wymarzonym, wyczekanym. Jeśli Tosia patrząc na mnie, widzi taką „Panią Ulę”, jaką ja widziałam – ideał pod każdym względem, to mam jeszcze więcej powodów, żeby się uśmiechać i żeby dążyć do perfekcji w każdym calu, słowie, geście…

Wiem, że dziś Pani Ula mieszka poza granicami Polski, dowiedziałam się kiedyś zupełnie przypadkiem, że Pani Ula pisze felietony do gazety, w których wyraża swoją tęsknotę za krajem i pracą z dziećmi. Szkoda, że nie mogę jej powiedzieć, iż jestem nauczycielem dzięki niej… Ciekawe jakby zareagowała? Może byłaby ze mnie dumna, jak wtedy?

Sylwia Stalka

***
Tekst został nadesłany na konkurs:

opowiedzswojahistorie_baner

Dowiedz się więcej o konkursie:
www.blizejprzedszkola.pl/przemieniamswiat

Jeden komentarz do “Pamiętam ten dzień”

Pozostaw odpowiedź łiti Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.