Tak miało być

Wierzycie w przeznaczenie? Ja tak, chociaż niektórym może to się wydawać śmieszne czy dziecinne. Uważam, że w moim życiu wiele rzeczy nie dzieje się bez powodu. Tak też było z moim nauczycielskim powołaniem. Kiedy byłam małą dziewczynką, marzyłam o byciu „przedszkolanką”, ale kto w dzieciństwie nie miał różnych marzeń, które odeszły w zapomnienie? Zawsze lubiłam opiekować się dziećmi, nawet gdy mały brat cioteczny wbijał mi zęby w ramię, kiedy nosiłam go na rękach. Nigdy jednak nie zastanawiałam się poważnie nad pracą nauczyciela.

Zbliżała się matura i snucie planów na przyszłość. Będąc w liceum, w klasie o profilu humanistycznym, myślałam o dziennikarstwie. Różnego rodzaju wypracowania były moją mocną stroną, więc razem z mamą stwierdziłyśmy, że to będzie dobry kierunek, chociaż nie miałam jeszcze pomysłu na siebie jako dziennikarkę. Kiedy byłam w drugiej klasie, moja babcia zaczęła dorabiać u pewnej rodziny jako niania. Ze szkoły miałam do niej niedaleko i bardzo lubiłam dzieci, więc wpadałam pomagać i trochę się z nimi pobawić. Rok szkolny się skończył, a ich mama zaproponowała, bym przychodziła codziennie na kilka godzin odciążyć babcię i przy okazji zarobić kilka złotych. Bardzo się ucieszyłam, a po wakacjach już wiedziałam – praca z dziećmi to moje powołanie.

Szybko zmieniłam plany co do kierunku studiów, a mama widząc moje zaangażowanie i chęci, poparła tę decyzję. Zawsze bardzo jej zależało, żeby jej córki robiły w życiu to, co lubią. Nie każdy ma jednak tę szansę, by odkryć swoją pasję zanim nadejdzie pora na wybór studiów czy pracy. Mnie się udało, bo tak jak już pisałam, wierzę, że tak miało być.

Nadeszły wymarzone studia, podczas których dorabiałam jako niania, ale też pracowałam na infolinii czy podczas inwentaryzacji w supermarketach, by dorobić kilka groszy. Praktyki odbyte podczas studiów umacniały mnie w przekonaniu, że chcę być nauczycielem, aż nadszedł dzień, w którym dostałam szansę. Przedszkole, do którego przychodziłam, potrzebowało pilnie zastępstwa. Najpierw na pomoc, potem na nauczyciela. Pani dyrektor, która wierzy w potencjał i umiejętności młodych ludzi, uwierzyła także we mnie i dała mi szansę, a ja jej nie zmarnowałam. Zastępstwo miało trwać trzy miesiące, ku mojemu zadowoleniu, trwa już kolejny rok. Pamiętam początki, ten strach i ogromny stres, nieufność rodziców, bo przecież „co ona wie o życiu i dzieciach? Jest taka młoda!”. Jednak miłość dzieci rekompensuje wszystko. To one dają mi uśmiech i siłę, kiedy mam zły dzień, to dla nich tam jestem – „Jestem nauczycielką przedszkola, przemieniam świat”. Nasz wspólny świat, bo tak właśnie miało być!

Beata Krysa

***
Tekst został nadesłany na konkurs:

opowiedzswojahistorie_baner

Dowiedz się więcej o konkursie:
www.blizejprzedszkola.pl/przemieniamswiat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.