Tłoczno w naszych sercach od marzeń

A nasz zawód? Czyżby był dziecinnie prosty?
Ależ skąd! Wymaga profesjonalizmu na poziomie dziecka.

***
Iza, nie mam siły, nie dam rady… Jestem już tak zmęczona… – mina mojej koleżanki wyraża zniechęcenie rozmiarów gigantycznej żyrafy, która na wszystkich patrzy z góry. Magda stoi obok mnie, zła i zatroskana na dziewięciu metrach kwadratowych nieznośnej przestrzeni ogródka. Chciałabym zerwać z jej twarzy owe zniechęcenie niczym maskę, pod którą starannie ukryła satysfakcję i szczerą przyjemność z naszej upalnej nauczycielskiej codzienności. Ostatnie dni czerwca dzieliłyśmy pomiędzy przyjaźń a obowiązek. Nasza przyjaźń miała początek w tej placówce, w której spełniły się moje oczekiwania wobec bratniej duszy, do której mogę zwrócić się o każdą pomoc.

To niesprawiedliwe! – Magda wścieka się, kompletnie nie zwracając uwagi na Marylkę, która akurat weszła do pokoju socjalnego.

Włącza się do naszej rozmowy:
…że pracujemy w wakacje? Jestem pewna, że nie tylko nasze przedszkole pracuje, przecież… – ale to nie przekonuje Magdy.

Czy ja wiem? Może bardziej odgórne… – odpowiadam i pytam siebie w myślach: ale czy jest sens wściekać się na coś, na co kompletnie nie mam wpływu i czego zmienić nie mogę?

W przyszłym tygodniu masz urodziny! Nie myśl sobie, że nie pamiętam! – staram się odwrócić uwagę mojej koleżanki od perspektywy dodatkowego miesiąca w pracy.

Na pewno nie będę obchodzić ich tutaj! – w jej zdenerwowaniu jest jakaś dziwna prawda, na którą się zgadzam, lecz tylko z powodu zmęczenia, jakie ogarnia nas wszystkie pod koniec roku. Jednak forma manifestacji, z jaką Magda okazuje swoją złość, w ogóle mi nie odpowiada.

…uśmiechnij się. Od  czego masz mnie? – próbuję jeszcze złagodzić jej wyniosły ton. Bezskutecznie.

Moja koleżanka z chłodną miną i wymowną siłą wciska przycisk czajnika elektrycznego. Jest wściekła. Tak emocjonalnie i prawdziwie. Nie podoba mi się to zachowanie. Bez motywacji, z panoszącym się po sercu niezadowoleniem, żaden nauczyciel nie przekona do swojej osoby ani rodziców, ani tym bardziej dzieci. To już są przedszkolaki. Ale muszą po raz drugi pokonać mur zbudowany ze swoich wątpliwości, muszą wznieść się ponad swoje zagubienie i wstyd. Mur obejdą tylko wtedy, kiedy my wychylimy się zza niego i zapewnimy, że nie jest aż taki wysoki. I można go obejść lub przeskoczyć siłą swojej wyobraźni, w mgnieniu oka. Przedszkolaki przychodzą do nas w takim wymagającym momencie. Niezbędna jest delikatność w postępowaniu wszystkich pracowników przedszkola, a więc i Magdy również. Ze złością wciskaną w najdalsze zakamarki siebie, nie przekona nikogo do swoich kompetencji. Magda ma doświadczenie, długi staż w przedszkolu i niedawno ukończony awans. Jest naprawdę świetnym nauczycielem. Ale nasze stopnie awansu, osiągnięcia, umiejętności, jakiekolwiek by one nie były… nie są wypisane na drzwiach naszych sal. Na nich widnieje tylko numer grupy, ewentualnie jej nazwa.

Drzwi od sali są otwarte i zapraszają do środka.
Albo są zamknięte.

Magda, jedna mama szuka grupy pięciolatków, to chyba do Ciebie? – puszczam jej oko na znak, że już zapomniałam o chmurnym poranku. – Powodzenia – szeptam cicho.

Dzień dobry, Zosia Zanska, pięciolatka, do której sali mamy się udać? – dwie: jedna mniejsza, mocno wystraszona dziewczynka, druga ciepło zatroskana trzydziestolatka. Zaczepia mnie na schodach. Kobieta taka sama jak ja, jak Magda. Wszystkie mamy córeczki w tym samym wieku. I wszystkie mamy wakacje. W pracy.

To te drzwi po prawej stronie. Witam cię, młoda damo, w naszym przedszkolu. W sali czekają na ciebie nowe koleżanki i piękne zabawki. Nie pozwól im więc długo na siebie czekać – próbuję ośmielić dziewczynkę i mrugam do niej okiem, a ona odprowadza mnie swoją otwartą ze zdziwienia buzią, która milcząco mówi: spodobałaś mi się.

Czy możemy wejść? – mama z dziewczynką pukają do zamkniętych drzwi sali pięciolatków. Otwiera im Magda, jakby zaskoczona tą nagłą wizytą. Chwilę rozmawia z mamą:

Proszę, to tu, sala żółta. Magdalena Maj – Magda podaje jej rękę chłodno, sztampowo i bez minimalnego wysiłku, aby choć na moment unieść kąciki ust do uśmiechu.

Będę wychowawczynią Zosi. Poproszę o pozostawienie numeru telefonu, czy potrzebuje pani upoważnić kogoś do odbioru Zosi? – zadaje pytania oficjalnie. Przypomina trochę detektywa, tropiącego obiecywaną na stronie internetowej radość oferowaną przez to przedszkole.

Nie, Zosię odbiorę ja albo mąż.

W takim razie do widzenia – Magda odwraca się, zostawiając małą Zosię przy drzwiach, na których nakleiłam w zeszłym roku machającego łapką niedźwiadka. Mama Zosi stoi w progu jakby nie mogła ruszyć się z miejsca. Niedźwiadek swoim sympatycznym wyglądem stara się usprawiedliwić zmienną jak pogoda tego lata, naturę pani Magdaleny. Ale chyba jest mało przekonywujący.

…i słyszę płacz. I słyszę Magdę:

No zajmij się czymś, nie widzisz, że każde dziecko czymś się bawi? Taka duża dziewczyna a płacze.

Wiem o tym, że dzieci są barometrami uczuć dorosłych. Doskonale wyczuwają narastające napięcie w powietrzu.

Mamo, wolę zostać z babcią! – dziewczynka w sekundzie odwraca się i biegnie za mamą. Zatrzymuje się tuż za nią niczym ruchomy cień, starający się zjednać z jedyną w tym budynku bezpieczną postacią mamy.

Kochanie, przecież tak bardzo chciałaś iść do nowego przedszkola, tak czekałaś na nowe koleżanki, byłaś ciekawa zabawek, wytłumaczyłyśmy sobie wszystko, prawda? Hej, co się dzieje? – mama miota się w przekonaniach, które wywiodły ją na manowce. Nie rozumie, ale czuje… jak jej córeczka.

Nagle przede mną staje moja Martynka:
Mamo, pani Marylka wysłała mnie do Ciebie po książkę z rebusami.  Dlaczego ta dziewczynka płacze?

Nie wiem Martynko, może martwi się, bo to nowe dla niej miejsce. Przyszła z innego przedszkola i nie ma koleżanek.

Mamo, a mogę pobawić się z nią przez chwilę? Powiedz pani Marylce, że zostałam na moment w grupie żółtej. Powiesz? – Martynka nie czekając na moją zgodę podbiega do Zosi, która ma oczy wielkie jak spodki i patrzy na Martynkę jakby właśnie ta podarowała jej z nieba gwiazdkę. To nie gwiazdka, tylko moja córeczka, która chwyta Zosię za rękę i prawie wciąga ją do sali. A ja wreszcie cieszę się z jej nadmiernego gadulstwa!

To pani córeczka? – mama Zosi zwraca się do mnie z uśmiechem, a w jej głosie wyraźnie brzmi wdzięczność połączona z ulgą i uznaniem, chyba dla obu dziewczynek.

Tak, bardzo lubi przedszkole i chętnie zawiera nowe przyjaźnie. Bardzo lubi rozmawiać i bawić się z dziewczynkami w swoim wieku – Martyna często przejmuje moją rolę i bawi się z Adasiem w przedszkole, z tym że on zawsze jest przedszkolakiem. Ta rola mu pasuje, bo Martynka mu śpiewa, czyta bajki, głaska po główce i uśmiecha się. Być nauczycielką przedszkola – dziecinnie proste?

Szkoda, że nie mogą być razem w grupie – niepokój, który na chwilę odszedł w zapomnienie, wrócił ponownie i dał znać o sobie nieładnym grymasem smutku na twarzy tej kobiety.

Dziewczynki spotkają się na podwórku, starszaki z obu grup bawią się po tej samej stronie ogrodu. Proszę spokojnie iść do pracy. Martynka zatroszczy się o Zosię – obie śmiejemy się głośno. Czekam jeszcze aż mama Zosi spokojnie zejdzie na dół.

***
Przez pół dnia szamotam się z myślami:
Zosia to nie każde dziecko! To urocza dziewczynka z warkoczykami, która potrzebuje więcej czasu na adaptację w nowym środowisku. Pomimo tego, że jest starszakiem, pomimo że jest przedszkolakiem. Jest dzieckiem, które przyszło do całkiem nowego przedszkola, podczas gdy inne dzieci mają już wakacje. Zosia nie ma wakacji. Przyszła spędzić je tutaj, z nami. Bo nie ma innego wyjścia. Bo jej mama pracuje tak samo jak my. Nie ma potrzeby wyjaśniać. Nie potrzeba argumentów dla tłumaczenia sytuacji dzieci, które są zapisywane do obcych przedszkoli na wakacyjny dyżur. Jakieś powody są. Ale nie do nas należy ocenianie, czyj powód jest wiarygodniejszy. Naszym zadaniem jest stworzenie takich warunków, aby te dzieci w naszym przedszkolu też miały wakacje.
Mimo naszego zmęczenia, zniechęcenia i argumentów przekonujących lub nie, wciąż jesteśmy nauczycielkami przedszkola. W czasie dyżuru letniego nie przestajemy nimi być.

***
Kiedy nadchodzi czerwiec, zaczynamy czuć się specyficznie. Czujemy ten fajny, pozytywny, długo oczekiwany dreszcz, który nieznośnie łaskocze nasze serca. Głowa boli coraz mniej i coraz więcej miejsca robimy dla wyobraźni. W naszych salach rozpylamy aromat dobrej współpracy, częściej rozmawiamy ze sobą. Stajemy się bardziej otwarte, pogodniejsze, zwalniamy tempo. Otwieramy do siebie drzwi i okna, aby wpuścić zieleń, słońce i kwitnący tak przepięknie bez z naszego ogrodu. Więc nie rozumiem… zachowania Magdy. Niepokoi mnie. I dziś ta sytuacja z Zosią… Obawiam się, że naruszyłam indywidualną zawodową przestrzeń Magdy. Ale musiałam. Na bok odepchnęłam planowany od dawna wyjazd nad morze. Teraz grasowały w moich myślach sporych rozmiarów wyrzuty sumienia. Czy moje nieokiełznane zaangażowanie zapoczątkuje ciszę w naszej przyjaźni?

Zaglądam do niej:
Magduś, coś z Pawłem nie tak…? – mimo potężnego emocjonalnego zaangażowania w pracę, pozostawiamy sobie wolne miejsce na odrobinę prywaty. Znam Magdę dobrze i nie chce mi się wierzyć, że wypaliła się miesiąc przed końcem roku. To nie w stylu mojej przyjaciółki.

Iza… nie, dzięki, że pytasz, z Pawłem ok. Po prostu przeraża mnie wizja lipca w pracy. Nie masz dość? Pracowałyśmy na najwyższych obrotach przez cały rok. I teraz lipiec. Słyszałaś, że tylko dziesięcioro dzieci jest naszych, a reszta spoza rejonu? 120 obcych dzieciaków?! Rozumiesz to? Nie chce mi się już. Zwyczajnie, po prostu nie chce mi się! – wiem, co ona czuje. Wiem też, czym dyktowana jest konieczność angażowania nauczycieli przedszkola w dodatkowe dwa miesiące pracy w okresie wakacji. I rozumiem jak to jest, kiedy nie ma się żadnej pomocy ze strony rodziny, która mogłaby zająć się dziećmi na okres zbyt długich wakacji.

Dzielę się swoimi przemyśleniami z Magdą:
Ale pomyśl, co mają zrobić mamy, które pracują w lipcu albo w sierpniu?  Przecież nie dostaną tak długiego urlopu aż na dwa miesiące?

Oj Iza, a babcie? Dziadkowie? Skoro tak wielu ich przychodzi na Dzień Babci, to gdzie one niby są? – Magda jest bardzo niegościnna tego lata. Nie dopuszcza do siebie dobrych uczuć, szybko zapomniała o swojej roli. Rozbawia mnie swoją wypowiedzią w tonie banalnej pretensji.

Czas na wyjaśnienia:
Kochana… współczesne babcie to nie te same babcie co kiedyś! One pracują, podróżują, chcą się rozwijać, więc uczą się języków, interesują Internetem. Przedszkole jest czasem jedynym wyjściem dla mam, które nie mają co zrobić ze swoimi pociechami w okresie wakacji. Coraz częściej przejmujemy rolę zabieganych babć. Wiem coś o tym… – i odwracam się na pięcie, bo robi mi się trochę przykro. Martynka i Adaś dostrzegają mnie, jak schodzę z góry po schodach. Machają do mnie. Oni też są zapisani na cały miesiąc. Nie mam z kim ich zostawić, mąż też pracuje. Ale te dzieci mają asa w kieszeni: chodzą do tego samego przedszkola, w którym pracuje ich mama.

***
Robi się tłoczno w naszych sercach od marzeń o odpoczynku i o ciszy, której najbardziej brakuje nauczycielom. Robi się gwarno w naszych marzeniach od rozpalonych słońcem plaż, przyprószonych świeżą trawą gór, błyszczących jezior i szumu strumienia, któremu mogłybyśmy powierzyć swoje tajemnice. Robi się głośno w korytarzach naszych przedszkoli, do których zaczynają przybiegać nowe dzieci, a wraz z nimi przychodzą rodzice z bagażem nadziei i oczekiwań. Nie możemy nie zauważyć tej sporych rozmiarów odpowiedzialności. Musimy pomóc im się „rozpakować”. To my jesteśmy gospodarzami, oni przyjechali do nas na wakacje. Postarajmy się więc, zmobilizujmy, aby były one niezapomniane.

3 komentarze do “Tłoczno w naszych sercach od marzeń”

  1. wczuwam się w nowe dzieci, ale szkoda mi tych których rodzice „nie mają” urlopu cały rok, a przychodząc po nie do przedszkola otrzepują piasek z plaży. Tych otulamy swoim sercem.

  2. Dzieci na wakacyjnym dyżurze też czują lekki dyskomfort, my możemy podarować ich rozedrganym serduszkom spokój, zwykły, ciepły uśmiech i czas tylko dla nich. Im więcej zapalonych iskier szczęścia tym słodsze marzenia o niebieskich migdałach na wakacjach. Pełny komfort bez wyrzutów sumienia.

Pozostaw odpowiedź mira Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.