Pięć dni do Świąt

Kątem oka patrzę na kalendarz: jeszcze pięć dni do Świąt. Wrzucam do czerwonej torby dodatkową bluzę. W górach wieczory bywają lodowate… – myślę na głos i natychmiast słyszę Piotra, stojącego na drabince i nurkującego w sosnowym pawlaczu, otwieranym jedynie w czasie wakacji…

– Iza, wyjąć ci dodatkową torbę? Do tej czerwonej nie zmieścisz choinki! – i śmieje się, trzęsąc całą drabiną.

***
Monika. Pędzi przez korytarz, jakby się paliło. Trąca mnie rogiem torebki, ruchem ręki przeprasza. Po chwili wraca, niedbale zawiązując szalik wokół szyi. Mrozi mnie swoim spojrzeniem, w którym przygnębienie i przejedzenie niemal równoważą się ze sobą. Z powodu Świąt.

***
– Piotrek… – mówię cicho, jakby w domu ktoś mógł nas podsłuchiwać.

– Tak?

– Wiesz, parę dni temu Martynka spytała mnie, jak się poznaliśmy. Opowiedziałam jej o naszych górach i tej gospodyni, która dbała o nas jak o swoje dzieci… Pamiętasz ją? Miała czupurnie zadarty nos i zawsze przed kolacją śpiewała. Pękaliśmy ze śmiechu…

– Tak… To był niezapomniany wyjazd, pamiętam też, jak poprosiłem cię o rękę…

– Na pierwszej randce!

– Zakochałem się…

– Akurat!

– Pamiętam, że były cztery dni do Bożego Narodzenia. Fantastycznie oświetlony był ten dom…

– Piotrek… a słuchaj, ja tak sobie myślałam, żebyśmy…

– Pojechali tam na Święta? Nie zapomnę, jak gospodyni dzwoniła każdego roku z zaproszeniem. Za każdym razem pozwalała nam wybrać pokój z najlepszym widokiem na Tatry.

– A my odmawialiśmy z powodu…

– Okoliczności, w jakich zaczęliśmy żyć, z powodu dzieci, obowiązków, które nadrabialiśmy w Święta, olbrzymiego zmęczenia… – rzadko widziałam Piotrka w takiej nostalgii, teraz wracał do tamtych chwil, był gdzieś tam wysoko… z planami na przyszłość i aparatem – jego nieodłączną drugą połówką.

– Sugerujesz…

– Tak. Postanowione. Dzwonię zarezerwować całe piętro. Tamtym razem zobaczyłem cię tam po raz pierwszy.

***
Gdy mija mnie w drzwiach, pozostawia za sobą gradową chmurę niezadowolenia, z której najpierw sączy się rozczarowanie, a potem na zmianę smutek i złość. W rękach trzyma notatki włożone luzem pomiędzy trzy przewodniki, których kartki równiutko przedzielają powietrze. Po drodze zabiera ogromnych rozmiarów torbę z zakupami. Schyla się i natychmiast cały porządek rzeczy rozsypuje się jak na wietrze nadzieja. Że tym razem będzie inaczej.

– Poczekaj, pomogę ci – jestem już na podłodze, gdy słyszę urywany szloch, cichy i wyważony jak przystało na dorosłą osobę. Podnoszę się z papierami w rękach i mój wzrok przykuwa niewielka kartka z cyframi, którym przypisane są „sprawy do załatwienia”. Jest ich… bardzo dużo. O wiele za dużo. Monika odwraca się i pospiesznie wyrywa mi kartkę z ręki.

– Potrzebujesz czegoś? – pyta wyraźnie zdenerwowana moją obecnością.

– Ja nie, ale ty… chyba przeciwnie.

– Jesteś tu jeszcze po to, aby mnie oceniać, pouczać czy żeby się nade mną użalać?

– Oj Monika, kiedy ostatnio odpoczywałaś?

– Nie twój interes…

– Przestań się zgrywać, kiedy z tym skończysz?

– Z czym?

– Z przepychaniem się ze swoim sposobem na życie. Idą Święta, ale ty ich nie postrzegasz jako powód do radości, mam rację? Zasługujesz na spokój w te Święta, co ci z tego, że…

– Iza, proszę cię, nie jesteś moją mamą.

– A szkoda. Bo ona ci nie powie, że to wszystko co robisz, z czym się spinasz i co jest powodem twojego przemęczenia jest na ten moment zupełnie niepotrzebne. Widzę, ile cię to kosztuje i chcę ci pomóc, mimo że ostatnio może nie układało się między nami najlepiej…

– Iza, przerasta mnie to wszystko…

– Wreszcie się do tego przyznałaś. Przygotowujesz Wigilię dla dziewiętnastu osób. Sama. To szaleństwo! Jutro masz występ swoich dzieciaków. Musisz mieć dla nich energię, skąd ją weźmiesz, skoro całą tracisz na szaleńcze porządki, mega zakupy, które zresztą sama nosisz i nieustanne rozliczanie samej siebie z tego, czego jeszcze nie zrobiłaś. Czy ty chociaż trochę cieszysz się z tych Świąt?

– Nienawidzę Świąt.

***
Monika zgrzana opada na krzesło. Jedzie nim po podłodze, próbując dosięgnąć przycisku czajnika elektrycznego. Wrzuca torebkę herbaty i zatapia się w kalendarz. Zostały cztery dni. Cztery dni na to, aby zadowolić świat, aby zapewnić go o swojej niezawodności w byciu idealną, o swoich kompetencjach do zrobienia wszystkiego najlepiej. Cztery dni to wystarczająco długo, aby zdążyć skłócić się z samym sobą, to jednocześnie mało, aby pozwolić sobie pomóc.

– Cześć wam! Dwie minuty po dwunastej. Możecie odnotować. A Iza, gdzie spędzacie Święta? – Magda wpada jak zwykle spóźniona i rozbierając się z kurtki, rozrzuca wszystko dookoła, szukając długopisu, aby wpisać się na listę obecności.

– Ja i Piotr postanowiliśmy w tym roku wyjechać w Tatry.

– Ale numer! Piotrek to wiem, że zawsze miał pomysły nie z tej ziemi, no ale ty?!

– Magda, cztery minuty po dwunastej. Uciekaj!

– Pogadamy… później!! – Magda krzyczy, ale jej głos milknie przy kolędach śpiewanych przez moje starszaki.

– Wyjeżdżacie na Święta?! – Monika pyta mnie z takim niedowierzaniem, jakby dopiero teraz mnie zauważyła. W jej tonie jest jakaś obca mi refleksja, jakbym właśnie zrobiła coś złego.

– Tak, jedziemy do miejsca, w którym razem z Piotrem się poznaliśmy… Chcemy pokazać Martynce tę gospodę, w której zostawiliśmy ważne dla nas wspomnienia.

– W życiu bym nie wyjechała na Święta!!! I kto ci tam przygotuje Wigilię? Czy może będziesz wiozła całe jedzenie ze sobą?!

– Monika, dla nas to nie jest takie najważniejsze… Chcemy wyrwać się z Krakowa, mamy zamiar spędzić czas z córką, chcemy powspominać, udać się w miejsca, które dawniej wydawały nam się najpiękniejsze na Ziemi. Kupię pierogi, barszcz przygotuje gospodyni, mam obok świetną cukiernię, więc kupię trochę sernika i keksu. A rybę usmażę i zapakuję w złotka.

– I tylko tyle?! Tyle?? …i gotowe? Jak to tak na gotowe?

– Wystarczy. Nie będziemy mieć czasu siedzieć przy stole, Piotrek zaplanował wyjście w góry…

– Nie rozumiem cię Iza, namawiasz mnie, abym przestała przejmować się Świętami, no ale do tego stopnia?! Żeby aż wyjeżdżać?! Dlaczego nie chcesz spędzić Świąt we własnym domu? No a co z porządkami?! Zdążyłaś umyć okna…? Kto ci to wszystko zrobi? A co na to Piotrek?

– Jest zachwycony wyjazdem.

***
Monika wpatruje się w ekran telefonu jak w zaczarowane zwierciadło, które odbija emocje w tak wyraźny sposób, że nie trzeba konfrontować się z nimi w rzeczywistości. Ludzie cieszą się, bo „one” już nadchodzą, Święta zbliżają się, głośno stukając obcasami o chodnik, którym codziennie chodzimy do pracy. Ludzie identyfikują się z postaciami z filmów, programów i felietonów, w których Święta wyglądają idealnie, nieskazitelnie, olśniewająco. Dążymy do tego ideału piękna, kominkowego ciepła i uśmiechu, który nie ustępuje miejsca żadnym innym porywom serca.

Tylko… czy to jest naprawdę Twoje? Czy to jest Twój sposób na te Święta? Czy czasem nie narzucony przez media, środowisko, rodzinę? Czy w ilości kryje się magia Świąt? A co jest dla Ciebie tą magią, nauczycielko przedszkola? Kiedy zaczynasz czuć, że oto serce zaczyna bić Ci o wiele intensywniej, a poranki zdają się pachnieć lasem i motywują w całej swojej przedświątecznej odsłonie? Nie znam zbyt wielu sposobów na życie. Mam za to receptę na to, co niewygodne, utarte i schematyczne. Tą receptą jest napięcie w kolorowym wydaniu. Co to znaczy? Otóż my, nauczycielki przedszkola, nie potrafimy pozbyć się napięcia. Czasem nie chcemy, innym razem nie wyobrażamy sobie życia bez niego. W jakiś sposób nas napędza, działa na zasadzie dopingu, mobilizuje.

Nauczycielko… Dzisiaj, jutro i cztery dni przed Świętami, swoje napięcie zamień w coś pozytywnego, zakręć kołem wspomnień i odszukaj te, w których byłaś szczęśliwa. Wróć do nich na swój dojrzały dzisiaj sposób. Pożongluj nimi, pośmiej się i spróbuj na chwilę stać się dzieckiem. Nie zapominaj, że masz je w sobie i też czasem zwyczajnie nim jesteś. Nie pędź, bo i tak zawsze znajdą się szybsi od Ciebie. Nie porównuj swoich dokonań z innymi, bo i tak w konsekwencji okaże się, że ktoś zbudował wokół Ciebie jeszcze wyższe pałace. Porozmawiaj ze sobą. Cztery miesiące stawiałaś swoją pracę na pierwszym miejscu. Teraz pozwól, aby to, co oddałaś, wróciło do Ciebie. Bądź w gotowości do czynienia dobra i przyjmowania go z taką samą odpowiedzialnością, z jaką dzieliłaś się nim w pracy. Odszukaj w sobie to napięcie i gdy je poczujesz, zamień na kawałek lukrowanego piernika, na rozmowę do późna z kimś bliskim, na radość z tego, co już udało Ci się osiągnąć. Zamień ten czas na oczekiwanie przepełnione tym, co ważne. Ale ważne dla Ciebie. Uczyń te Święta najpiękniejszymi duchem, refleksją, planami na przyszłość. Sięgnij do wspomnień, przecież są takie wartościowe, tak ciekawe i porywające. Na co dzień poruszamy się skrótami, omijamy trudności, spieszymy się i w konsekwencji przestajemy pamiętać. Zapominamy. Że ktoś cieszył nas bardziej niż teraz, że kiedyś potrafiliśmy rozmawiać o wiele spokojniej. Umykają nam chwile, w których czuliśmy się szczęśliwi, bo czas płynął wolniej, albo my mieliśmy więcej czasu. Nieprawda. Też byliśmy zabiegani, też nie rozumieliśmy, dlaczego doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Świat nie zmienił się aż tak diametralnie. To my się zmieniamy. To my się zmieniliśmy. Dorośliśmy, może dojrzeliśmy do postrzegania życia takim, jakie ono jest na co dzień. Może więcej przebywaliśmy w ramionach marzeń, może pozwalaliśmy sobie na „waste of time”*? A może rozpieszczaliśmy swoje dusze i odważniej sięgaliśmy w przyszłość? Teraz jest czas, aby zaplanować życie z entuzjazmem; z takim spostrzeganiem świata i z taką odwagą, aby stawiać czoła kolejnym wydarzeniom. Równie pięknym. Te zmiany, które nadeszły, one też mają swoją barwę, wyraz i głos w sprawie o Twój zawód. O Twoje życie. W te Święta odkryj nowe okoliczności, nowe nadzieje. I zobacz, jak wiele zmieniło się w Twojej relacji z zawodem nauczycielki przedszkola. I jak wiele pozytywnego, mimo wszystko wygląda zza chmur.

*z angielskiego: strata czasu.

***
Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog

Jeden komentarz do “Pięć dni do Świąt”

  1. Wreszcie ktoś napisał, że nic nie musi 🙂 Do tej pory czułam się jak wywrotowiec, wyjeżdżając na święta. Za trzy dni pakujemy śledzie, trochę pierników i barszcz, i wyjeżdżamy nad morze. Powodzenia w realizacji postanowienia, że teraz czas na myślenie o SOBIE!

Pozostaw odpowiedź SkakAnka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.