Pomiędzy pasją a zagubieniem

Nie zatrzaskuj mnie w sidłach swoich postanowień, ale
spójrz na mnie. Też mam rozum, uczucia i wyobraźnię.
I też mam swoje marzenia, nie odtrącaj ich. Nie wolno Ci.

***
Po raz trzeci drzwi od sali zamykają się z trzaskiem, jakby ktoś robił mi na złość. To Bartek nie może się zdecydować, czy zostać na tańcach, czy nie. Fatalna sytuacja. Po jednej stronie ja, po drugiej mama. Wyrywamy go sobie emocjonalnie, może bardziej ambicjonalnie. Zmęczone oczy przeszywają mnie obłudnym brakiem sympatii, a ciało zagradza drogę ewakuacyjną. To Bartek w całej odsłonie: nie lubi moich zajęć. A to jego matka: kobieta z gładko zaczesanymi do tyłu włosami, w zwiewnej, długiej sukience maxi. Swoim chłodnym spojrzeniem ocenia każdy mój ruch, zmianę nastroju i uśmiech, choć tego ostatniego zdaje się nie zauważać. Przez wąską szparę w drzwiach śledzi moje kompetencje. Nie widzę jej, ale wiem, że ona tam jest. I czeka na Bartka. I czeka, aż ja jej to powiem, wreszcie powiem i wtedy ona nakarmi swoje serce dumą i satysfakcją z dokonania słusznego wyboru, który ja tylko potwierdzę.

Ale nie zrobię tego dla jej satysfakcji. Zrobię coś zupełnie na odwrót.

I to nie dlatego, że jej nie lubię. Ale dla dobra Bartka. Jeśli ja nie przerwę tej karuzeli, na której kręcą się ona i on, to kto to zrobi? Kto się odważy? Ojciec Bartka jest słaby. On podchodzi do mnie w identycznym, stałym tempie, kołysząc się na boki i patrząc gdzieś w dal poza moje prawe ramię. Jego zniszczony granatowy kaptur zakrywa twarz i trudno mi czasem dostrzec, w jakim jest humorze. Przychodzi do mnie w każdy poniedziałek, gdy zajęcia dobiegają końca. I opierając się o ścianę jakby był jej to winien, trzyma na swoich silnych barkach obdarty strop. Swoją pewność siebie zostawia w poniedziałki pod tą samą obdartą ścianą, w miejscu gdzie wisi kalendarz z roześmianą buzią chłopca.

Ten mężczyzna dźwiga w sobie o wiele więcej. Jestem świadkiem w sprawie pomiędzy pasją a zagubieniem.

Dokuczliwa apatia wdziera się do jego serca bez pytania o wolny pokój. Brak w tym człowieku światła, w którym wygrzewałaby się jego cała rodzina, brak temperamentu, który dawniej wyprzedzał jej kobiece pragnienia. Pozostało szorstkie milczenie. Melancholia dwojga serc, w której on jeszcze funkcjonuje wyłącznie dla swojego syna, lecz powoli gaśnie w surowej dyscyplinie jej warunków. Tętnią w nim jego oczekiwania. Są niewielkie, proste i osiągalne. Bez kosztów, jakie obecnie ponosi Bartek. I bez mojego udziału. On chciałby, aby Bartek grał w piłkę, aby brylował wśród chłopaków i miał ładną i miłą dziewczynę. Ojciec Bartka chciałby dla niego zwyczajnej, fajnej, prostej codzienności. Takiej, w jakiej wyrósł on sam i było mu z nią dobrze. Ale związał się z kobietą, różniła się tylko drażniącą go pasją, ale pokochał ją, a ona dała mu Bartka. Ich życie to Corrida decyzji i planów na temat tego, jak powinien spędzać czas ich jedyny syn. Powinien mieć zainteresowania, powinien się rozwijać, powinien być najlepszy w pierwszej klasie.

Powinien. Ale nie na moich zajęciach…

Bo moje zajęcia to radosne 45 minut 17 świadomych wyborów, pięknych decyzji dorastających pod okiem ulubionej pani. To świadectwo rozwijającej się pasji, w sercu której porządkuje się udana przyszłość dzieci przychodzących do mnie na koło. Od 3 lat prowadzę koło zainteresowań dla dzieci uzdolnionych tanecznie i muzycznie. Przyjmuję dzieci z roku na rok, precyzyjnie przyglądając się ich umiejętnościom. Czy podarują mi swoją uwagę, gdy kolejny raz powtarzać będziemy ten sam układ kroków? Czy w splocie zmęczenia, tłoczących się myśli o powrocie do domu, może głodu i ogólnej niechęci, one zaprzyjaźnią się z tańcem? I czy poradzą sobie z całym zapleczem dziecięcych niedogodności, do których mają przecież pełne prawa. 17 serc bije w jednym rytmie. Jeden chłopiec imieniem Bartek nie czuje rytmu serca, nie zna przyjemnego szczypania duszy; nic mu nie podpowiada, że to właściwe miejsce dla niego. Nikt go o zdanie nie pytał. Został wyczytany z listy, na której zapisane było jego nazwisko. Jego mama wiedziała lepiej. Jego mama wie o wszystkim, co dzieje się w jego głowie. Ona, nie on.

Rodzice, mistrzowie w kreowaniu rzeczywistości swoich dzieci. Zachłanni na sukcesy, których wciąż jest niewystarczająco… Udowodnię, że tak nie jest.

***
Ta kobieta nie rozmawia z tym mężczyzną. Ta żona nie rozmawia ze swoim mężem. Siedzą po dwóch stronach holu. On ją przywiózł, bo padał deszcz. Ona z nim przyjechała, bo po drodze zrobiła zakupy. Bartek pojedzie z nimi, bo jest ich synem. Przed moją salą na moment wyciszają głośną samotność, która na co dzień krzyczy w ich zmęczonych twarzach i zdawkowej wymianie zdań.

W jej wizerunku nic nie ulega zmianie. Nieduża torebka zajmuje zawsze miejsce obok, po lewej stronie pod ręką, na której wiszą cztery srebrne bransoletki. To do nich przykułam swoje wzruszenie zdradzane przez głośne ujadanie rozsądku, który przepychał się przez zwoje myśli. Bezskutecznie. Mną kieruje serce. Jestem nauczycielką przedszkola. W tym zawodzie przez próg każdej rodzinnej historii najpierw przechodzi serce w towarzystwie miłości ubranej w deseń nadziei.

Bartek męczy się. Jego duża i ciężka sylwetka przypomina raczej kapitana drużyny piłkarskiej albo bramkarza stojącego na straży swoich marzeń. Jednym z nich był klub piłki nożnej. Bartek przeszkadza, bo nie lubi chaotycznych powtórzeń kroków do walca wiedeńskiego. Dla niego to przykry obowiązek. Mnie też jest przykro. Bo przychodzi na moje zajęcia fajny chłopak, mądry i ambitny. Ale on nie chce tańczyć. Ten urodzony piłkarz nie lubi muzyki, woli pędzić przez boisko i kopać piłkę do bramki. Obok sędziuje kobieta, której ciężko zrozumieć, że jej syn jest indywidualnością i nie będzie częścią jej planu. Kocha ją, ale nie potrafi iść tędy, co ona. On chce iść za tatą. Nakłonić tę artystyczną duszę kobiety do dialogu ze swoim mężem, to jak wspinać się na wiatraki, które wciąż tak uparcie się kręcą.

Bo wie pani, bo syn koleżanki zdobył w zeszłym roku statuetkę mistrzostw w tańcu towarzyskim i ja tak sobie wymarzyłam, że nasz Bartoszek też mógłby pójść jego śladem, ma przecież takie predyspozycje i jest taki ambitny – z rumieńcami na twarzy ta kobieta opowiedziała mi o karierze tanecznej syna jej koleżanki. Ani raz nie zawiesiła głosu, gdy zaczynała mówić o Bartku i jego postępach w roztańczonej rzeczywistości, której nienawidził.

Wiedziałam, że gdy powiem jej prawdę, zawiodę ją. Byłam przekonana o jej zachłannym apetycie na statuetkę dla syna w mistrzostwach tańca, do których on nigdy nie wystartuje. Zaboli fakt, że jej pasja nie stała się jego zamiłowaniem. Ona stanęła na deskach surowej i pustej sceny podczas egzaminu do szkoły baletowej w Warszawie. Dostała się… ale w jej sercu i ciele pojawił się ktoś jeszcze. Obok miłości do tańca pojawiła się druga miłość. Dziecko. Bartek. Nie mogła zrealizować marzeń. Nie dała im szansy, mimo że one dojrzewały razem z nią, odkąd po raz pierwszy tchnęła życie w swoje ciało. Całe dzieciństwo nie znała innej drogi, taniec stał się jej celem, a plan się nie powiódł. Dlatego jej syn zrealizuje go za nią. To on zwieńczy jej nastoletnie dążenia do znalezienia się na szczycie. Podjęła decyzję za niego. Zaczęła ofensywnie, już dziś.

Niech już zaszczepia w sobie pasję do tańca. Niech ona odkryje w nim duszę tancerza. Jego nauczycielka, przecież tak dobrze go zna, mają taki świetny kontakt. Niech ona znajdzie mu dobrą partnerkę, niech nawet w przedszkolu nie traci czasu na rozwijanie swoich tanecznych umiejętności. To przecież takie ważne w tym wieku, aby odkryć w sobie pęd do czegoś, aby odnaleźć swoją pasję. Bartoszek już znalazł. Jestem tak szczęśliwa, że jego zainteresowania są mi tak bliskie – opowiadała z pąsowym natchnieniem i snuła mrzonki o przyszłości jej syna, których on nigdy nie ziści, nie spełni, nie podporządkuje się im. Albo straci w tym układzie matkę, albo siebie. Pozostałe matki z zazdrością i jadem słuchały o jej idealnym życiu. Wiodła je za nos, identycznie jak to robiła z Bartkiem i swoim mężem.

***
Szpara w drzwiach jak bezpieczny azyl oddziela mnie i Bartka od jego mamy stojącej na straży czegoś, na co się nie umawiali. Daje się we znaki lekki szmer błota i piasku naniesionego przez pędzących po swoje dzieci zdyszanych rodziców. Oni wnoszą mnóstwo ciepła w zimną atmosferę, jaka panuje przed drzwiami sali. W milczącym zaufaniu do mnie, koncentrują się na telefonie komórkowym i próbują ogarnąć resztki pędzącej rzeczywistości, której na ekranie nieznośnie ubywa.

Może tym razem nam się uda, może tym razem zapamiętasz, może nie odmówią ci posłuszeństwa nogi – a jednak los bywa sprawiedliwy, jeśli chodzi o pasję. Nagradza tych, którzy wybierają ją świadomie, mimo braku pełnoletności. Zamiłowanie powinno być wybrane, nie narzucone, w przeciwnym razie nie staje się miłością, a staje się utrapieniem, prowadzi do rozpaczy. Bartek ląduje na podłodze. Duży chłopak płacze. Starszak, któremu zabrano marzenia, podeptano skrzydła. I zrobiła to najbliższa osoba. W jego sercu rozgorzał sporych rozmiarów bałagan sprzecznych emocji, które musiały zacząć oddychać. Wciśnięte w najdalsze zakamarki niechęci, wreszcie poinformowały o swojej obecności. Bartek nie pozwolił mi przytulić go na do widzenia. A więc i ja zostałam wkręcona w niesłuszny wir jego dziecięcych nieporozumień. Wybiegł z zajęć ze łzami w oczach dużych i kasztanowych, był spocony, ale bynajmniej nie z powodu wysiłku. Nie dał rady. Nie chciał. I powie to teraz „o tym” swojej mamie, zawiedzie ją. Zaskoczy swojego tatę. I on będzie z niego dumny, bo taki ma być mężczyzna: odważny i pewny swoich wyborów. Ona straci nadzieję, swoją prywatną nadzieję na życie jej syna w wymyślonej dla niego, lepszej wersji jej nieudanego życia.

Proszę pani, Bartek chciałby pani coś powiedzieć. Zgadzam się z jego decyzją i proszę, aby pani więcej nie nalegała. Proszę wysłuchać syna. To bardzo ważne – jestem nauczycielką Bartka. Nie zostawię go.

Co takiego? I jak było? Wspaniale, prawda? Jestem z ciebie taka dumna, znalazłam klub tańca, abyś dodatkowo mógł… – nie kończy, bo Bartek przerywa jej puste słowa i wypowiada szczere, przemyślane, dla niej bolesne, a dla niego kojące zdanie:

Mamo… ja nie chcę tu chodzić, nie każ mi tu chodzić, nie lubię tańczyć. Nie przyjdę tu więcej.

Na skórze pod oczami pojawił się duży rumieniec wstydu, palce ścisnęły bransoletki, a oczy zapełniło morze łez. Jeśli doznajesz zawodu, to jakby życie rozpadło się na miliony drobnych kawałeczków porcelanowej filiżanki. I wtedy ten mężczyzna, który milczał pod drzwiami, licząc załamania beżu na podłogowych płytkach, odezwał się. Po raz pierwszy miałam okazję usłyszeć tembr jego głosu:

– Na naszym osiedlu jest klub piłki nożnej, sądzę, że to byłoby dla Bartka lepsze rozwiązanie. Widziałem, jak kopie z chłopakami piłkę na boisku, ma siłę, jest szybki. To nic, że już minęło parę miesięcy, poradziłby sobie, nadrobił zaległości. Nasz syn szybko się uczy – masz całkowitą rację, tato.

Matka Bartka nie dyskutowała na polu walki, która rozgorzała teraz na dobre w jej myślach. Jej pragnienia poległy, przegrała w realizacji swoich egoistycznych pragnień. To nie marzenia syna były dla niej ważne. Jeszcze długo będzie godziła się ze swoją niespełnioną przeszłością.

***
Nauczycielka przedszkola. Wiesz coś o niej?

Czasem pełni rolę artystki, która dodaje ciepłych kolorów do palety zbyt krzykliwych barw. Innym razem tylko towarzyszy w rodzinnej przeprawie na drugi brzeg porozumienia. Niekiedy przygląda się i wyciąga wnioski. Nauczycielka przedszkola nie zawsze rozstrzyga, czasem sprawy rozwiązują się same. Jej zadaniem jest stać na straży zagubionych interesów dziecka. To ogromny przywilej być świadkiem narodzin małych miłości, powrotów, zmian na lepsze. Mało kto pracuje w tak subtelnym zawodzie, w którym jest się tak blisko uczuć drugiego człowieka. To wielkie wyróżnienie, gdy ktoś otwiera przed Tobą bramy swojego nieba.

Jesteś nauczycielką przedszkola?

Wykorzystaj tę wiedzę pozytywnie, nieustannie ucz się, pracuj nad sobą. Te doświadczenia, nawet te bez udziału Ciebie, bogacą Twoją wrażliwość i wzmacniają Twoje kompetencje. Pamiętaj, że w tym zawodzie pracuje się wyjątkowo. Dbaj o siebie, pielęgnuj swoje uczucia. Musisz mieć siłę, aby sprostać tylu ludzkim niepowodzeniom. Jeśli Ty się zniechęcisz, oni wycofają się na jeszcze większą odległość. Dlatego do Twoich zadań specjalnych należy tak ustawić żagle dryfujących łodzi swoich podopiecznych, aby wypłynęli w rejs na pełnych żaglach, łapiąc w nie ciepły letni wiatr.

2 komentarze do “Pomiędzy pasją a zagubieniem”

  1. tekst pięknie napisany, daje dużo do myślenia…
    ” do Twoich zadań specjalnych należy tak ustawić żagle dryfujących łodzi swoich podopiecznych, aby wypłynęli w rejs na pełnych żaglach, łapiąc w nie ciepły letni wiatr”- zapamiętać i powtarzać codziennie 🙂

Pozostaw odpowiedź Magda Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.