Ratuj mnie

Jeśli chcesz, aby ktoś Cię pokochał,
Musisz zacząć mówić jego językiem.

***
Od piętnastu minut Piotr krąży wokół zapakowanych w paczki sosnowych paneli. Na środku salonu wyglądają niczym bezludna wsypa, na której zakotwiczyły się jego całkiem prywatne myśli. Wyczuwam, że z każdym krokiem próbuje odważyć się na coś, czego do tej pory nie zrobił, bo chciał uchronić może nas, a może samego siebie od niewygodnych wspomnień. Spodziewaliśmy się fachowców, którzy mieli ułożyć panele w dziecinnym pokoju. Zaczynałam się niecierpliwić, bo przez cały dzień zdawało mi się, że ten jego milczący wstęp nigdy się nie skończy. Tymczasem Piotr czekał, aż nadejdzie wieczór i będziemy mogli porozmawiać, mając za świadków wyłącznie samych siebie.

– Ci ludzie to naprawdę dobrzy fachowcy. Zrobią to porządnie, będziesz zadowolona – odezwał się wreszcie przy szesnastym okrążeniu, jeszcze mocniej mnie irytując.

– Chyba nie czekałeś całego dnia tylko po to, aby mi powiedzieć, że ludzie, których razem wybraliśmy pół roku temu, są dobrymi fachowcami. O tym już wiem. Zupełnie jednak nie rozumiem, co cię tak męczy i dlaczego nie chcesz o tym porozmawiać – starałam się sprawiać wrażenie, że wcale mnie nie obchodzi to, że on tak chodzi w kółko. Martwiłam się.

– Iza…

– Piotr…

– Zaniedbano mnie. Zaniedbano mój umysł. Zainwestowano w ciało, w siłę i potęgę mięśni – Piotr zaatakował mnie nagle, brzmiał jakby się skarżył. Był ujmująco szczery i widziałam jak dużo kosztuje go ta odwaga. Nie przerywałam, usiadłam i wzięłam go za ręce. Ze swoją tajemnicą wolał jednak pozostać sam na sam.

–  Mój ojciec nie trenował ze mną empatii, trenował za to boks. Gdy skończyłem cztery lata, tato zabierał mnie na siłownię, gdzie między innymi trenowali jego koledzy. Czasem namawiali mojego ojca na krótką walkę. Ubierał mi wtedy rękawice, pokazywał jak uderzyć najlepiej – głos Piotra był cały czas opanowany, ale jego oczy zdradzały głęboko skrywaną prawdę, której nigdy nie miałam się dowiedzieć.

– Piotrek, o czym ty mówisz…

– Wywołałaś mnie do odpowiedzi. Ten chłopak mnie wywołał. Do odpowiedzi na pytanie: dlaczego on taki jest. Poruszył mnie jego gniew. Przypomniał. Szarpał sumieniem przez całą noc i nakazał otworzyć tę część siebie, której pilnie strzegłem przed tobą.
Pamiętasz, jak kiedyś zastanawiałaś się, z jakim potencjałem przyjdą do ciebie nowe dzieciaki. Są takie domy, w których od pokoleń buduje się potencjał siły. Można uczyć dziecko, że najlepszym sposobem obrony jest atak. Można uczyć, że pięść jest gwarantem przeżycia. Ale przy tym nie sposób nie mówić o okolicznościach, w jakich taki sposób postępowania najlepiej się sprawdzi. Mnie nikt tego nie uczył. Gdy z kanonu wartości, w które wyposaża się małego człowieka wykluczy się szacunek – to już jest poważne przewinienie. Popełniono je wobec mnie.
Rodzice uczą tego chłopaka, że świat zdobywa się za pomocą ręki. Kiedyś w szkole trafi na silniejszego od siebie. Tylko wtedy, Iza, ciebie już tam nie będzie. Nie uratujesz dziecka przed konsekwencjami schematów, według których stale postępowało w dzieciństwie. Młody umysł uczy się szybko, jak zawalczyć o swoje. Postępując w jednakowy sposób, traktując agresję jak sojusznika w dążeniu do osiągania celu, mały człowiek dowiaduje się, że okazując cielesną przewagę – może po prostu: zyskać. I że to nie jest wcale takie trudne. Tak w młodym umyśle rodzi się przemoc. Jak na taśmie, utrwala się w głowie. Potem wszystko dzieje się już bez instrukcji, bez udziału dorosłych. Potem to już tylko leci się w dół jak po równi pochyłej. Inwestycja w krzyk, w nietłumioną agresję, której świadkiem dziecko staje się coraz częściej, to inwestowanie w nieudane życie młodego człowieka, to jak pętanie jego skrzydeł i czynienie tego z pełną świadomością. Ponieważ siła przynosi efekty, staje się coraz bardziej intensywna w przekazie – Piotrek zamilkł jak kilkumiesięczny szczeniak, spłoszony widokiem własnego cienia. Zbliżył się do mnie i cicho, jakby w obawie, że ktoś mógłby nas usłyszeć, zaskoczył mnie tym, co powiedział:

– Wiem o tym, Iza, aż za dużo. Długo walczyłem ze swoją przeszłością; gdy byłem nastolatkiem, uciekałem przed samym sobą. Widziałem w domu wiele złego, ale wierzyłem, że istnieje gdzieś inny ląd niż tylko ten, który otrzymałem w posagu od mojego ojca.

– Udało ci się zmienić tak wiele w swoim życiu… Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałeś…

– Bałem się, że mógłbym cię stracić. Dla ciebie zapragnąłem się zmienić, bo pokochałem w tobie absolutnie wszystko. Długo nie chciałem wiązać się z nikim, bo bałem się, że w którymś momencie wyjdą ze mnie demony dzieciństwa i stracę to, co zbuduje druga połowa. Dlatego żyłem sam, nie spotykałem się z nikim, ze znajomymi widywałem się tylko z przypadku. Odmawiałem, choć czasami bardzo chciałem przebywać wśród nich, brakowało mi umiejętności budowania najbardziej podstawowych relacji. Wolałem być sam, niż kogoś skrzywdzić. To potworne, mój ojciec zabrał mi najpiękniejsze lata mojego życia. Najpierw dzieciństwo, w którym uczyłem się jak być silniejszym od innych, a potem gdy byłem dorastającym chłopakiem, doprowadził do tego, że wycofałem się z życia. Po latach studiowałem nie tylko informatykę, ale zacząłem drugi kierunek zwany „Uczuciami”. Poznawałem je na nowo, uczyłem się jak żyć wśród otaczających mnie ludzi. Bo nigdy nie miałem okazji, aby tego doświadczyć. To był indywidualny tok nauczania, a rozliczali mnie ludzie, którzy powoli stawali się moimi przyjaciółmi. Mnie się udało. Ale trwało to bardzo długo, kosztem najfajniejszych lat. To przykre, że wielu ludzi dosłownie przesiąka dzieciństwem i przekazuje następnym pokoleniom swój model zachowania uznawany za obligatoryjny. Tę sporą „większość” ze swojego życia przekazujemy dzieciom, przyjaciołom i bliskim, niestety nieświadomie. I trzeba ogromnej umiejętności weryfikowania rzeczywistości, aby nie ulec presji przeszłości.
Ten mały uderzył cię i uderzy jeszcze raz. On nie będzie się zastanawiał, on ma taki sposób na życie, na wygraną, na osiąganie tego, czego chce akurat w tym momencie. On nie poprosi, on popchnie, skrzywdzi. Jeśli nikt w porę tego nie przerwie, stracicie z nim kontakt. Niewielu udaje się potem przejrzeć na oczy, wierz mi.

– Rozumiesz już, dlaczego chcę go ratować?… Co według ciebie powinnam teraz zrobić?

– Mnie nie pytaj. Ja dowiedziałem się, że istnieje miłość, gdy poznałem ciebie. Opowiedziałem ci o sobie po to, abyś wiedziała i powiedziała innym, jakie piętno pozostawia brak kontroli w wychowaniu, brak miłości i szacunku do drugiego człowieka. Jeden brak pociąga za sobą kolejne. A z nich rodzą się następne. To potworny łańcuch bolesnych następstw, które pętają serce i mocniej niż jakiekolwiek inne powody nie pozwalają dostosować się do życia wśród ludzi, na których ci zależy. Ten mały bije, bo nie umie inaczej. Pokaż mu, że są inne drogi. Weź go za rękę i poprowadź jedną z tych dróg. Spróbuj. Może zacznie nad sobą pracować. Nie stracisz nic, jeśli spróbujesz.

– Przecież dzieci nie są złe same w sobie, one nie rodzą się złe. Z jednej strony żal mi go, a z drugiej szczerze mam go dosyć. Chciałabym mu pomóc, ale on reaguje taką złością, gniewem, odrzuca każdy życzliwy gest.

– On się boi, że gdy cię posłucha i weźmie za rękę, straci coś ze swojej siły, pozycji i kontroli, jaką ma nad otoczeniem dzięki swojej pięści. Ma tylko ją, dlatego tak zapamiętale jej broni. Tak nauczył go ojciec.

– To straszne, co mówisz… – gęsia skórka rozchodziła się po moim całym ciele i mimo upalnego wieczoru, okryłam się kocem. Piotrek natychmiast znalazł się tuż za mną i objął mnie, chowając w swoich łagodnych ramionach. Był dla mnie taki serdeczny, czuły i wyrozumiały. Był moim aniołem. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Nic mi nie pasowało. Szepnęłam: – Taki mały chłopiec, a tyle w nim złych doświadczeń i już ukształtowanych nawyków. Próba zmiany jego zachowania wymagałaby bardzo ciężkiej pracy… Sama nie dam rady…

– Iza, odpowiedz: czy warto? Jeśli zdecydujesz się działać, postaw warunek: jeśli zada cios – ty się od niego odsuniesz. Zaryzykuj, jeśli mu na tobie zależy, jeśli cię lubi – nie zrobi tego kolejny raz. Musisz być konsekwentna. On musi wiedzieć, że to ty rozdajesz karty.

***
– Zrobił. Uderzył mnie znowu, w brzuch, bo miał usiąść do stolika jak inne dzieci, które omijając go, pospiesznie zajmowały miejsca. Więc mnie nie lubi, więc mu nie zależy, aby cokolwiek zmieniać! Wiesz Piotrek, smuci mnie to dziecko. Dyrekcja mówi coś o jego przeniesieniu, że dobrym rozwiązaniem byłoby przedszkole integracyjne. Muszę porozmawiać z jego matką, tylko czy to coś pomoże… I nie zmieni faktu, że on jest teraz, i będzie jutro i pojutrze… Czas płynie tak nieubłaganie. Psycholog musi go poobserwować, zgromadzić dokumentację… To wszystko trwa! Jak w takim razie dotrzeć do tego chłopca?! Jak wobec tych niezależnych od siebie okoliczności, pomóc temu zagubionemu dziecku? … – odwróciłam się, zaciskając usta, bo poczułam się zdyskwalifikowana. Jakbym straciła coś ze swoich umiejętności, jakby odjęto mi serce.

– On nie odważy się postąpić tak, jak chcesz tego ty. Nie może, bo wtedy musiałby zrezygnować z siebie, to by oznaczało, że jest słaby.

– Nie potrafi okazywać uczuć w najprostszy sposób. Brak w nim spontaniczności. Jego twarz jest napięta i nie wyraża nic poza złością. Jakby nie wiedział, że on też ma w sobie uczucia, wystarczy je uwolnić, dać im się ponieść, a byłoby o wiele łatwiej…

– Musiał je zablokować. Musiał je schować głęboko w sobie. Inaczej by nie przeżył. Dziecko, które widziało jak ojciec podnosi rękę na mamę, słysząc płacz, awantury i będąc ich naocznym świadkiem, musiało znaleźć swój sposób, aby przetrwać w tej trudnej rzeczywistości. Musiało zablokować w sobie empatię, współczucie, strach, a nawet i lęk. Ten chłopak zamknął serce, bo sobie wymyślił, że jeśli nie dopuści do siebie uczuć, wtedy będzie silniejszy. To jego osobisty mechanizm obronny. W ten sposób odciął się od tego, co działo się w domu. Gdy dorastał, coraz szczelniej zamykał się w swoim świecie, obcym i wrogim dla otoczenia, od którego z dnia na dzień coraz bardziej się izolował.
Iza, jesteś nauczycielką przedszkola. Jesteś jedyną osobą, która jest na tyle blisko, aby podać mu rękę. Nikt inny tego nie zrobi. Masz intuicję, więc wykorzystaj ją. Jesteś uważna, więc przyglądaj się, kiedy pręży się jak tygrys gotowy do ataku, a kiedy jest spokojny i co jest powodem tego, że potrafi się wyciszyć. Nie walczysz z nim. To jest dla niego pierwszy argument, z jakim spotkał się w życiu. Argument zwyczajności, nie siły. On może już wie, że nie stanęłaś po przeciwnej stronie. I dlatego zwraca na siebie twoją uwagę w koszmarny i obrzydliwy sposób. Powiedz mu o tym, że więcej od tego momentu nie będziesz tego akceptować. I że nie ma ustępstw. Nie ma, Iza, rozumiesz? Tu trzeba bardzo twardo stąpać obok niego po ziemi. Musisz działać podobnie, na jego poziomie siły. Nauczę cię paru sztuczek, jak przytrzymać mu rękę, jak się osłonić, gdy znowu się uniesie. Nie zrobisz mu krzywdy, nie zastosujesz żadnej siły, a pokażesz kto tu rządzi i zyskasz w jego oczach szacunek. Będzie zaskoczony. Niestety, podły układ sił. Znam to ze swojego podwórka. Proszę, uwierz mi. Jeśli chcesz go uratować, musisz zacząć mówić jego językiem.
A kiedy zacznie odpuszczać, kiedy zobaczysz, że coraz częściej chce być bliżej ciebie… wtedy zacznij działać. A najlepszym działaniem będzie … sama wiesz najlepiej. Moje życie okiełznałaś, mnie zmieniłaś. Masz w sobie tę zaletę, że potrafisz zmieniać świat. Więcej nie jestem ci już potrzebny.

– Teraz… po tym wszystkim co usłyszałam, jesteś mi potrzebny bardziej niż kiedykolwiek…

– Iza… nazwij to.

– Kocham cię, Piotr.

Przeczytaj część pierwszą odcinka

***
Karolina Turek – mama dwójki dzieci, nauczycielka przedszkola „zainspirowana” dzieckiem. Uwielbia pisać i tę pasję konsekwentnie łączy z zawodem, opisując swoje zawodowe doświadczenia zdobywane w pracy z dziećmi. Między wierszami Karoliny, spotyka się wrażliwość „o parę numerów za dużą” – jak sama o sobie mówi. Czasem jej to przeszkadza, a czasem pomaga w dostrzeganiu tego, co istotne w byciu nauczycielką. Stara się jak najwięcej mówić o empatii, stawiając ją za fundament w budowaniu swoich wartości. Autorka książeczki adaptacyjnej „Wkrótce będę przedszkolakiem. Książka wprowadzająca dziecko w świat przedszkola” i „Niekończąca się historia… Poradnik dla rodziców o tym, jak wprowadzić dziecko w świat przedszkola”, oraz książki „Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem”. Pisząc bloga, konsekwentnie zadaje pytania o miejsce nauczycielki przedszkola w dzisiejszej edukacji, a także w zwykłej codzienności wielu rodzin. Blog traktuje jak wartościową przestrzeń, w której spotyka się coraz więcej nauczycieli przedszkola – świadomych swojego zawodu i otwartych na szczerą dyskusję.

nauczycielka_blog

Jeden komentarz do “Ratuj mnie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.