Zachłanni

Rodzice myślą, że ich dziecko jest jedyne. Oni chcą, aby nauczycielka przedszkola była jak zaprogramowany pilot, który włącza opcję tylko jedną: „tak, będę pamiętać o państwa dziecku”.

Ale o czym?

O tym, że Emilkę bolał brzuszek wczoraj wieczorem i w zasadzie to już jest w porządku, ale gdyby można było dziś i jutro nie podawać jej pomidorków i mleka, z tym że ona bardzo lubi płatki z mlekiem i jeśli jutro na śniadaniu będzie chciała zjeść płatki z mlekiem, bo zobaczy, że inne dzieci jedzą, to proszę jej dać same płatki bez mleka, a powiedzieć, że wypije mleko w domu. Mówię o tym już dzisiaj, żeby pani pamiętała. Chociaż może jednak proszę dać Emilce niecały talerz mleka, aby pani nie miała z nią kłopotu, jak się rozpłacze. Najwyżej zrobimy jej potem dwutygodniową przerwę od mleka.

Emilka z niebieskimi ślicznymi kokardami stoi krok za mamą. Wszystko słyszy i już się boi, że jutro na pewno się rozpłacze z powodu ulubionej zupy mlecznej, którą w 3 sekundy zdążyła już znienawidzić.

…Piotruś jest alergikiem i nie może jeść rzeczy nabiałowych, ale jogurt i serek biały to mu podajemy, bo przecież nabiał jest tak bardzo potrzebny, no ale gdyby była możliwość ograniczyć mu ten nabiał to ja bym była pani wdzięczna, bo lekarz mówi, że lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego razem z mężem zwracamy się z prośbą do pani, aby pani wytłumaczyła mu, dlaczego będzie miał inną kanapeczkę od dzieci. I proszę w sumie to wdrażać go już do nabiału, bo na tych wakacjach to próbował jogurtów naturalnych…

Ja mam wytłumaczyć?!

…Miłoszek przyniósł piżamkę w kotki, z tym że jeszcze jej nie podpisaliśmy, bo z pieskami nie wyschła i musieliśmy przynieść w kotki, ale Miłoszek bardzo chciał w te pieski, więc jeśli będzie bardzo płakał to proszę do mnie zadzwonić, ja mam dzisiaj wolne to mu przyniosę tę piżamkę w pieski. To do widzenia, mam jednak nadzieję, że nie będzie płakał o tę piżamkę. Przyjdę po Miłoszka około 17.

Miłoszek zaczyna wyniośle wrzeszczeć. Olimpijskim „rzuceniem” się na podłogę, manifestuje swoją niechęć wobec piżamki w kotki. Całą przestrzeń pomiędzy nami wypełnia teraz jego głośny płacz. A w zasadzie wrzask. Też bym wrzeszczała, gdybym musiała założyć nieukochaną piżamkę.

…Esterka nie lubi koperku w zupce, ale pietruszkę lubi, więc jeśli będzie koperek to proszę, aby zjadła bez koperku, może być zamiennie pietruszka. Prosiłabym, aby Esterka umyła ząbki po śniadanku, bo w domu nie zdążyłyśmy, takie zamieszanie, sama pani wie. Mieszkamy 10 minut stąd i to nasz pierwszy dzień w przedszkolu, ja specjalnie wzięłam wolne w pracy i tak ciężko nam zebrać się na tę 8.30, to taka wczesna pora… Gdybyśmy się jutro spóźnili, to czy córeczka dostanie jeszcze śniadanko?

Ja wstaję o 4.30. Mam godzinę i piętnaście minut dwoma autobusami do pracy, po drodze zaprowadzam córeczkę do szkoły, z synkiem pędzimy do przedszkola, a na miejscu oddaję go do grupy. Przygotowuję się jeszcze do zajęć i robię sobie herbatę. I nie wzięłam wolnego, moja córeczka idzie dziś pierwszy raz do szkoły. Tornister jest większy od niej. I nigdy w życiu nie odebrałabym Adasia o 17, gdyby płakał za swoją ulubioną piżamką. Postawiłabym świat do góry nogami, aby mógł jak najszybciej ubrać piżamkę w pingwinki i wtulony w moje ramiona przeżywać pierwszy dzień przedszkola.

…Wie pani, Mikołaj jeszcze nie umie jeść sam i gdyby była taka możliwość, aby go pani pokarmiła, to byłoby dobrze, wie pani, że dziecko jak zje to jest lepsze, a Mikołajek jak go nakarmię to mniej się złości. I czy wy tu macie możliwość, aby pić przez słomkę? Bo wie pani, on w domu pije z butelki, no bo tak wygodniej, a bardzo bym chciała, aby coś w ogóle pił, ale on nie zna kubka, do tej pory jeszcze nie próbowaliśmy. I mam prośbę, gdyby chciało mu się pić, bardzo proszę o każdej porze podać mu wody, ale tylko przegotowanej. Jeśli mi się jeszcze coś przypomni, zadzwonię do pani. Czy może mi pani podać numer swojego telefonu? Najlepiej komórkowego, jeśli pani ma w Playu, bo mam darmowe na Playa.

Rodzic w całej odsłonie. Scena pierwsza: Rodzic – klient. Wymaga. Skoro płaci całą złotówkę, to wymaga. Rzeczy od nas niemożliwych. Jestem nauczycielką przedszkola. Jestem człowiekiem. Nazywam się Izabela Milewska. Mam ograniczoną pojemność przyswajania tysiąca informacji na raz i zapamiętywania ich ze szczegółami. Pierwszego dnia w przedszkolu roi się jak w ulu od wyczekujących rodziców w progach sal. Są przekonująco mili i przerażająco troskliwi. Zaczynają się martwić w naszej obecności. Sprawy, które powinni załatwić w domu, poddają pod „sąd ostatecznej rozpaczy”, a nas, nauczycieli, sprowadzają do roli świadków i winnych „zbyt szybkiego” rozstania z ich dzieckiem i całej sytuacji przed drzwiami pięknie udekorowanych sal…

***
Kopanie w drzwi. Z każdym uderzeniem dźwięk nasila się i ginie jakby niedokończony wers. 15, 16, 17… – liczę wycięte wczoraj wieczorem żółte słoneczniki. Znowu kopanie, tym razem niesympatyczny dźwięk przerywa coś innego. Brzmi jak płacz, raczej jak krzyk, na pewno jak protest. Dzieci protestują, pierwsze dni w przedszkolu dają możliwość „postawienia na swoim”. Oczywiście, jeśli mama na to pozwoli. A godzi się 89% mam.

Błagam, niech pani wyjdzie!! – telepatycznie proszę tę kobietę, która z dwoma sporymi siatkami ściska swojego synka akurat na środku trasy komunikacyjnej pani Zosi, która mrucząc pod nosem z tacą kanapek zmuszona jest omijać kucającą mamę, która całe widowisko chyba zaplanowała.

Jeden buziaczek i idziemy zobaczyć nową policję i duże auta – jestem wyczerpana, od 20 minut ta matka nie wypuszcza z ramion swojego syna. Nawet nie daje mu szansy spojrzeć na zabawki.

Proszę nam dać jeszcze chwilkę. Proszę pozwolić nam się pożegnać – rany!! Chwilkę??! Zaraz wyjdę z siebie! Do 7 odczuwałam głód, o 8.30 czuję się przepełniona. Bynajmniej nie kanapką z domu. Ale ściąganiem cugli własnych emocji, stojących w blokach startowych największego zdenerwowania.

Masz policję?!? – to jest ten ułamek sekundy, na który czeka nauczycielka przedszkola. Moment, który rozluźnia pętlę lęku, w którą uwikłana jest ta matka, lęku o swojego syna. To jest TEN MOMENT.

No, widzisz? Mówiłam ci, że na pewno będzie tu policja. No chodź, przytulę cię mocno ostatni raz i dam ci ostatniego całuska. Pamiętaj, niczego się nie bój, mamusia i tatuś bardzo Cię kochają, przyjdę po ciebie po spaniu – wygrała. Ta kobieta wygrała. Wypowiedziała zakazane słowa. Dziecko usłyszało jedynie: „bój się” i „po spaniu…”. Brzmi okropnie.

Mój przyjaciel bierze udział w wyścigach biegowych. Zapytałam go kiedyś:
Co czujesz, kiedy od mety dzieli cię parę minut, a ciało odmawia ci posłuszeństwa? Gdy czujesz, że zwyczajnie, po prostu nie dasz rady?

Odpowiedział mi całkiem spokojnie:
Zagryzam się w sobie i biegnę dalej. Po przekroczeniu granicy zmęczenia, nie pracujesz już ciałem, nie biegniesz „nogami”. Od tej pory „biegnie” wyłącznie mózg. Na pełnych obrotach. Dzięki „głowie” biegniesz dalej. Musisz wyłączyć emocje. Zmęczenie to też swego rodzaju emocja. Ona napędza inne, dochodzi frustracja, potem złość, przez pewien czas działasz na rezerwie, ale ona też bardzo szybko się wyczerpuje. I ty też. Dlatego nie możesz w TAKIM MOMENCIE pozwolić sobie na taką przyjemność jak wyczerpanie. Nie, ty masz zakodowane: kochasz to, dlatego dasz radę.

***
Mina Piotrusia natychmiast zmienia się w podkówkę. Podobno podkowa jest symbolem szczęścia. W TYM MOMENCIE jest zwiastunem zbliżającej się nieuchronnie katastrofy, której plony będziemy zbierać wszyscy: matka, ja i sam Piotruś. Świetna nauka, proszę pani. W środku gęstej mgły tli się moje porozumienie z Piotrkiem. A pani ustawia wielki, neonowy transparent, na którym czytamy: „Nie idź w jej stronę. Tylko przy mnie będziesz bezpieczny. Będziesz się bał, będziesz zagubiony, będzie ci tu nudno i nieciekawie. Tylko w moich ramionach istnieje raj”.

Bolą mnie nogi od 20-minutowego kucania przed Piotrkiem, na kolanach rozrasta się mokra plama. To łzy po drodze zahaczyły o moją sukienkę. Straciłam nasz MOMENT, mój i Piotrusia o dużych czarniusieńkich oczyskach. Miałam go już, miałam w garści i uciekł! Wycofał się! A zainteresował się policją! Przyniosłam ją od swojego synka, bo on ma dwie, bo chciał się podzielić, bo wie, jakie to dla nowych dzieci ważne. Wie o tym trzyletni Adaś, a trzydziestoletnia kobieta nie wie, że policja jest bardzo ważna w przedszkolu i należało się jej „uczepić” jak „rzep psiego ogona”, zachęcić, rzucić ciche i szybkie: no to cześć. Wystarczyło: zainteresować się. I tyle.

***
Po pracy…

Cichy szept mojej sumiennie wspieranej przez umiejętności, serce i doświadczenie motywacji, gasł w przyjemnej ciszy placówki. Gołębie, które zawsze o tej porze przytulają się do seledynowego okna, wyjątkowo nie gruchały. Uszanowały moje zmęczenie i kłaniały się w poszukiwaniu resztek drugiego śniadania. Nie zdążyłam nawet zjeść. Otwieram okno i kruszę im swoją bułkę, którą zrobiła mi do pracy Martynka, troszcząc się o brzuszek mamy. Szarzy przyjaciele odlatują, trzymając w dziobach okruszki, lecą do swoich rodzin… Nie mam apetytu, chcę do domu.

Magda wpada do mnie, potykając się o róg wykładziny, którą dopiero co przybił pan Leszek. Ma rumieńce, które nie wróżą nic dobrego. Spory łyk herbaty rozlewa się na świeżo przybitą wykładzinę, słychać lament pędzącej z mopem pani Zosi:
Dziś to już ten dzień niech się lepiej skończy!

…zrobiłam ci herbatę… malinowa… Napij się, maliny chronią przed przeziębieniem. Idzie jesień.

A chronią może przed załamaniem psychicznym? Przed nerwicą? Przed szaleństwem?

Tego jeszcze nie dowiedli, ale jak zrobią badania nad zbawiennym wpływem malin na samopoczucie nauczycielek przedszkola, będziesz pierwsza, z którą podzielę się tą innowacyjną rewelacją. Żyjesz?

Nie – oczy mam wilgotne…

Chyba jeszcze żyjesz, skoro potrafisz przełykać, pij.

Magda…

Wiem. Nic nie mów. Tylko pij.

***
Jestem nauczycielką przedszkola. Jestem kobietą, matką, żoną, przyjaciółką (…). Poza pracą mam też swoje obowiązki, też jestem ciągle spóźniona i też mam zaległości. We wszystkim. Ale może jedną rzeczą różnię się od Was, drogie mamy:
Potrafię zaufać nauczycielkom mojego syna. I wierzę, że są kompetentne, aby zrozumieć niepokój matki o dziecko. Niepokój równorzędny z obawą np. o zdrowie ukochanej osoby, nie mający nic wspólnego z odgrywaniem ról: kogo woli moje dziecko, skoro odrywa się w PEWNYM MOMENCIE i pędzi do rówieśników, „uczy się, jak nie być samotnym w życiu”, przekracza próg samodzielności. Ten dziki, naturalny i pełen entuzjazmu pęd do kolejnego etapu w życiu, nie jest bynajmniej sygnałem, że coś się skończyło. Ja już dawno przecięłam pępowinę, dałam Adasiowi szansę. Czy dlatego, że jestem nauczycielką przedszkola i wiem, jak bardzo przedszkole zmieniło jego życie na lepsze, na bardziej atrakcyjne, intensywniejsze w przeżycia i piękną samodzielność? Gdy oddaję Adasia w ręce moich koleżanek, mamy, które stoją obok mnie, komentują: Adasiowi to dobrze… szczęściarz, ma mamę w przedszkolu.

Tak, szczęściarz. Bo ma „przyjciela” Wojtka, lubi bawić się w stację benzynową z „Kapcerem”, a od Zuzi odpatrzył, jak narysować krokodyla. Bo ma przyjaciół, bo nauczył się, jak ich zdobywać. Bo wracając do domu zatłoczonym autobusem, śmieje się i śpiewa piosenkę, którą nauczyła go pani. Bo leżąc w piżamce w pingwinki w swoim obłożonym pingwinami łóżeczku, pyta mnie:

Mamusiu, czy jutro też pójdę do przedszkola?

Szczęściarz bo ma swoją panią. Bo ma je aż dwie. Bo jego mama wycofała się w ODPOWIEDNIM MOMENCIE.

***
Dziewczyny, jesteście silne emocjonalnie i psychicznie. Bo Waszą siłą w tym zawodzie jest wyrozumiałość. Niewielu ludzi w dzisiejszej rzeczywistości ma tę zaletę. Wy macie ją oszlifowaną ze wszystkich stron. To morze doświadczeń ukształtowało w Was tę perłę złożoną z tysiąca diamentów: dystansu, cierpliwości, taktu i szczególnej empatii. To wszystko kołysze się w znakomitej harmonii obowiązków, roszczeń, uwag i refleksji nad sensem własnej pracy.

Czego oczekuje nauczycielka przedszkola?

Współpracy opartej na zaufaniu.

Współpraca oznacza: Wierzę pani i chcę, aby pani mi doradziła. Przyznaję, że nie wiem, jak się zachować. Boję się, że stracę miłość syna… Proszę mi dać znać, kiedy będzie TEN najwłaściwszy MOMENT. Dziś i potem…

Nic nie tracą. Mogą tylko zyskać. Więcej niż oczekują.

A czego ja oczekuję od nauczycielki Adasia?
Tylko tego, że „zabierze mi go” do jego przyjaciół.

3 komentarze do “Zachłanni”

  1. Nie dalej jak dziś jednej z mam, która miała do mnie prośbę z takiej właśnie kategorii powiedziałam, że przykro mi ale za dużo Państwo ode mnie oczekujecie i nie mówię tego ze złej woli tylko z tego prozaicznego powodu, że mój wewnętrzny procesor nie przetwarza takiej ilości danych…..Sama byłam zaskoczona tą odpowiedzią, bo zazwyczaj starałam się w takich sytuacjach zachować dobrą minę do złej gry ….a dzisiaj tak samo mi się wymknęło. Albo to wreszcie przejaw rodzącej się we mnie asertywności…albo przepełnienie w zakresie rodzicielskich wymagań, którym nie ma końca i żaden człowiek nie jest w stanie im sprostać a i zwyczajnie spamiętać trudno:)

  2. Przeczytałam i się popłakałam, to tak jakby Pani pisała o mnie, najgorsze jest to, że czasami poświęcamy swoją rodzinę, by lepiej spełniać swoje obowiązki w pracy, a niestety i tak w 90% to nie zostanie docenione!

Pozostaw odpowiedź Sabina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.