W oczekiwaniu na ciszę

Jesteś nauczycielką przedszkola? Ja też.
Obie dryfujemy po oceanie sprzeczności…
Pracujemy w zawodzie, który nie ma swojej przystani.

***
Wiatr uparcie droczył się z pasemkami jej włosów, próbując schwytać je w niewidzialne ramiona. W pojedynczych, niesfornych kosmykach zaszywał się na jakiś czas i szeptał o lecie, naśladując dobrze zapamiętany przez jej serce szum strumienia. Iza była zachłanna na swoje wakacje. Gdziekolwiek pojadę, tam odpocznę, tam będę szczęśliwa. Nieważne gdzie. – obiecywała sobie coraz częściej. Potrafiła znaleźć perły na brzegu Dunajca, nazywać szczyty całkiem po swojemu, spacerując po wzniesieniach na wsi; szukać szlachetnych kamieni u stóp niedalekich gór za Krakowem. Nie chciała wiele od życia, które uważała za witalne i wystarczająco pełne wrażeń, aby teraz szukać ich na siłę. Kiedy inni marzyli o gorącej Chorwacji, ona szukała miejsc, w których mogłaby oddychać pełną piersią. Gdy jej znajomi kupowali bilety do Buenos, ona szukała cichej kwatery na skraju zbocza gór, z dala od miasta i zgiełku spraw, które chciała zostawić w sercu Krakowa. Chciała wrócić do nich, ale po urlopie. Odmówiła grupie przyjaciół wypadu na zlot ludzi biznesu, preferujących wygodny weekend gdzieś w centrum Warszawy i ukradkiem śmiała się do swoich górskich butów. Gdy znajomi namawiali ją na zakrapianego grilla, ona przecząco poruszała głową, pakując swoje wypieki do pudełeczka po lodach. Iza tęskniła. Jej myśli wędrujące po górach, przesiąknięte były teraz jak gąbka miesiącem dobrze zaplanowanego wypoczynku. Potrzebowała nie myśleć. Nie martwić się, nie przejmować, zamknąć oczy trochę wcześniej niż po północy. Nie umiała wyjaśnić znajomym, jak bardzo zmęczona potrafi być nauczycielka przedszkola.

Czasami chciała krzyczeć na siebie, że jest taka ambitna i pilna. I że się boi, że czegoś nie dopilnuje, że coś przeoczy, że coś wypadnie jej z rąk. Jak mrówka wciąż była w ruchu, wciąż krzątała się po swojej zawodowej rzeczywistości. Czasami chciała siebie skarcić, ale jej nie wypadało; próbowała przywołać emocje do porządku. Co wieczór odbudowywała swoją harmonię ze światem. I co ranek na nowo to, co poukładała, rozsypywało się z powodu nowych okoliczności. Tak było i tym razem, gdy stała w przedszkolnym ogrodzie w czerwcowe przedpołudnie, sędziując chłopakom drugą połowę meczu.

***
– Dziewczyny, plany na sierpień na przyszły tydzień! – Magda jak chmura gradowa wpada do ogrodu zalanego słońcem. Udaję, że nie słyszę i ruchem ręki przywołuję Kacpra, któremu winna jestem żółtą kartkę. Trochę głośniej niż zazwyczaj gwiżdżę, bo nagle coś drapie mnie po sercu, sprawiając, że zaczynam czuć się mniej przyjemnie niż jeszcze parę minut temu. I nie wiem, czy to za sprawą Kacpra, który jest uparty na boisku i wykłóca się z sędzią, czy z powodu wiadomości, jaką przyniosła Magda i przez przypadek ją usłyszałam mimo krzyku chłopaków.

– Plany mają być gotowe do przyszłego wtorku. Jest piątek, więc mamy cztery dni, wliczając piątkowy wieczór. – Magda mówi teraz już bardziej przytomnie, jakby odzyskała równowagę, balansując na emocjach, które za niedługo doprowadzą nas wszystkie na skraj przepaści. Patrzę na nią, ale zaraz odwracam wzrok, bo w sumie to ona czuje to samo, co ja.

– Jeszcze jakieś rewelacje? – pytam od razu, no bo skoro wszystkie zjednoczyłyśmy się jak przy wspólnym ognisku, to już razem to przełknijmy, jakkolwiek byłoby to trudne do zgryzienia.

– W sumie to nie, oprócz tego, że pierwszy września wypada we wtorek, a ostatniego dnia sierpnia dzieci opuszczą przedszkole o 17 w poniedziałek, mamy więc jakieś cztery godziny na oddech, który powinnyśmy złapać przed rozpoczęciem nowego roku. Z tej okazji dekoracje i wszystkie szczegóły powinnyśmy dopiąć w ostatnich dwóch tygodniach czerwca. Monika, chciałam cię zapytać o tego dużego smoka, którego pożyczałam ci w październiku, pamiętasz, taki co mieścił się na tę ścianę w sali pięciolatków…

Robi mi się bardziej gorąco, chociaż nie wiem, czy to możliwe w ogóle, aby mogło zrobić się jeszcze bardziej ciepło. Mecz kończy się 3:2 ku niezadowoleniu przegranej drużyny. Schodzą z boiska lekko poirytowani, z morzem pretensji do siebie nawzajem. Jutro umawiają się na rewanż. Ja też szukam miejsca, w którym mogłabym spokojnie zebrać myśli. Rozpoczęły swoją gonitwę bez mojej wiedzy i czuję, że zaraz zrzucą mnie gdzieś w tym obłędnym galopie planów i zamierzeń, którym nie ma końca. Nie ma końca.

***
A zaczęło się tak…

– Iza, gdzie postawimy to pudełko z piłkami, wiesz, co przyniósł tata Marysi w zeszłym tygodniu? Miałam ci o tym powiedzieć dopiero we wrześniu, no ale wiesz… Sala musi być gotowa na wtorek, więc… się pytam… – przy ostatnich słowach zwalnia, bo widzi jak siedzę zwrócona do okna, przesuwając doniczki z bratkami w te i z powrotem.

– Co ci jest, Izulku? Skoro mamy razem pracować, nie możesz zamykać się przed mną zanim jeszcze zdążymy zamieszkać tu na dobre. Hej, chyba nie jesteś zła, że ja…

– Nie, Moniś, no coś ty, nawet o tym nie pomyślałam… – parę łez spadło mi z prawego oka i podlało dwa listki, które delikatnie poruszyły się w podziękowaniu, że ktoś o nich myśli.  – Miałam nadzieję, że… czerwiec to będzie już końcówka, że zamknę drzwi… A tu zamiast pakować walizki, będę pakowała plany do torebki. W ten weekend miałam jechać z dziećmi do parku na całą sobotę, a w niedzielę mieliśmy z Piotrkiem zaplanować górskie szlaki. Wciąż nie miałam na to czasu, wciąż odmawiałam i zbywałam Piotrka wymówkami, że muszę coś do pracy… Jestem już trochę zmęczona tym ciągłym życiem na pełnych obrotach…

– Trochę?! Iza, i ty mówisz, że trochę?! Wiesz, skromna jesteś… – Monika znika za drzwiami, ale nie na długo, bo wraca z ogromnym pudłem kolorowych piłek, które ciągnie za sobą po podłodze w poszukiwaniu właściwego dla nich miejsca.

– Hej, pomogę ci, siłaczko… – przykładam się do pudełka i gdy razem próbujemy je podnieść, nagle zrywają się uchwyty i pudełko spada z niewielkiej wysokości na ziemię, robiąc nie tyle mnóstwo hałasu, co mnóstwo bałaganu, bo piłki rozlatują się po sali na wszystkie możliwe strony.

Obie z Moniką wybuchamy śmiechem, w którym jest pewna solidarność i obietnica udanej współpracy, a jednocześnie prywatne napięcie i swego rodzaju mrożące krew w żyłach przekonanie, że nie wszystko w zawodzie nauczyciela przedszkola zmienia się tak jak powinno zmieniać się w zawodach wymagających dialogu.

***
– Hej, wzięłam dwa dni urlopu, takie piękne dni, a w pracy klimatyzacja nie rekompensuje mi świeżego powietrza. Pojechałam rano na działkę, przekopałam parę grządek i od razu lepiej się czuję. Co masz taką minę, nie cieszysz się, że przyszłam? – moja kuzynka zagląda do sali. Ma śliczną sukienkę w kolorze słońca i błyszczące oczy.

– Oj kochana, pewnie, że się cieszę. Tylko ja też chciałabym wziąć sobie urlop z powodu, że przyszło lato – jestem nieco zaskoczona jej wizytą, ale jednocześnie cieszę się, bo dawno jej nie widziałam. Moje rozdrażnienie daje się we znaki coraz bardziej i ciężko mi jest myśleć o wakacjach. Nawet, jeśli mają się pojawić niebawem. Jeszcze tyle muszę zrobić…

– Słuchaj, co robisz w weekend?

– Piszę plany, planuję pierwszy tydzień sierpnia i września, drukuję kolorowanki na sierpień i wrzesień, szukam dekoracji na jesień…

– Wystarczy! Chyba żartujesz, przecież masz dwa miesiące wolnego, w czerwcu piszecie plany na wrzesień?! To już się nazywa pracoholizm.

– Sierpień. Plany na sierpień, pracujemy w sierpniu. Lipiec jest teoretycznie wolny.

– Aha… teoretycznie? Przecież twoje przedszkole pracowało rok temu… i teraz znowu? No super…

– Super. Też tak myślę. Teraz będziemy pracować wymiennie przez lipiec lub sierpień, każdego roku. I możemy zapomnieć o dwóch miesiącach wakacji. W sumie to nie potrzebujemy wolnego. No bo pracujemy głosem, to co tam, takie gardełko boli, też coś… Nauczycielka przedszkola ma wakacje cały rok, więc odpoczywać w wakacje nie musi!

– Oj Iza, rozumiem cię… a przynajmniej się staram. Nie złość się już, przepraszam, ze zaczęłam ten temat. Przykro mi, że tak… to wygląda. To rzeczywiście niesprawiedliwe. Wiem, jak dużo zaangażowania i poświęcenia wymaga twój zawód. Chociaż gdy cię nie znałam, zawsze myślałam, że przedszkolanki… przepraszam, nauczycielki przedszkola, mają tak fajnie… że nie mają ciężko, no wiesz…

– Bo pracują z dziećmi? To niby nie mają ciężko? Heh, świetnie.

– Oj widzę, że nie masz ochoty na kremówkę po pracy…

– Mam. I to nawet na dwie.

– Super, będę czekała na ciebie pod przedszkolem o 12.15. Pa. Rozchmurz się!

***
– Nareszcie! Już myślałam, że zapomniałaś o swojej kuzynce!

– No coś ty. Tutaj tak jest. Jeszcze nigdy nie udało mi się wyjść punktualnie.

–Eee… ja jak kończę o 16 to znaczy, że kończę. Wyłączam komputer i wychodzę. Ot. Wszystko.

– Widzisz, no tu jest trochę inaczej. Gdy przychodzi twoja zmienniczka, wszystko musisz jej przekazać. Po południu przychodzą rodzice i dobrze, aby twoja koleżanka wiedziała, dlaczego Staś ma siniaka na prawym policzku, bo akurat chcąc pocałować swojego przyjaciela, Adaś wpadł na niego popchnięty przez Kacpra. A potem, gdy już jedną nogą jesteś w korytarzu, wpada w ciebie Marysia, która nie pozwala ci wyjść z sali, bo akurat przypomniała sobie, że kocha cię najmocniej na świecie. Takie czułości mogą trwać naprawdę długo. I wtedy nie możesz zlekceważyć takiego serduszka. Przedszkolaki są w stanie cię wchłonąć, jeśli nie postawisz w odpowiednim momencie paru wyraźnych granic.

– Zazdroszczę ci trochę tej spontaniczności, którą masz w sobie i tej łatwości nawiązywania z nimi kontaktu, z dzieciakami. I tego, że pracujesz z ludźmi, pomagasz im, robisz coś strasznie fajnego. I one tak cię kochają, wiesz Iza… W twojej pracy to słowo nabiera nowego znaczenia. Ma sens. To jest sedno wszystkiego.

***
Na jeden dzień zamieniłaby się z kimś, kto przychodzi po 8 godzinach pracy i ma wolną głowę od napięć i hospitacji, nowych wymagań, ogromu dokumentacji, spraw rodziców itp., itd. Kto wieczorami nie musi przygotowywać zajęć na następny dzień, a nocą szukać w Internecie czegoś, czym można zaskoczyć starszaków albo zauroczyć maluszki. Zamieniłaby się z kimś, kto zamyka drzwi w swoim fachu, zamyka laptopa i jednocześnie zamyka wszystkie myśli o pracy i nie otwiera ich w swoim prywatnym domu ponownie, ale dopiero następnego dnia punkt ósma.

Izabela pakowała plecak w góry. Spragniona ciszy lasów, śpiewu ptaków i pocałunków słońca, nie przestawała wierzyć w siebie i w swój czas. To był ten moment w jej życiu. Moment, w którym chcesz coś zmienić, nabierasz przekonań jak wiatru w żagle i szykujesz się do rejsu po oceanie zmian, których się obawiasz, a o których wiesz, że wkrótce nadejdą. Wakacje to czas poszukiwania dystansu, w którym masz prawo ukryć się na miesiąc, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Ale to jednocześnie czas, aby przygotować się do działania w nowej przestrzeni, nowych okolicznościach, o których kiedyś nikt by nie pomyślał.

***
Nauczyciele coraz częściej szukają dla siebie miejsca, dezaktualizuje się to, co od zawsze było najważniejsze w tym zawodzie. Wiele cennych wartości musi ustąpić miejsca nowym przepisom. Nauczycielki przedszkola mają wciąż niewystarczające kwalifikacje? Ale przecież to w ogóle nie interesuje dzieci! One potrzebują najprostszej obecności. To jest klucz do nich. A my potrafimy całymi garściami rozdawać uwagę i uczucia, a więc te wartości, które są poza zestawem przydziału czynności. Przygotowałyśmy swoje dusze, uczyłyśmy się psychologii rozwojowej dziecka, aby lepiej rozumieć jego potrzeby i wiedzieć, jak dotrzeć do współczesnego dziecięcego serca. Kompetencje serca spadły dzisiaj o co najmniej kilka miejsc w rankingu tego wszystkiego, w co nauczyciel przedszkola powinien być wyposażony. Dawniej umiejętność obdarowywania miłością była nieoszlifowaną perłą, odkrywaną przez nauczycielki przedszkola na dnie dziecięcych potrzeb. Dzisiaj świat zmienia się, nie pytając, czy czujemy się na siłach, aby tym zmianom podołać. I mimo sprzeciwów serca, musimy się podporządkować.

Oprócz zmian, jakie atakują nas z zewnątrz, wykorzystajmy ten czas również na budowanie nowego wizerunku nauczycielki przedszkola. Skoro wymagają od nas, my również wymagajmy. Mówmy głośno o tym, że jesteśmy potrzebne dzieciom! Że świat bez nas, sam zapętliłby się we własnych wymaganiach, a dzieci nie miałyby wcale dzieciństwa. Przedszkole jest ostatnim lądem na Ziemi, na którym miłość jest na pierwszym miejscu w ludzkiej hierarchii spraw i interesów serca. Jesteśmy nauczycielkami przedszkola. I zależy nam, aby zmienić ten świat. A przynajmniej świat dzieci.

13 komentarzy do “W oczekiwaniu na ciszę”

  1. Też jestem nauczycielką przedszkola i w prywatnym świecie przedszkolnym w ogóle możemy pomarzyć o życiu osobistym…. 8 godzin w pracy + przygotowanie zajęć i dokumentacji w domu… wakacje – a co to takiego? przedszkole otwarte jak zawsze 2 tyg urlopu to luxus … człowiek jest wykończony psychicznie i fizycznie. Praca, która była marzeniem przemienia się w koszmar… a wypłata… hmmm panie pracujące w galeriach zarabiają więcej a wracając do domu nie myślą o niczym..

    1. To wszystko prawda, tylko gdyby pogadać z panią z galerii, to też przestałoby się wydawać, że to taki miód. Każdy zawód ma swoje plusy i minusy, a wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.
      Pozdrawiam ciepło.

  2. Matko kochana, jeśli to jest takie trudne, wydawałoby się najtrudniejsze na świecie, to przecież zawsze można zmienić zawód. Ciągle tylko gadanie jak to jest nam-przedszkolankom źle.
    Jeśli się ktoś do tego nie nadaje, to niech idzie do biura, odsiedzi swoje 8 godzin, po których zamknie kompa i pójdzie do domu. Proste to jest chyba. JESTEM PRZEDSZKOLANKĄ,PRACUJĘ 30 LAT, KOCHAM TO CO LUBIĘ CHOCIAŻ CZASEM JEST CIĘŻKO, ale nie rozumiem tych narzekań. Kasa też nie jest wcale taka mała jak większość mówi. Dziewczyny, nie czepiajcie się, że ktoś mówi na nas „przedszkolanka”, nie narzekajcie ciągle jak to mało zarabiacie za taką ciężką pracę. Po prostu zmieńcie zawód i już.
    Pozdrawiam.
    Przedszkolanka, dumna ze swojej pracy.

    1. Noo 30 lat w przedszkolu to prawie 100% panstwowka. Kasa niezla, pięć godzin dziennie i 35 dni urlopu. I poza końcem swego nosa nic nie widać, i nic nie interesuje. A może popatrzeć i przepracować chociaż chwile w przedszkolu niepublicznym lub prywatnym. Na prawach zwykłego pracownika, 8 godzin, bez wakacji i za najniższą. I nie jest tak że pracuje się tam bo tak się chce. Pracuje się bo nigdzie indziej nie ma pracy. A na panstwowkach miejsca zajęte na 30 lat albo dłużej i bez dobrych pleców pracy nie ma. Bo akurat siostrzeńca/ kuzynka/ znajoma szuka to na moje miejsce. A czemu nie ustanowić obowiązku zatrudniania na Karcie Nauczyciela i prawach takich samych jak w przedszkolach publicznych? Pozdrawiam dumna ze swojej pracy o życzę poszerzenia punktu widzenia.

      1. No to może zmień zawód jak Ci tak źle. Poza tym przez te 30 lat, gdybym tak obliczyła, to przynajmniej 10 lat przepracowałam i po 8 i po 10 godzin dziennie. Chyba nie chodzi o to ile, tylko czy się to kocha, czy nie. Wygląda na to, że miałam szczęście, z czego bardzo się cieszę. Kiedyś też marudziłam, teraz już nie, bo pracować trzeba. No i jeszcze jedno: aktualnie pracuję przez 3 dni w tygodniu po 9 godzin, bo taka jest potrzeba, a 2 dni po 3 godziny. Oczywiście mówię o godzinach dydaktycznych, bo jak wiadomo są jeszcze inne obowiązki poza pracą w grupie, na które ja w domu nie mam czasu, więc z przedszkola wychodzę dużo później niż powinnam.
        Mam chyba taki charakter, że aby mnie i wszystkim w moim otoczeniu było lepiej, to staram się nie marudzić, że ciężko, mało kasy, że brak szacunku itd. Na szacunek trzeba sobie zapracować, a cała reszta zależy od tego, czy jest się kimś, komu zawsze źle i zawsze mało, czy raczej optymistą.
        Jak jest w naszym zawodzie każdy kto przepracował w nim chociaż rok doskonale wie więc po co to opowiadanie ? Nauczyciele wiedzą, a reszta i tak nie zrozumie, to może lepiej dać sobie spokój i zająć czymś pożytecznym?
        Pozdrawiam i życzę więcej uśmiechu niż licytowania się czy gorzej Tobie bo w prywatnym, czy może komuś innemu, bo w ośrodku z dziećmi specjalnej troski.

      2. W państwówkach rzeczywiście ciężko znaleźć pracę… ale nie mówcie że tylko po znajomości ! Owszem jest to częste ale nie jest to normą. Sama zupełnym przypadkiem znalazłam pracę akurat w momencie kiedy otwierały się piąte oddziały. Zostały zatrudnione 3 dziewczyny zupełnie bez znajomości… w tym ja i koleżanka zupełnie bez doświadczenia… wiec można… I uwierzcie że dokładnie widzę, że jak ktoś się stara to dyrekcja stara się zatrzymać takie osoby albo znaleźć im później gdzieś indziej pracę … Owszem pracy jest czasem od groma 🙂 sama jestem często przemęczona i mam już dość… Ale nie powiem bo to lubię i czuję wiele satysfakcji 🙂

    2. Wraca mi Pani wiarę w ludzi. Miałam przyjemność pracować z małymi dziewćmi, nie z grupą 25. 30., lecz kilkoro, praca od 7:30 do 20:00, 6 dni w tygodniu, byłam Nianią 4. wspaniałych chłopaków i przyznam się, że była to jedna ze wspanialszych przygód w moim życiu. Dziś sama jestem matką dziecka w wieku przedszkolnym i potencjał z jakim mam codziennie do czynienia sprawia, że mam do dziecka swego olbrzymi szacunek.
      Pozdrawiam Panią serdecznie.

  3. I te ciągłe gadania…nauczycielom to dobrze, a już w przedszkolu to pełen luz: pobawisz się z dziećmi, pośpiewasz i tyle. A dlaczego Ty nie chciałaś zostać nauczycielem skoro to taki fajny zawód?, tyle wolnego – no coś ty 5 minut bym nie wytrzymała z 25 dzieciaków jak z dwójką w domu rady nie daję… i tak wkoło…
    ale mimo wszystko uwielbiam ten moment kiedy zostaje wgnieciona w ścianę przez witające się maluchy, kiedy na pół sklepu/kościoła/itp słyszę zobacz mamo, to moja Pani z przedszkola! i mimo że czasem jest ciężko to chyba nie zamieniłabym się z nikim 🙂

  4. a ja napiszę z innej strony – przez 8 lat bytłam nauczycielką przedszkola, nie miałam szans na stałe zatrudnienie, więc odeszłam do domu dziecka dla małych dzieci i…. i dopiero poznałam co to jest na prawdę ciężka praca umysłowo i fizycznie, doświadczyłam kompletnego braku szacunku, pracy po 12 godzin – zajmowanie się dziećmi, sprzątanie, pranie, mycie toalet, nocników, uzupełnianie dokumentacji, potem odwiedzanie wychowanków w szpitalach po godzinach, wyjazd na kolonie za darmo w ramach obowiązkowego wolontariatu, praca w każdy weekend, święta, 8-9 nocy w miesiącu. Tęsknię za przedszkolem, lubię uczyć to jedna sprawa, ale mimo, że zawód nauczycielki przedszkola jest też bardzo trudny i wyczerpujący- przyznaję, to w mojej obecnej pracy można się po prostu wykończyć, po dyżurze pełnym zajęć i wykompaniu 12stki dzieci jestem wykończona, w święta i weekendy zostawiam swoje dzieci i idę do pracy. Zarabiam ok 25% mniej niż nauczycielki przedszkola, socjal mam marny. Szukam pracy w przedszkolu i wiem, że po moich doświadczeniach nigdy już nie będę na tę pracę narzekać, oczywiście, jeśli ją znajdę…A kto narzeka, niech zmieni zawód…Pozdrawiam

    1. A ja pracuję w przedszkolu z niepełnosprawnymi dziećmi a po godzinach jeżdże do Domu Dziecka odrabiać z nimi lekcje- bo chcę! I jakoś nie narzekam

Pozostaw odpowiedź Renata Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.